Na oczach Zachodu

Dodano: 03/01/2020 - numer 2522 - 03.01.2020

FELIETON \ Geneza „sprzysiężenia przeciwko Polsce” i mocy jego propagandy

W 1911 r. słynny brytyjski pisarz Joseph Conrad alias Józef Teodor Konrad Korzeniowski opublikował powieść, której oryginalny tytuł „Under Western Eyes” został na polski nieprawidłowo przetłumaczony jako „W oczach Zachodu”. Tymczasem owa niezwykła polemika z obrazem „russkoj duszy” rodem z bebechowatych dzieł Fiodora Dostojewskiego zgodnie z zamiarem autora i wymową jego powieści powinna zwać się „Na oczach Zachodu” czy wręcz „Pod nosem Zachodu”!
Ukazuje bowiem zarówno straszliwą zgniliznę niesioną światu przez rosyjskich rewolucjonistów, jak i kompletne niezrozumienie tego zjawiska przez Zachód. W neutralnej Szwajcarii owi rewolucjoniści, prototypy bolszewików, hulają sobie swobodnie, bywają na salonach i całkowicie bezkarnie dokonują mordów politycznych. Przypadkowo wplątany w te intrygi narrator Brytyjczyk z narastającą grozą uświadamia sobie całkowitą nieprzystawalność zepsutej wiekami niewoli i dwulicowości rosyjskiej mentalności do jakichkolwiek norm moralnych Zachodu.
Przez nienawiść i nieświadomość
Powieść nie przysporzyła Conradowi sławy wśród jego zachodnich wielbicieli, co tylko pokazuje, jak słuszne było jego ostrzeżenie. Gdy sześć lat później nie książkowi, ale realni burzyciele porządku świata objęli władzę w Rosji, okazało się, że ów „wolny świat” nadal nic nie rozumie. Większym rozumem od tamtejszych mężów stanu, traktujących Rosję jako cennego sojusznika, wykazał się angielski karykaturzysta przedstawiający ją w 1900 r. jako potworną ośmiornicę sięgającą jednymi mackami aż za Kaukaz, innymi duszącą Polskę i popychającą przeciw Europie ludy bałkańskie.
Przy czym owo niezrozumienie nieodmiennie podłych i podstępnych zamiarów Moskwy zadziwiająco często idzie w parze z niechęcią wobec Polski, która według Zachodu ma wizję swojego wschodniego sąsiada skażoną zupełnie niezrozumiałą „rusofobią”! Na źródła owej zaskakująco żywotnej europejskiej niechęci rzuca światło inny wielki pisarz brytyjski, Gilbert Keith Chesterton, w pełnej sympatii do Polski przedmowie do książki swojego belgijskiego przyjaciela Charles’a Sarolei „Letters on Polish Affairs” (wydanie polskie 1923 r. jako „Listy o Polsce” w tłumaczeniu Jadwigi Sienkiewiczówny):
„Najciekawszym tedy rozdziałem tej niezmiernie pouczającej książki jest List Drugi: »O sprzysiężeniu przeciwko Polsce«. W szeregach tych »sprzysiężonych« znajduje się, oczywiście, obok prawdziwych wrogów Polski, wielu łatwowiernych głupców. Ci stanowią nawet większość i podczas kiedy pierwsi działają pod wpływem nienawiści, drudzy grzeszą przez nieświadomość. […] W tym można doszukać się przyczyny niezrozumiałego wprost uprzedzenia, z jakim mieszkańcy zachodniej Europy odnoszą się do sprawy polskiej, nie domyślając się nawet istnienia starej cywilizacji na polskich ziemiach”.
Poprzez okulary niemieckiego profesora
Mimo wieloletniej przynależności Polski do NATO i UE ten pochodzący sprzed 100 lat cytat jest niestety nadal aktualny! Może i trudno wymagać od przeciętnego Europejczyka wyznawania się na zawiłościach polskiej historii, ale skoro tak niewiele o niej wiedzą, to skąd to powszechne mniemanie o wrodzonej nietolerancyjności i wszelkich innych niegodziwych cechach charakteryzujących ponoć Polaków? Przenikliwy Chesterton błyskotliwie niczym stworzony przezeń detektyw Ksiądz Brown przeprowadził śledztwo i wykrył owego cichego suflera podpowiadającego światu tę wygodną dla siebie wersję. Otóż według niego w oczach Zachodu Polska widziana jest przez okulary zmajstrowane przez nader szczególnego optyka:
„Nazywano niegdyś Pietrograd, noszący do niedawna znamienne miano Petersburga, oknem, wybitym na Zachód. Można by z równą słusznością powiedzieć, że Berlin był dotychczas jedynym oknem, patrzącym na Wschód. Innymi słowy, narody zachodnie, a szczególnie ludy trudniące się handlem, jak Amerykanie i Anglicy, patrzyły dotychczas na wschodnią Europę poprzez okulary niemieckiego profesora. A te złośliwe szkiełka miały tę właściwość, że o ile niekiedy powiększały świadomie Rosję, o tyle Polskę ukazywały zawsze w dziwnie umniejszonej postaci.
