Wsparcie dla mediów Strefy Wolnego Słowa jest niezmiernie ważne! Razem ratujmy niezależne media! Wspieram TERAZ » x

Do Tokio po medal

Dodano: 23/04/2020 - numer 2615 - 23.04.2020
fot. mat. pras
fot. mat. pras
Nie jadę do Japonii tylko po to, żeby odbębnić start na igrzyskach, bo jestem debiutantem i każde miejsce będzie dla mnie dobre. Na najważniejszych imprezach jestem w czołówce. Głupio byłoby pojechać na takie zawody i nie walczyć o medal – mówi w rozmowie z „Codzienną” Mateusz Rudyk, dwukrotny zwycięzca klasyfikacji generalnej Pucharu Świata w sprincie i brązowy medalista mistrzostw świata z 2019 roku.   
Jak wygląda trening podczas ogólnonarodowej kwarantanny?
Cały czas na balkonie. Codziennie jeżdżę na rowerze stacjonarnym, mam też tam minisiłownię. Dziennie robię około 50 kilometrów, choć w mojej dyscyplinie dystans nie jest tak ważny. Chodzi o wykonanie pewnych ćwiczeń w określonym natężeniu.
Przez cały czas byłeś w rozjazdach, więc na początku takie trenowanie było atrakcją. Jak jest teraz?
Pierwszy tydzień był naprawdę super. Doświadczyłem czegoś innego, nie musiałem wychodzić z domu na trening. Nic, tylko otworzyć drzwi balkonowe i wyjść popracować. Ale teraz stało się to trochę nużące i męczące.
Jak sąsiedzi przyjęli widok osoby, która codziennie jeździ po kilka godzin na rowerze stacjonarnym?
Widok mam na zielony teren. Gdy patrzę przed siebie, to najbliżsi sąsiedzi są jakieś 200 metrów przede mną. Ale pode mną mieszkają inne osoby, które mają duży taras. A rower trochę hałasuje. Do tego mam na balkonie jeszcze minisiłownię. Czasem ktoś z dołu się patrzy, co to za hałasy słychać na górze.
Może nie wiedzą, że mieszka nad nimi jeden z najlepszych kolarzy torowych świata?
Tak pewnie jest. Nikomu z sąsiadów nie chwaliłem się, co robię na co dzień. A moja dyscyplina jest dość niszowa.
Da się trenować na balkonie?
To w sumie nawet nie jest trening, ale podtrzymywanie formy. W domu nie da się trenować tak, jak przed czasami pandemii. A też nie mogę sobie pozwolić na rozprężenie, bo dwa tygodnie przerwy od treningu to strata w wytrenowaniu, której nie odrobi się nawet przez rok.
Rozkładając sobie to na czynniki, to przecież jesteś kolarzem. Masz na balkonie rower stacjonarny. To w czym problem?
Przede wszystkim to jestem kolarzem torowym. Już wielką stratą jest fakt, że nie mogę jeździć po torze. Do tego profesjonalny rower stacjonarny, który mam do dyspozycji, też nie jest w stanie zastąpić ćwiczeń, które robiłem podczas zwyczajnych zajęć. Jestem sprinterem, więc mnóstwo ćwiczeń wykonuję też na siłowni. A na balkonie to nie jest możliwe. Gdybym przyniósł cały sprzęt, z którego korzystam podczas normalnego treningu, to obawiam się, że spadłbym na dół razem z balkonem do zerkających w moją stronę sąsiadów.
W mediach społecznościowych bardzo przestrzegałeś przed groźbą zakażenia się koronawirusem. Skąd w Tobie tak restrykcyjne podejście do narzuconych ograniczeń?
Jestem cukrzykiem, więc muszę podwójnie uważać, gdyż znajduję się w grupie podwyższonego ryzyka. Jeśli nie muszę, to nie wychodzę z domu. Przecież tu nie chodzi tylko o moje zdrowie i fanaberie, ale też o zdrowie innych.
Igrzyska olimpijskie zostały przesunięte na 2021 rok. Jak przyjąłeś tę decyzję?
Odkąd koronawirus zaczął się rozprzestrzeniać, w tyle głowy chodziła mi myśl, że z igrzyskami może być różnie. Potem przełożono piłkarskie mistrzostwa Europy, co już było czytelnym sygnałem, że do Tokio raczej nie pojedziemy w tym roku. Kiedy MKOl podjął decyzję o przesunięciu igrzysk, to najpierw poczułem smutek. Przecież miałem za parę miesięcy zadebiutować w najważniejszej imprezie dla każdego sportowca. Do tego moja sportowa forma cały czas szła w górę. A teraz wszystko trzeba odłożyć o rok. Do igrzysk w Tokio tak naprawdę zacząłem treningi tuż po zakończeniu poprzednich, w Rio de Janeiro. Czekam cztery lata, trudno, poczekam i pięć.
