Majstrowanie przy urnie

ZNIKAJĄCE GŁOSY

Nie mogłem uwierzyć, gdy w sprawozdaniu komisji wyborczej przy nazwisku Adama Kwiatkowskiego z PiS-u było zero. Sam widziałem, że przynajmniej osiem osób zagłosowało na niego – mówi „Codziennej” Krzysztof Dasiewicz. Podczas wyborów był mężem zaufania w lokalu znajdującym się w ambasadzie polskiej w Berlinie. Dasiewicz patrzył na ręce komisji wyborczej nr 134 w stolicy Niemiec przez ponad 31 godzin. – Jej członkowie, licząc głosy, mylili się wielokrotnie – wspomina Polak mieszkający w Berlinie. Gdy liczba głosów się nie zgadzała, komisja musiała swoją pracę wykonywać ponownie. Przyznaje, że po wielu godzinach spędzonych w lokalu wyborczym już nie miał siły, aby wszystko sprawdzić dokładnie. Swoją uwagę skoncentrował na liderach poszczególnych ugrupowań. – Na Kwiatkowskiego
     

30%
pozostało do przeczytania: 70%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

Kup subskrypcję, aby mieć dostęp do wszystkich tekstów gpcodziennie.pl

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@gpcodziennie.pl

W tym numerze