Powiedzmy sobie szczerze: większość naszych sojuszników z NATO poza Amerykanami i Brytyjczykami jest dziś nic niewarta z dwóch względów – słabości militarnej i braku morale. Ducha i skutecznoś? bojow? ?wykazali? holenderscy ?o?nierze, biernie asystuj?c przy masakrach podczas wojny domowej w?rozpadaj?cej si? Jugos?awii, Francja demonstruje militarn? si?? jedynie w?pacyfikowaniu zamieszek w?by?ej kolonii ? Czadzie, zarazem wykazuj?c niebezpieczn? uleg?o?? wobec Moskwy atakuj?cej Gruzj?, a?teraz Ukrain?, o?Niemcach piel?gnuj?cych w?stosunkach z?Rosj? tradycje paktu z?Rapallo, ać bojową „wykazali” holenderscy żołnierze, biernie asystując przy masakrach podczas wojny domowej w rozpadającej się Jugosławii, Francja demonstruje militarną siłę jedynie w pacyfikowaniu zamieszek w byłej kolonii – Czadzie, zarazem wykazując niebezpieczną uległość wobec Moskwy atakującej Gruzję, a teraz Ukrainę, o Niemcach pielęgnujących w stosunkach z Rosją tradycje paktu z Rapallo, a zarazem nieznajdujących pieniędzy na renowację rdzewiejących leopardów szkoda gadać. Wszystkim im wygodnie jest zwalać własne winy na „rusofobiczną” Polskę, a moskiewski przyjaciel „niemieckiego profesora” podsuwa im inne pożyteczne argumenty, takie jak „polski antysemityzm”. Skoro bowiem nie Niemcy są winni zbrodni na Żydach, a tym bardziej nie „wyzwalająca ich” od polskich prześladowań Armia Czerwona, to odpowiedzialnymi za wszystkie te zbrodnie należy uczynić Polaków, co też się czyni w ostatnich latach coraz bezczelniej. Dlaczego Polaków? A dlatego, że dzięki wspólnym już od stuleci działaniom naszych byłych zaborców i firmujących rozbiory francuskich piewców oświeceniowego „postępu”, Polska ma w Europie bezpodstawnie, lecz skutecznie zszarganą opinię.
Miara antypolskiej propagandy
W swoich „Listach o Polsce” prof. Sarolea doszedł do wniosków znowu niepokojąco dla nas aktualnych:
„Rosja i Prusy czyniły w XVIII w. to samo, co czynią obecnie: »mobilizowały« opinię całego świata przeciwko Polsce, przygotowując się do jej zniszczenia. Sądząc po wyniku, powodzenie tej propagandy było wprost zdumiewające. Dziś widzimy wszyscy, że rozbiór Polski był bezecną zbrodnią i punktem wyjścia wielu szalbierstw politycznych. Ale współcześni zapatrywali się na to inaczej i stawali przeważnie po stronie zaborców. Fryderyk, zwany Wielkim i Katarzyna, również zwana Wielką, przedstawiali się ówczesnym ludziom jako wspaniałomyślni i liberalni monarchowie, wkraczający do Polski z zamiarem przywrócenia tam porządku i zabezpieczenia praw dysydentom [czyli innowiercom – J.L.] D’Alembert, Diderot, Grimm, Voltaire – wszyscy encyklopedyści francuscy prześcigali się w wysławianiu tych oświeconych despotów, którzy powodowali się wzniosłym pragnieniem podzielenia się »ciałem i krwią Polski«. […] Propaganda antypolska w XVIII w. wydała zadziwiające wyniki – nie wiem jednak, czy dzisiejsza propaganda nie cieszy się jeszcze większym powodzeniem. [...] Chcąc bronić się przed sprzysiężeniem tej miary rząd polski powinien ocknąć się i wzbudzić w sobie poczucie odpowiedzialności. Nie ma prawa być dłużej obojętnym widzem. Nie może poprzestawać, jak dotąd, na odpieraniu kłamstwa wyniosłym milczeniem. […] Ale dziś propaganda antypolska przybrała takie rozmiary, że zagraża wprost istnieniu polskiego państwa. Dziś nie ma czasu do stracenia: orgii kłamstwa musi być przeciwstawiona propaganda prawdy”.
Na szczęście ta aktywna anglosaska część Zachodu chyba przejrzała wreszcie na oczy, czego realnym przejawem jest amerykańskie wsparcie dla wzmocnienia wschodniej flanki NATO i idei Międzymorza oraz wyznanie zwycięskiego premiera Wielkiej Brytanii, że będąc ministrem spraw zagranicznych, szczerze wierzył w możliwość uczciwego porozumienia się z Rosją, ale już się z tej iluzji wyleczył. Może z okazji 100. rocznicy naszego zwycięstwa nad Rosją – podówczas w wydaniu bolszewickim – warto mężom stanu Zachodu podarować niewielki zbiorek złotych myśli znakomitego znawcy „russkoj duszy” marszałka Piłsudskiego:
„Rosja obiecuje, gdy jest do tego zmuszona, i nie dotrzymuje swych obietnic z chwilą, gdy ma po temu siłę”.
„Bez względu na to, jaki będzie jej rząd, Rosja jest zaciekle imperialistyczna. Jest to zasadniczy rys jej charakteru politycznego”.
„Jeśli własna wolność jest nieosiągalna, wolność cudza wzbudza zawiść i odrazę. Jesteśmy od wieków zbyt bolesnym dla nich wzorem, zaprzeczeniem ich własnego losu. Obawiam się, że dużo czasu upłynie, zanim oni zrozumieją, że nikt i nic, chyba śmierć, odbierze nam prawa do wolności”.
 
     

SUBSKRYBUJ aby mieć dostęp do wszystkich tekstów gpcodziennie.pl

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@gpcodziennie.pl

W tym numerze