W Twojej dyscyplinie o sukcesie decydują niuanse. Czy rywale w walce o medale w sprincie też są na podobnym pułapie, jeśli chodzi o trening?
Jeśli wierzyć temu, co publikują w mediach społecznościowych, to tak. Cała światowa czołówka trenuje w domach. W nieco lepszej sytuacji są ci, którzy mieszkają w domach jednorodzinnych. Widziałem, jak Holendrzy chwalą się tym, że siłownię zbudowali sobie w ogrodzie.
Igrzyska mają odbyć się
w 2021 roku. Czy wpłynie to na układ sił w sprincie?
Nie sądzę. Być może dojdzie ktoś z młodszych zawodników, choć w takich warunkach trudno to przewidzieć.
Czyli jedno jest pewne. Mateusz Rudyk jedzie do Tokio po medal!
Jestem mocno zafiksowany na to, aby włączyć się do walki o podium. Nie jadę do Japonii tylko po to, żeby odbębnić start na igrzyskach, bo jestem debiutantem i każde miejsce będzie dla mnie dobre. Od jakiegoś czasu na najważniejszych imprezach melduję się w czołówce. Głupio byłoby pojechać na takie zawody i nie walczyć o medal.
Kiedy zobaczymy Cię na torze?
Sam chciałbym wiedzieć. Lada moment ma zapaść decyzja co do otwarcia centralnych ośrodków treningowych. Nie mogę się doczekać, kiedy stawię się na torze w Pruszkowie. A zawody? To się dopiero okaże. W każdej chwili jestem gotowy, by wrócić do startów, które jednak  będę traktował jako trening przed tym, co najważniejsze, czyli przed Tokio. Nie udało się wystartować w 2020, to czekam na start w 2021 roku.
Z Japonii chcesz przywieźć medal. Kilka w swoim dorobku już masz. Ale jeden z nich nie był przyznany na zawodach. Jesteś laureatem Medalu 100-lecia Odzyskania Niepodległości przyznanego przez premiera Mateusza Morawieckiego.
To było wielkie przeżycie. Dostałem go po tym, jak w sprincie na mistrzostwach świata wywalczyłem brąz. Sam nie mogłem uwierzyć, że dostaję zaproszenie na taką ceremonię. Pierwszy raz w życiu miałem okazję spotkać się z tak ważnymi dla naszego państwa osobami. To było niezwykle miłe doświadczenie. Byłem zaskoczony faktem, że premier mnie kojarzył. A przecież w odróżnieniu od chociażby lekkoatletów trudniej mnie poznać „po cywilnemu”, bo startuję w kasku. Premier był pod dużym wrażeniem tego, jak szybko jeździmy po torze na rowerze, no i faktu, że nie ma w nich hamulców. Spotkanie z tak ważną osobą w naszym kraju, było powodem dumy. Wiem, że to co robię, jest doceniane przez innych.
Od ubiegłego roku jesteś sportowcem Grupy Sportowej Orlen. Czy przełożenie Igrzysk i niepewność organizacji najważniejszych imprez, na których planowałeś występ, wpłynie na Twój kontrakt sponsorski?
Decyzja prezesa PKN Orlen pana Daniela Obajtka o utrzymaniu wsparcia dla zawodników Grupy Sportowej Orlen, mimo panującej epidemii i zawieszeniu imprez sportowych, została przez nas przyjęta z ulgą i wdzięcznością. Mimo, że nasz trening wygląda dziś inaczej, to nadal wsparcie sponsorskie jest nam potrzebne, bo możemy je przeznaczyć na sprzęt treningowy, wsparcie psychologiczne czy zapewnienie odpowiedniej diety. Pojawienie się sponsora, który jest z zawodnikiem na dobre i na złe, pozwala uwolnić głowę od spraw przyziemnych i skupić się wyłącznie na celach sportowych. Nie wiadomo, kiedy nastąpi powrót do zawodowej aktywności, dlatego musimy być cały czas w gotowości.
 
Artykuł powstał we współpracy z PKN Orlen
     

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

SUBSKRYBUJ aby mieć dostęp do wszystkich tekstów gpcodziennie.pl

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@gpcodziennie.pl

W tym numerze