Bawarczycy listy piszą – czyli wybory korespondencyjne

Niemcy \ Z DR. ROBERTEM VEHRKAMPEM, ekspertem Fundacji Bertelsmanna, rozmawia OLGA DOLEŚNIAK-HARCZUK

To, co zaobserwowaliśmy w ostatnią niedzielę w Bawarii podczas drugiej tury wyborów samorządowych, potwierdza nasze tezy sprzed czterech lat – frekwencja w Bawarii, gdzie głosowano wyłącznie korespondencyjnie, była wyraźnie wyższa niż w pierwszej turze wyborów, kiedy były jeszcze otwarte lokale wyborcze.
W 2016 r. Fundacja Bertelsmanna opublikowała raport zatytułowany „Odważyć się na więcej wyborów drogą korespondencyjną”, w którym szczegółowo wyliczyli Państwo, dlaczego Niemcy powinny poszerzyć możliwość korespondencyjnego brania udziału w wyborach. Taka opcja istnieje w Republice Federalnej Niemiec od 1957 r., ale od chwili wprowadzenia przechodziła też pewne modyfikacje.
W 2016 r. zwróciliśmy uwagę na temat, ponieważ obserwowaliśmy strukturalne obniżanie się frekwencji wyborczej, oczywiście analizowaliśmy dane z kilkudziesięciu lat, porównując tendencje wyborcze w skali całych Niemiec. Naszą uwagę zwróciła szczególnie niska frekwencja w wyborach samorządowych, często nawet czterokrotnie mniejsza niż w przypadku wyborów do Bundestagu i Landtagów. Uważaliśmy wtedy, że frekwencja zależy też w dużym stopniu od organizacji wyborów i że poprzez umożliwienie obywatelom głosowania korespondencyjnego można podnieść frekwencję wyborczą nawet o 10 pkt proc. Nasze wnioski wynikały po części z obserwacji procesów wyborczych w Stanach Zjednoczonych – tego, jak w niektórych stanach kształtowała się frekwencja. To, co zaobserwowaliśmy w ostatnią niedzielę w Bawarii podczas drugiej tury wyborów samorządowych, potwierdza nasze tezy sprzed czterech lat – frekwencja w Bawarii, gdzie głosowano wyłącznie korespondencyjnie, była wyraźnie wyższa niż w pierwszej turze wyborów, kiedy były jeszcze otwarte lokale wyborcze. Trzeba pamiętać o tym, że w Niemczech głosowanie korespondencyjne było zawsze traktowane jako forma uzupełniająca do tradycyjnego pójścia do urn.
Owszem, ale w 2008 r. wprowadzono w prawie wyborczym Republiki Federalnej Niemiec zmiany umożliwiające każdemu, bez wskazania konkretnego powodu, głosowanie korespondencyjne. To była jedna z modyfikacji prawa wyborczego dokonana z myślą o ułatwieniu ludziom głosowania.
Tak, o ile przed tymi zmianami głosowanie korespondencyjne traktowano jako pewien wyjątek, odstępstwo od normy, to po 2008 r. każdy, bez względu na pobudki, mógł zagłosować korespondencyjnie. Wcześniej o prawo do głosowania korespondencyjnego można było wnioskować ze względu na chorobę lub istotne trudności innej natury. To się zmieniło. Prawo dostosowało się w tym sensie do zapotrzebowania wyborców, ponieważ, jak wskazują dane, w ostatnim 20-leciu coraz więcej osób najzwyczajniej wolało wysłać kartę do głosowania pocztą, niż udać się do lokalu wyborczego. Preferencje wyborcze zaczęły się zmieniać. Dostrzegliśmy to też w naszym raporcie z 2016 r. Jednocześnie zwróciliśmy uwagę, że przeprowadzenie wyborów drogą korespondencyjną musi być bardzo dobrze zabezpieczone, tak by uniknąć zagrożenia manipulacji wyborczych. Ważne jest też to, czy obywatele sami mają składać wnioski o możliwość głosowania korespondencyjnego, czy też wszyscy otrzymują na swój adres karty do głosowania. Ten drugi wariant zastosowano właśnie w Bawarii. Sytuacja epidemii koronawirusa wymusiła pewne zdecydowane działania w tym zakresie. Okoliczności są przecież nadzwyczajne.
