Raport, którego nie ma

Niemcy \ Skandal w niemieckim MSW

Nazwanie tej sprawy niezręcznością to za mało. Jeden z urzędników Federalnego Ministerstwa Spraw Wewnętrznych sporządził 86-stronicowy raport, w którym wytyka rządowi federalnemu błędy popełnione w czasie walki z pandemią koronawirusa i podważa zasadność wdrożonych środków ostrożności. Autor dokumentu został kilka dni temu zawieszony w obowiązkach i grozi mu postępowanie dyscyplinarne, a rząd federalny dystansuje się od dokumentu. „Urzędnik, który go sporządził, wyraził własną opinię” – głosi oficjalny komunikat.
Szkopuł w tym, że ta prywatna opinia została spisana na papierze firmowym MSW. Sama zaś treść dokumentu jest tożsama z opinią środowisk atakujących rząd Angeli Merkel za błędną politykę w czasie kryzysu. Podczas gdy na weekend zapowiadane są kolejne demonstracje w Stuttgarcie (zgłosiło się już 500 tys. osób), rząd federalny potyka się o publikację, która miała powstać w samym sercu antykryzysowego dowodzenia.
Koronabuntownik
Autor całego zamieszania, w mediach nazywany od kilku dni koronabuntownikiem, to 57-letni Stephan Kohn, członek SPD, referent w MSW zajmujący się na co dzień oceną stanu infrastruktury. W kwietniu 2018 r. Kohn ubiegał się nawet o przywództwo w SPD, ale pokonała go wtedy Andrea Nahles. Kohn nie jest typem charyzmatycznego polityka, bliżej mu do skrupulatnego analityka aktów prawnych i analiz. Ta niewątpliwie pożądana w świecie urzędniczym cecha nie zachwyciła najwyraźniej Horsta Seehofera, szefa MSW. Trudno się dziwić. Kohn w swoim dokumencie formułuje ciężkie zarzuty pod adresem rządu federalnego, nazywając w nim metody walki z pandemią „globalnym fałszywym alarmem”. Część niemieckich mediów podkreśla, że treści zawarte w dokumencie są podobne do tych głoszonych przez środowiska podające w wątpliwość zagrożenie ze strony koronawirusa. Można w nim przeczytać m.in., że „państwo zawiodło w sposób groteskowy”, a „środki mające zapobiec rozprzestrzenianiu się pandemii pociągną za sobą więcej ofiar śmiertelnych niż koronawirus”.
Raport powstał w Referacie ds. Ochrony Infrastruktury Krytycznej, jednostki działającej w ramach MSW. Kohn nie napisał go na podstawie własnych przemyśleń. Poprosił dziesięciu naukowców i lekarzy o komentarz dotyczący oceny negatywnych skutków obostrzeń. Komentarze znalazły się w analizie. Raport został przesłany w trybie służbowym do kancelarii rządów krajów związkowych. Po tym, jak sprawa wyszła na jaw, urzędnik został zwolniony ze swoich obowiązków w resorcie i grozi mu postępowanie dyscyplinarne.
Dokument z nagłówkiem federalnego ministerstwa otwarcie torpedujący rządowe metody radzenia sobie z kryzysem wywołał poruszenie wśród polityków i dziennikarzy. Do tej pory o możliwym negatywnym wpływie obostrzeń wprowadzanych w ramach zwalczania pandemii na życie społeczne i gospodarcze Niemiec pisano w dokumentach eksperckich sporządzanych na okoliczność stopniowego wychodzenia z lockdownu. Zarówno w rekomendacji, która powstała z inicjatywy premiera Nadrenii Północnej-Westfalii i została opublikowana w Wielkanoc, jak i w analizie Akademii Nauk Leopoldina poruszano kwestię ubocznych skutków walki z koronawirusem. Żaden z tych dokumentów nie kwestionował jednak zasadności polityki rządu.
Jak wiązka dynamitu
W Niemczech regularnie dochodzi już do tzw. demonstracji antykoronowych. Z jednej strony polityka rządu w czasie pandemii cieszy się uznaniem dużej części społeczeństwa, notowania CDU poszybowały do 40 proc., a sama Angela Merkel w czasie kryzysu wróciła na szczyty rankingów popularności, z drugiej jednak obostrzenia wprowadzone przez rząd rodzą sprzeciw różnych środowisk, od skrajnie lewicowych, przez mieszczańsko-konserwatywne, prokremlowskie, aż po neonazistowskie. Na demonstracjach można spotkać bożyszcze wegan, czyli bardzo popularnego w Niemczech kucharza Atillę Hildmana, który kilka dni temu, pisząc w internecie o maseczce ochronnej, porównał ją do nowej swastyki. Na demonstracjach można też spotkać znanych niemieckich muzyków, takich jak Sido czy Xavier Naidoo, którzy z celebrytów uwielbianych przez mainstreamowy nurt rozrywki spadli do rangi zwolenników teorii spiskowych. Przychodzą tam środowiska skupione wokół prokremlowskich mediów, m.in. magazynu „Compact”, środowiska antyszczepionkowców, zwykli Niemcy, do których trafia narracja o „reżimie Merkel”.
