Wsparcie dla mediów Strefy Wolnego Słowa jest niezmiernie ważne! Razem ratujmy niezależne media! Wspieram TERAZ » x

Zadziwiający wyrok na działacza pro-life

Dodano: 07/03/2020 - numer 2576 - 07.03.2020

NADZWYCZAJNA KASTA \ Działacz pro-life, wolontariusz Fundacji „Pro-Prawo do życia”, członek PiS, został uznany za winnego przez Sąd Okręgowy w Koszalinie za protest przeciwko Marszowi Równości w Koszalinie z 6 kwietnia 2019 r. – Ten wyrok traci z pola widzenia konstytucyjne wolności, w tym wolność zgromadzeń i wyrażania poglądów – mówi „Codziennej” prawnik z Ordo Iuris dr Bartosz Lewandowski.
Jak pisaliśmy już w „Codziennej”, 6 kwietnia ub.r. miał miejsce pierwszy Marsz Równości w Koszalinie. Mariusz Meling z PiS, aktywista pro-life, postanowił zaprotestować na miejscu manifestacji przeciwko ideologii LGBT.
– Akcja nie była w żaden sposób zorganizowana ze względu na szybkość jej przygotowania. Pożyczyłem z Gorzowa Wielkopolskiego samochód obklejony banerami informującymi o zagrożeniach związanych z homoseksualizmem. Jeździłem nim po Koszalinie przed Marszem Równości i w trakcie jego trwania, ostrzegając w ten sposób przed zagrożeniami LGBT – opisuje swoje działania podczas tego marszu Meling.
Podczas gdy aktywista towarzyszył Marszowi Równości, jeździli za nim w radiowozie funkcjonariusze policji. Gdy uruchomił sprzęt audio, aby nagłośnić informacje o zagrożeniach, które niesie ideologia LGBT, policjanci wystawili mu mandat ze względu na naruszenie prawa o ochronie środowiska. Mariusz Meling go nie przyjął, powołując się na przepisy o używaniu nagłośnienia podczas tzw. zgromadzenia spontanicznego. Policja złożyła jednak wniosek do sądu o nałożenie na niego kary.
Pierwsza rozprawa odbyła się 16 grudnia ub.r. przed Sądem Rejonowym w Koszalinie. Sąd uznał mężczyznę za winnego oraz skazał na 500 zł grzywny i 100 zł dodatkowych kosztów. Według sędzi manifestacja Melinga nie spełniała warunków zgromadzenia spontanicznego, podczas którego mógłby użyć nagłośnienia. Przedwczoraj w Sądzie Okręgowym w Koszalinie odbyła się rozprawa apelacyjna. Sędzia Bogdan Lewandowski zmienił wyrok, pozostawiając stwierdzenie winy aktywisty, a odstępując od wymierzenia mu kary.
Dla środowiska pro-life i członków klubu „Gazety Polskiej”, którzy byli obecni na rozprawie, wyrok jest niesatysfakcjonujący i pokazuje, że celem sądu było ograniczenie prawa do wolności zgromadzeń.
– Otrzymałem jałmużnę od sądu. Wyrok jest tragicznie zadziwiający. Sędzia w ogóle nie odniósł się do istoty rzeczy – komentuje Mariusz Meling. – W ten sposób sądy ograniczają prawa obywatelskie. Wygląda na to, że to, czy jest zgromadzenie spontaniczne, czy nie, zależy od widzimisię sądu – dodał obecny na rozprawie Kazimierz Sokołowski z Fundacji „Pro-Prawo do życia”.
– Wyrok powinien być powodem wstydu sędziego; tak się stwarza nierównomierność dyskursu publicznego. Takiej taktyki używano w PRL, gdy skazywano działaczy opozycji np. za zaśmiecanie – zaznacza również obecny w Koszalinie dziennikarz „Gazety Polskiej” Paweł Piekarczyk.
Sprawę skomentował także prawnik z Ordo Iuris dr Bartosz Lewandowski. – Wyrok traci z pola widzenia konstytucyjne wolności, w tym wolność zgromadzeń i wyrażania poglądów. Celem wprowadzenia przepisu zakazującego używania nagłośnienia nie było ograniczenie wygłaszania poglądów w trakcie kontrmanifestacji, ale przeciwdziałanie zakłócaniu porządku w obszarach zabudowanych – mówi prawnik.
 
     

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

SUBSKRYBUJ aby mieć dostęp do wszystkich tekstów gpcodziennie.pl

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@gpcodziennie.pl

W tym numerze