Afgański krawiec w Mieście Jelenia

​Kanada \ Polacy w Kanadzie mówią o pandemii

Noc z 1 na 2 maja. Red Deer w kanadyjskiej prowincji Alberta. Krzysztof i Beata patrzą, jak palą się domy ich sąsiadów na Lancester Drive. Strażacy uwijają się przy gaszeniu, jak mogą, ale drewniana konstrukcja płonie jak zapałka. – Gdyby wiatr był zachodni, a nie południowy, doszłoby do nas. To straszne patrzeć, jak ludzie tracą w płomieniach dorobek całego życia. W internecie ruszyła zbiórka dla pogorzelców – opowiadają. Pandemia koronawirusa, tąpnięcie w gospodarce, osobista tragedia, ostatnie miesiące są trudne. Kanada stosunkowo dobrze poradziła sobie z zarazą, ale pożar w ekonomii odbije się na wszystkich.
Według ostatnich danych Uniwersytetu Johnsa Hopkinsa w Kanadzie od początku pandemii odnotowano 61 957 przypadków zakażenia koronawirusem, 4003 osóby zmarły. W Albercie, prowincji, w której od 30 lat mieszkają Beata i Krzysztof Wojtasiewiczowie, do 4 maja potwierdzono 5836 przypadków zakażenia i 104 zgony na COVID-19. W samym liczącym 101 tys. mieszkańców Red Deer odnotowano 36 przypadków zakażenia koronawirusem. Pięć osób zachorowało na
COVID-19, 31 uznano za uleczone. Bilans ten na tle innych części kraju wygląda bardzo optymistycznie. Jak zapewniają władze miasta, już niebawem zacznie się odmrażanie życia społecznego i gospodarczego.
Red Deer – miasto z jeleniem w nazwie
Założycielem i pierwszym burmistrzem miasta był pochodzący z Nowej Szkocji polityk Leonard Gaetz (1841–1907). Na jego cześć główna ulica miasta została nazwana Gaetz Avenue. Red Deer
to miasto ludzi ze wszystkich stron świata. Przy Little Gaetz Avenue afgański krawiec Esmat Bayat szyje maseczki ochronne dla lokalnego szpitala. Zamierza uszyć 500 sztuk. Jak mówi, chce w ten sposób podziękować za to, że w 2016 r. Kanada pozwoliła mu przyjechać i się osiedlić. W Afganistanie przez dwie dekady zajmował się krawiectwem i szewstwem. Teraz szyje dla Kanadyjczyków. Takich historii jest w Red Deer więcej. 14,7 proc. mieszkańców miasta to przybysze z różnych zakątków świata, którzy tutaj odnaleźli swój dom (w skali całego kraju imigranci stanowią 21,9 proc. populacji Kanady). W ostatnich latach w Red Deer
znacznie zwiększyła się liczba imigrantów z Nigerii, Indii i Ukrainy. Ciekawie wygląda sytuacja z językiem. Według statystyk z 2016 r. 85,2 proc. mieszkańców mówi w języku angielskim, 15 proc. posługuje się francuskim, pozostałe najbardziej rozpowszechnione w Red Deer języki to: tagalski (jeden z najważniejszych języków na Filipinach), hiszpański, arabski, ukraiński i standardowy kantoński (jeden z języków chińskich używanych na południu Chin, w Hongkongu i Makau). Jeszcze w 2011 r. w miejscu arabskiego był holenderski, a ukraińskiego – niemiecki, widać więc, jak szybko zmienia się struktura narodowościowo-etniczna miasta. Język polski nie figuruje wśród najczęściej używanych języków obcych, ale w Red Deer żyje niewielka społeczność polska. W samej Kanadzie zaś liczbę Polaków i osób polskiego pochodzenia szacuje się na 1–1,5 mln.
Na ile mogą liczyć Kanadyjczycy?
Krzysztof pracuje w szpitalu, Beata prowadzi agencję nieruchomości, ich syn, Mateusz, mieszka i pracuje w Vancouver, w Kolumbii Brytyjskiej. Życie całej trójki podczas pandemii bardzo się zmieniło. – Od początku pandemii przygotowywaliśmy się w Albercie na najgorsze, testowaliśmy wprowadzanie procedur. Każdy oddział szpitala przygotował swój plan działania, zabezpieczyliśmy i testowaliśmy sprzęt ochronny. Ze szpitala wypisano wszystkich pacjentów, którzy nie byli w stanie krytycznym. 4–5 oddziałów opustoszało, zostały przeznaczone dla pacjentów z COVID-19. Logopedzi, fizjoterapeuci i inni pracownicy szpitala, których działalność zawieszono, zostali oddelegowani do innych zadań, tj. np. do przeprowadzania testów na koronawirusa. Każdy pracownik szpitala jest w dalszym ciągu sprawdzany, czy ma symptomy zakażenia. Każdorazowo musi podpisać deklarację, że nie miał styczności z osobami chorymi na COVID-19 – opowiada Krzysztof.
