Szwajcarzy i Austriacy wspierają swoje

Gospodarka po pandemii \ Korona wyzwoliła patriotyzm konsumencki



Pandemia zmieniła podejście wielu państw do rodzimych rynków. W ślad za pakietami finansowego wsparcia dla przedsiębiorców poszedł apel o patriotyzm konsumencki. Namawiają do niego otwarcie politycy austriaccy i szwajcarscy. O ile w Szwajcarii pewne pomysły jednak mogą się tamtejszej gospodarce opłacić, o tyle Austriacy są w kropce.

W Szwajcarii do wspierania rodzimych producentów i lokalnych sklepów nawołują, ponad podziałami, politycy wszystkich opcji. Koronakryzys uzmysłowił poza tym Szwajcarom, że zależność od globalnych sieci dostaw jest ryzykowna. Widok częściowo pustych półek w marketach zadziałał trzeźwiąco. Ludzie przestraszyli się, że nagle nawet w tak bogatym państwie może zabraknąć niektórych produktów.
94 proc. Szwajcarów ankietowanych przez sondażownię GfS Bern popiera przeniesienie produkcji leków od A do Z do kraju. 90 proc. uważa, że Szwajcaria powinna znacznie lepiej zadbać o swoje bezpieczeństwo zasobów żywności. 80 proc. chce wyhamowania globalizacji. Zdaniem Lukasa Goldnera z BfS Bern wyniki sondażu odzwierciedlają nie tylko życzenie społeczeństwa, by w przyszłości państwo było w stanie zapewnić rezerwy na czas kryzysu, lecz także świadczą o tym, że w czasie pandemii w Szwajcarach umocniło się poczucie wspólnoty i patriotyzmu.
Szwajcarskie firmy mają pierwszeństwo
Ekonomiści ostrzegają tymczasem przed pokusą odcinania się od globalnych sieci dostaw i studzą pomysły z „wyhamowaniem globalizacji”, ale faktem pozostaje, że teraz, kiedy poszczególne państwa wdrażają kolejne etapy odmrażania gospodarki, nie tylko politycy zastanawiają się, jak zabezpieczyć państwo na wypadek kolejnego kryzysu. W Szwajcarii branże, które najbardziej ucierpiały w ostatnich miesiącach, otrzymują miliardowe wsparcie z kasy państwa, równolegle pracuje się nad rozwiązaniami, które mają faworyzować rodzimych producentów i dostawców usług. Zdaniem Benedikta Würtha, członka Rady Kantonów z Chrześcijańsko-Demokratycznej Partii Ludowej Szwajcarii (CVP), strategiczne państwowe przedsiębiorstwa, takie jak Koleje Szwajcarskie (SBB), poczta, koncern zbrojeniowy RUAG, linie lotnicze Skyguide i Swisscom (telekomunikacja), powinny w nowej rzeczywistości po pandemii składać zamówienia na potrzebne produkty, kierując się już nie kryterium lepszej ceny, ale pewności łańcucha dostaw i jak najwyższym udziałem produkcji na miejscu. W podobny ton uderzył w niedzielnym wywiadzie dla „Neue Zürcher Zeitung” minister gospodarki Guy Parmelin, który powiedział, że rząd powinien w publicznych zamówieniach faworyzować firmy szwajcarskie. Po tej wypowiedzi od razu podniosły się głosy, że prawo obowiązujące w Szwajcarii może nie być sprzymierzeńcem w tak realizowanym patriotyzmie gospodarczym. Warto obserwować, jak Szwajcarzy poradzą sobie z tą kwestią.
Bony na 200 franków dla każdego
Patriotyzm gospodarczy przekłada się i na inne dziedziny. Członek Bundesratu, Ueli Maurer ze Szwajcarskiej Partii Ludowej (SVP), zaapelował podczas nadzwyczajnego posiedzenia parlamentu o to, by spędzać wakacje w Szwajcarii, pić piwo z lokalnych browarów, wydawać pieniądze w kraju. Za swoją wypowiedź dostał brawa od wszystkich, niezależnie od barw politycznych. Chociaż ci najbardziej na lewo, przedstawiciele Socjaldemokratycznej Partii Szwajcarii (SP), idą jeszcze dalej. Jak pisze z nutą ironii „Neue Zürcher Zeitung”: „»Switzerland first« – tak brzmi dewiza programu inwestycyjnego socjaldemokratów opracowanego przez szefa frakcji SP Rogera Nordmanna. Zazwyczaj tak przyjaźnie nastawieni do Europy towarzysze opowiadają się w tym programie za reindustrializacją. Nie tylko przemysł farmaceutyczny, ale i inne branże mają zostać zmuszone do produkcji krajowej. Na czas po pandemii przewidziano ponadto utworzenie Swiss Factory, czyli sieci współpracujących ze sobą ośrodków produkcji hightech, które w czasie kryzysu będą w stanie produkować dobra konieczne dla zaspokojenia wewnętrznego rynku. Od maseczek po leki i różne urządzenia. W dokumencie znalazł się też fragment dotyczący możliwej nacjonalizacji strategicznych gałęzi produkcji. Socjaldemokraci postulują ponadto wsparcie dla rodzimej branży turystycznej i gastronomicznej. Każdy mieszkaniec kraju ma otrzymać od państwa bon o wartości 200 franków szwajcarskich, z możliwością zrealizowania go w restauracjach, hotelach, placówkach kulturalnych etc. Koszt tego projektu szacuje się na 1,7 mld franków”.
