Majstrowanie przy urnie

ZNIKAJĄCE GŁOSY

Numer 34 - 18.10.2011Polska

Nie mogłem uwierzyć, gdy w sprawozdaniu komisji wyborczej przy nazwisku Adama Kwiatkowskiego z PiS-u było zero. Sam widziałem, że przynajmniej osiem osób zagłosowało na niego – mówi „Codziennej” Krzysztof Dasiewicz. Podczas wyborów był mężem zaufania w lokalu znajdującym się w ambasadzie polskiej w Berlinie.

Dasiewicz patrzył na ręce komisji wyborczej nr 134 w stolicy Niemiec przez ponad 31 godzin.

– Jej członkowie, licząc głosy, mylili się wielokrotnie – wspomina Polak mieszkający w Berlinie. Gdy liczba głosów się nie zgadzała, komisja musiała swoją pracę wykonywać ponownie.

Przyznaje, że po wielu godzinach spędzonych w lokalu wyborczym już nie miał siły, aby wszystko sprawdzić dokładnie. Swoją uwagę skoncentrował na liderach poszczególnych ugrupowań.

– Na Kwiatkowskiego zwróciłem uwagę, bo poznałem go podczas kampanii – podkreśla. Ten kandydat Prawa i Sprawiedliwości był przed wyborami kilka dni w Berlinie. – Jestem pewien, że przynajmniej osiem osób głosowało na niego – zapewnia.

Dlatego, gdy Dasiewicz przyszedł do domu i odebrał maila z komisji z wynikami wyborów, był zaskoczony. Przy nazwisku Adama Kwiatkowskiego było wpisane zero. O swoich spostrzeżeniach poinformował PiS. Brak głosów z Berlina na szczęście nie przeszkodził Adamowi Kwiatkowskiemu dostać się do Sejmu



zawartość zablokowana

Autor: Wojciech Kamiński, Grzegorz Broński


Pozostało 50% treści.

Chcesz przeczytać artykuł do końca? Wyślij SMS i wprowadź kod lub wykup prenumeratę i zaloguj się.

Dostęp do artykułu
wyślij sms o treści GP1 na numer 7155
koszt 1 zł (1,23 zł brutto)
Prenumerata
Mam dostęp
zaloguj się