W tym kontekście bardzo krytyczny raport, choćby nieautoryzowany, który wycieka z MSW, jest jak wiązka dynamitu. „Chcąc nie chcąc, [Stephan Kohn] stał się dostarczycielem haseł dla zwolenników teorii spiskowych, którzy w koronakryzysie przypisują państwu ciemne sprawki” – pisze Tagesspiegel. Abstrahując od samej afery z dokumentem, przeciwnicy koronapolityki rządu dostali wczoraj kolejny argument, by przeciwstawiać się ewentualnym dalszym restrykcjom. Minister finansów Olaf Scholz ogłosił, że w tym roku wpływy z podatków będą niższe o 81,5 mld euro, co oznacza spadek o 10 proc. w stosunku do ubiegłego roku. Tak źle nie było od 2009 r. Topniejące finanse państwa to pokłosie wyhamowania gospodarki. Ci, którzy w weekend znowu wyjdą na ulicę, zyskali jeszcze jedno hasło.
MSW odcina się od raportu
W niedzielę MSW zaznaczyło w wydanym komunikacie, że dokument w żadnym razie nie wyraża pozycji rządu federalnego i jest prywatną opinią autora. Na stronie MSW można przeczytać: „Jeden ze współpracowników MSW, w wielostronicowym dokumencie, posługując się nagłówkiem MSW i służbowymi kanałami komunikacji, rozpowszechniał swoją krytyczną, prywatną opinię o zarządzaniu koronakryzysem przez rząd federalny. Praca nad [dokumentem] odbyła się, wedle dotychczasowej wiedzy, z udziałem osób trzecich spoza MSW. Niniejszym Ministerstwo Spraw Wewnętrznych ogłasza, że […] każdy ma prawo do wyrażania własnej opinii. To się tyczy również pracowników służb publicznych, tak długo, jak jest to umocowane w konstytucji. Współpracownik MSW streścił opinię własną i innych osób, po czym ją opublikował. Ta sporządzona samodzielnie »analiza« powstała poza merytorycznymi kompetencjami autora, jak i jednostkami organizacyjnymi MSW, dla których pracował. Ani nie było zamówienia [na analizę], ani autoryzacji. Nie nastąpiło tu strukturalne włączenie wszystkich zaangażowanych w sztab kryzysowy jednostek organizacyjnych, jak to jest zazwyczaj w przypadku poważnych analiz. To nie do przyjęcia i nie do pogodzenia z obowiązkami w służbie publicznej, aby prywatne opinie i poglądy były formułowane przy użyciu symboli urzędowych, np. oficjalnego nagłówka, i następnie publikowane. W ten sposób powstaje wrażenie, że prywatna opinia wyraża stanowisko instytucji”.
Sam problem jednak nie zniknie za sprawą komunikatu. Eksperci, którzy zostali poproszeni o komentarz do powstającego raportu, skrytykowali odpowiedź MSW. Są to głównie emerytowani lekarze i naukowcy, a wśród nich profesor patologii z Uniwersytetu w Heidelbergu Peter Schirmacher, który jest również członkiem Leopoldiny, będącej jednym z najważniejszych ciał doradczych rządu federalnego. To na podstawie m.in. rekomendacji Leopoldiny rząd rozpoczął po świętach wielkanocnych stopniowe odmrażanie niemieckiej gospodarki i życia społecznego. Słowa krytyki wobec modelu postepowania MSW w sprawie drażliwego dokumentu dochodzą też z CDU. Jak informuje „Bild”, deputowany do Bundestagu z CDU Axel Fischer miał postulować dyskusję nad treścią dokumentu zamiast prześladowania jego autora. Według dziennika Fischer stwierdził, że nie ma się co dziwić kolejnym demonstracjom przeciwników obostrzeń, jeżeli powstaje wrażenie, że działaniom rządu brakuje przejrzystości. Temat kontrowersyjnego dokumentu podchwycili posłowie Alternatywy dla Niemiec (AfD). W środę podczas posiedzenia Bundestagu poseł AfD Detlef Spangenberg zapytał o raport kanclerz Angelę Merkel. – Zna pan stanowisko rządu federalnego – odparła kanclerz Niemiec, podkreślając, że rząd nie podziela opinii zawartej w dokumencie. Tyle na ten temat Angela Merkel.

Kup subskrypcję, aby mieć dostęp do wszystkich tekstów gpcodziennie.pl

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Interesuje Cię pakiet wielu subskrypcji? Napisz do nas redakcja@gpcodziennie.pl