Wsparcie państwa
Cieszą się, bo są zdrowi, wirus ich ominął, ale obawiają się negatywnych skutków pandemii dla gospodarki kanadyjskiej. Krzysztof pracował na wzmożonych obrotach, ale agencja nieruchomości Beaty musiała wyhamować, ich syn, młody inżynier, na szczęście nie padł ofiarą redukcji, ale to po części zasługa rządowego programu wsparcia pracodawców, który refunduje część pensji w czasie kryzysu koronawirusa. – Nasz syn utrzymał miejsce pracy, z czego bardzo się cieszymy. To, że nie został zwolniony, zakrawa na cud, biorąc pod uwagę, że jest świeżym pracownikiem, zatrudnionym w firmie na początku lutego 2020 r. Podejrzewamy, że było to możliwe dzięki temu, że jest beneficjentem rządowego programu Canada Emergency Wage Subsidy, w ramach którego rząd refunduje pracodawcy 75 proc. miesięcznej pensji. To wsparcie jest skierowane do firm, których obroty spadły o co najmniej 30 proc. W praktyce świadczenia kształtują się tak: jeżeli ktoś zarabiał rocznie 58,7 tys. dol. kanadyjskich, to teraz w czasie kryzysu otrzyma 846 dol. tygodniowo przez 12 tygodni. Co do agencji nieruchomości, stoi jak wszystkie inne usługi. Napisaliśmy w sprawie wsparcia wniosek w ramach programu Canada Emergency Response Benefit (CERB) – mówi Krzysztof. Wsparcie w ramach CERB to oferta skierowana od 15 marca m.in. do osób samozatrudnionych, które na skutek obostrzeń związanych z pandemią nie są w stanie normalnie prowadzić działalności i zarabiać na życie. Wysokość wsparcia, jakie można tą drogą uzyskać, to 2 tys. dol. kanadyjskich miesięcznie, 500 dol. tygodniowo. W założeniu programu jest tak, że jeżeli po czterech tygodniach sytuacja nie ulegnie zmianie, to wniosek należy złożyć jeszcze raz. Z tej formy wsparcia państwa można skorzystać maksymalnie do 16 tygodni. – Premier Justin Trudeau zapowiedział, że jak kryzys się skończy, fiskus sprawdzi, czy wszyscy wnioskodawcy zachowali się uczciwie – dodaje Krzysztof.
Zadłużeni po uszy
Pytanie, co później, jeżeli powrót do normalności, tej gospodarczej i społecznej, nie nastąpi w miarę szybko. Według oficjalnych statystyk stopa bezrobocia od marca 2020 r., czyli od chwili ogłoszenia narodowej kwarantanny, wzrosła o 7,8 proc., co oznacza, że ponad milion mieszkańców Kanady zostało bez pracy. Eksperci wskazują, że odnotowany wzrost bezrobocia jest najwyższy od 1980 r. Do tych, którzy są na bezrobociu, dochodzi jeszcze 2,1 mln osób, które pandemia zepchnęła do pracy w niepełnym wymiarze godzin. Statystyki te nie pokrywają się jednak ze skalą składania wniosków o pomoc w ramach CERB. O pomoc do tej pory zwróciło się do państwa ponad 5 mln Kanadyjczyków, co by sugerowało, że stopa bezrobocia zbliża się do 25 proc. Prawdopodobnie dopiero za miesiąc, dwa, w zależności od tempa odmrażania gospodarki, objawi się pełna skala spustoszenia, jakiego pandemia dokonała na kanadyjskim rynku pracy. Poza tym, jak podkreśla redakcja Theconverstion.com, kanadyjskie gospodarstwa domowe są bardzo zadłużone. Według danych z września 2019 r. zadłużenie gospodarstw domowych do przychodów wynosiło 175,9 proc. W dług wliczono m.in. obciążenie hipoteką na dom czy na kartach kredytowych. Według danych z lata 2019  Canadian Centre for Policy Alternatives 31 proc. mieszkańców Kanady nie zarabia wystarczająco dużo, by zapłacić rachunki i spłacać zadłużenia. Pandemia może ten kryzys jeszcze pogłębić.

Kup subskrypcję, aby mieć dostęp do wszystkich tekstów gpcodziennie.pl

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Interesuje Cię pakiet wielu subskrypcji? Napisz do nas redakcja@gpcodziennie.pl

W tym numerze