Nie tylko socjaldemokraci mają swoją wizję postpandemicznej gospodarki. Zieloni proponują wsparcie dla lokalnych firm, tak by nie tylko przetrwały koronawstrząsy, lecz także działały zgodnie z ekologicznymi wytycznymi. Program przedstawiony 15 maja ma dać rodzimym przedsiębiorcom wsparcie finansowe pozwalające przeżyć i dostosować się do zielonej transformacji. Nie wiadomo jeszcze, jaka kwota miałaby zostać przeznaczona na ten program, ale wiadomo, że swoim zasięgiem obejmie on praktycznie wszystkie aspekty życia lokalnych społeczności, nie tylko te gospodarcze – od zapewniania opieki nad dziećmi i zwalczania przemocy domowej po wstrzymanie podwyżek cen wynajmu lokali i nowe zasady pracy w domach opieki, uwzględniające godziny odpoczynku dla opiekunek obłożnie chorych pacjentów. Abstrahując od polityki, sami szwajcarscy przedsiębiorcy dobrze wyczuli klimat na lokalny patriotyzm. Na stronie internetowej manufaktury tkanin Schowg AG pojawił się komunikat w duchu patriotyzmu konsumenckiego, zachęcający do zakupu wyrabianych na miejscu w Burgdorfie materiałów. „Jakość tkwi w ciągłości. Zwłaszcza w ostatnich latach, a w sposób szczególny w ostatnich tygodniach, w Szwajcarii rozwinął się zdrowy patriotyzm. Wielu konsumentów w czasie pandemii koronawirusa zaczyna stawiać sobie pytanie: skąd właściwie pochodzi to, czego używam na co dzień – co mogę jako klient uczynić, by wzmocnić lokalne marki?”. Ta firma działa od 1872 r. I takich firm z tradycjami ostało się w Szwajcarii wiele. Teraz nadchodzi ich czas.
Austria w kropce
Patriotyzm konsumencki dotarł również do Austrii. Rząd planuje obniżenie podatku od żywności wytwarzanej na miejscu. Ta z importu ma natomiast być droższa. To plan na wsparcie rodzimych rolników w czasie po pandemii. Pytanie, czy taki manewr można wykonać zgodnie z prawem, a sceptycznie nastawieni do pomysłu przedstawiciele branży spożywczej obawiają się, czy takie działanie w dłuższej perspektywie nie zemści się na uzależnionej od eksportu gospodarce austriackiej. Rząd Sebastiana Kurza stoi więc przed trudnym wyzwaniem. W czasie pandemii rolnicy ponieśli duże straty, mleczarnie nie miały zbytu na swoje produkty, podobnie było z rynkiem mięsa. Paraliż hoteli, gastronomii, stołówek szkolnych, pracowniczych i imprez masowych doprowadził wiele osób na skraj bankructwa. Producenci branży spożywczej zwracają uwagę, że planowane obniżki i podwyżki podatków na wybrane produkty powinny być jeszcze raz przemyślane. Austria jest samowystarczalna jako producent mleka, cukru i niektórych gatunków mięsa, natomiast już w przypadku owoców, warzyw, pasz, oleju, zbóż, ale też masła i jajek państwo jest skazane na import, zwłaszcza w zimie. Podniesienie podatku na te produkty dodatkowo nadwyręży i tak wydrenowane w czasie pandemii kieszenie Austriaków. Eksperci zawracają uwagę, że Austria jako państwo, gdzie co drugie miejsce pracy jest de facto zależne od eksportu (ponad połowa PKB Austrii pochodzi ze sprzedaży towarów za granicę), może dużo stracić, jeżeli najważniejsi partnerzy handlowi również postawią na rynek wewnętrzny i zrezygnują z austriackich specjałów. Najważniejszym odbiorcą austriackich towarów są Niemcy, trafia do nich blisko 30 proc. austriackich towarów wysyłanych na eksport, drugie i trzecie miejsce zajmują mocno poturbowane kryzysem Stany Zjednoczone (6,7 proc.) i Włochy (6,3 proc.), a czwarte Szwajcaria (4,7 proc.), która właśnie pracuje nad patriotyzmem konsumenckim. I chyba całkiem nieźle jej idzie.

Kup subskrypcję, aby mieć dostęp do wszystkich tekstów gpcodziennie.pl

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Interesuje Cię pakiet wielu subskrypcji? Napisz do nas redakcja@gpcodziennie.pl