Czyli wszyscy Bawarczycy otrzymali formularze, bez konieczności składania jakichkolwiek wniosków?
Tak, ponieważ ze względu na kwarantannę zamknięto lokale wyborcze, a nie chciano rezygnować z drugiej tury wyborów. Każdy mieszkaniec Bawarii z automatu otrzymał kartę do głosowania, nikogo nie pytano, czy ma zamiar głosować, czy nie, po prostu ludziom wysłano formularze. Wyborcy wypełnili karty w swoich domach i odesłali pocztą. Nie mam jeszcze wszystkich danych, ale z tego, co dziś wiadomo, frekwencja była wyższa o 10 pkt proc. w stosunku do frekwencji w pierwszej turze.
Wysoka frekwencja była wypadkową bieżącego kryzysu i tego, że wszyscy nagle głosowali drogą korespondencyjną, czy oddzielałby Pan jednak kwestię nadzwyczajnych okoliczności głosowania od jego metody?
Nie sposób tych dwóch kwestii oddzielić, ale dane, jakie przychodzą z Bawarii, potwierdzają nasze prognozy sprzed czterech lat. Jak wspomniałem, opieraliśmy je wtedy na doświadczeniach z głosowaniem korespondencyjnym w Stanach Zjednoczonych, gdzie to dobrze funkcjonuje. Natomiast wracając do pytania, nie sądzę, by wyższa frekwencja bardziej zależała od epidemii niż od tego, że ludziom umożliwiono po prostu wygodniejszy sposób oddania głosu. Abstrahując od bieżącego kryzysu, pamiętajmy o tym, że w ostatnich dziesięcioleciach Niemcy bardzo zmienili styl życia i nie każdemu np. wyjazd na weekend uda się pogodzić z terminem wyborów. Pójście do lokalu wyborczego łączyło się z pewną ekwilibrystyką dla wielu osób, zwłaszcza młodszego pokolenia, ludzi bardzo mobilnych. Jeżeli przykład bawarski przyjąłby się w innych landach, trzeba by dodatkowo opracować mechanizm ochrony tych wyborów. W obliczu tak wyjątkowej sytuacji, jaką jest epidemia, Bawaria nie miała czasu na dopracowanie pewnych mechanizmów, co jest zrozumiałe, ale planując takie wybory z wyprzedzeniem, trzeba sięgnąć po środki, które je zabezpieczą przed nadużyciami. Tak, by karty do głosowania były bezpieczne i docierały wyłącznie do rąk osób powołanych.
Która partia lepiej sobie poradziła w bawarskich wyborach?
Zieloni bardzo dobrze sobie poradzili, CSU również, nie mogę jeszcze powiedzieć, kto wygrał, bo brak wszystkich danych, ale z pewnością Zieloni zapunktowali też dlatego, że ich wyborcy mieszkają w dużych miastach, gdzie ludzie już zdołali się oswoić z głosowaniem korespondencyjnym. Na wsiach ludzie są jednak przyzwyczajeni do tego, że idą do lokalu wyborczego, to jest też pewnego rodzaju wydarzenie towarzyskie, można porozmawiać, spotkać się. Jednak jestem pewien, że jak już raz zagłosuje się w ten sposób, to później staje się to nawykiem. Zresztą na wsiach też w drugiej turze wyborów frekwencja była większa niż w pierwszej turze. Co jest szczególnie ciekawe, bo w Niemczech w pierwszej turze zawsze frekwencja jest wyższa niż w drugiej. Jedno jest pewne, tego typu głosowanie powinno być dostępne dla wszystkich, a nie dla wybranych grup, a długofalowo, pomijając sytuacje nadzwyczajne, tak jak ta bieżąca, wyborcy powinni mieć wybór, czy chcą zagłosować w lokalu, czy korespondencyjnie.
Zdarzyło się Panu już głosować w ten sposób?
Owszem, ale ja jestem starej daty, lubię też atmosferę lokalu wyborczego.

Kup subskrypcję, aby mieć dostęp do wszystkich tekstów gpcodziennie.pl

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Interesuje Cię pakiet wielu subskrypcji? Napisz do nas redakcja@gpcodziennie.pl

W tym numerze