reklama


Wspaniały Koniec odc. 4. Przed śmiercią

#Opowiadanie

numer 2640 - 23.05.2020

Do autobusu wsiadamy z groźnymi minami. Nie zamierzamy się integrować tuż przed śmiercią... Ale pani dyrektor łapie za mikrofon i przez całą drogę opowiada kawały o hotelach.

– Pan zamawiał budzenie na siódmą? To prędko, prędko, bo już dziewiąta!

Wyobrażam sobie komizm tej sytuacji, a śmiech całej grupy mnie zaraża. Od lat tak się nie spłakałam ze śmiechu.

Przyjeżdżamy zwiedzać park miniatur, ogród botaniczny i minizoo. Pani dyrektor barwnie opowiada nawet o świnkach wietnamskich, a później prowadzi nas krótką trasą przez kładki położone na bagnach, przez gęsty podmokły las i urwisko do źródeł rzeki. Moim oczom ukazuje się piękny wodospadzik. Wszyscy przez chwilę kontemplujemy ten widok, niektórzy nawet robią zdjęcia, ale pani dyrektor już pogania nas z powrotem na koncert. Wracamy trasą, która prowadzi nad urwiskiem. Z lewej strony mam skały, a po prawej las na stromym stoku góry. Patrzę na pnie starych drzew i z lękiem wyobrażam sobie, że jeśli się poślizgnę i uderzę w któryś z tych pni, to się zabiję, ale i tak jest pięknie. Chwilami boję się śmierci, ale śmiech mnie ogarnia, kiedy sobie uświadamiam, że właśnie wykupiłam zabieg eutanazji. Jednak zastrzyk przeciwbólowy w śmiertelnej dawce to co innego: nie boli jak jakieś rozwalenie się o drzewo. A może boli? Skąd mam to wiedzieć?

W autobusie dostajemy karteczki z rolami. Ze zdziwieniem patrzę, co to takiego, ale pani dyrektor tłumaczy nam fabułę gry towarzyskiej. Jestem w niej szamanką i każdej nocy mogę otruć mafiosów. Świetnie się bawię... wszyscy zamykamy oczy. Słyszę, że najpierw budzi się mafia. Ktoś niedaleko mnie szeleści.

– Mafia zasypia. Budzi się szamanka i szaman – słyszę i z opóźnieniem dociera do mnie, że to ja mam otworzyć oczy. Otwieram.

Widzę, że kobieta siedząca ze mną też ma otwarte oczy, czyli musi być szamanem. Jest taka podobna do mnie z wyglądu: białowłosa i pomarszczona. Uśmiecha się, ja też. Gestem naradzamy się, kogo otrujemy. Wybieramy faceta z naprzeciwka, którego podejrzewam o szeleszczenie w czasie, kiedy budziła się mafia.

Kiedy wszyscy otwierają oczy, dyskutujemy żywo o tym, kto może mieć skradziony posążek, i śmiejemy się jak dzieci. Przegrywam, ale od tej chwili mam prawo obserwować całą grę z otwartymi oczami. Olśniewa mnie, dlaczego jakiś dziadek z naprzeciwka najwięcej gadał – to on jest złodziejem



zawartość zablokowana

Autor: Barbara Wiśniowska


Pozostało 50% treści.

Chcesz przeczytać artykuł do końca? Wyślij SMS i wprowadź kod lub wykup prenumeratę i zaloguj się.

Dostęp do artykułu
wyślij sms o treści GP1 na numer 7155
koszt 1 zł (1,23 zł brutto)
Prenumerata
Mam dostęp
zaloguj się




reklama








#DziękujeMyZaOdwagę
reklama