Pomysł na nowe Niemcy

Nowość wydawnicza \ Instrukcja dla przyszłego rządu

Berlin otrzepuje się z postpandemicznej traumy i sięga po nowe tematy. Dostępna od wczoraj w Niemczech książka „Neustaat” to frapujący głos niemieckich elit wzywający państwo do pobudki, zanim będzie za późno. Jest i wątek satyryczny: posłowie należący do partii rządzących sami narzekają na biurokrację, absurdy prawne i marnotrawienie środków z budżetu, diagnozują problemy, proponują rozwiązania i sprzedają swój produkt jako wykładnię dla przyszłego rządu Niemiec. Samokrytyka przyprawiona szczyptą humoru i dystansu do własnych porażek – mrugnięcie oka na półtora roku przed kolejnymi wyborami do Bundestagu.
64 deputowanych do Bundestagu i ekspertów, 299 stron zapisanych pomysłami zreformowania Niemiec, tak by były w stanie stawić czoła rozpędzonemu światu. Na odwrocie książki zdążono jeszcze umieścić odniesienie do pandemii koronawirusa jako zjawiska, które obnażyło ospałość mechanizmów państwa federalnego. I bez tej publikacji w Niemczech w ciągu ostatnich miesięcy, naznaczonych doświadczeniem pandemii, coraz częściej krytykowano brak spójnego stanowiska krajów związkowych co do metod i harmonogramu walki z koronawirusem. Najbardziej jaskrawym przykładem pozostają tarcia między premierem Bawarii Markusem Söderem a premierem Nadrenii Północnej-Westfalii Arminem Laschertem. W ostatnich tygodniach do tej dwójki dołączył jeszcze Bodo Ramelow, premier Turyngii. Każdy z panów miał swój pomysł na walkę z pandemią i na odmrażanie swojego landu, więc wypracowanie jednorodnego stanowiska wszystkich 16 krajów związkowych w takich warunkach graniczyło z niemożliwością. Owszem, nie obyło się bez kompromisów, których akuszerką była sama kanclerz Merkel, ale komentatorzy zgodnie podkreślali, że w kryzysie państwo federalne dotarło do swoich granic.
Zielono i cyfrowo
Niemcy przyszłości – jak będą wyglądać, jaką pozycję zajmą w świecie, co muszą zmienić, by nie przespać wyścigu, w którym konkurencja coraz mniej będzie dotyczyła państw, a bardziej koncernów, i jaki model zarządzania państwem należy wypracować, by „ludziom żyło się lepiej”, a zmęczone administracyjnymi niedociągnięciami społeczeństwo nie wpadło w sidła polaryzacji i populizmu – to pytania, które zadano sobie jeszcze w 2019 r., kiedy 29 posłów Bundestagu i 34 ekspertów usiadło do pracy nad książką „Neustaat” [„Nowe Państwo”, gra słów nawiązująca do „Neustart” – nowego początku]. Po stronie polityków znaleźli się głównie członkowie CDU i CSU zasiadający w komisjach cyfryzacji, rozwoju i edukacji. Eksperci reprezentowali spółki państwowe, instytucje rządowe, niektórzy z nich sektor prywatny związany z rozwojem nowych technologii i ­startu-pami. W książce, która od wczoraj jest już dostępna, Niemcy przeczytają o pomysłach na zreformowanie państwa i słabościach, które zdaniem autorów spowalniają rozwój Niemiec i długofalowo mogą zaważyć na ich kondycji gospodarczej. Pandemia pojawia się jako temat jednego z podrozdziałów obok takich zagadnień, jak zmiany zachodzące w społeczeństwie, transformacja energetyczna, cyfryzacja. Bez tego wątku książka pewnie poszłaby na przemiał.
Kurowanie państwa
Jeżeli chcemy zachować nasz dobrobyt, to potrzebujemy reform – radykalnej kuracji struktur państwa (…). Potrzebujemy nowego prawa o konkurencji i danych, aby przełamać cyfrowe monopole. Państwo musi być w stanie na czas reagować na wyzwania cyfryzacji – mówili podczas spotkania z czytelnikami pomysłodawcy książki – wiceszefowa frakcji CDU/CSU w Bundestagu Nadine Schön i Thomas ­Heilmann, poseł do Bundestagu z wieloletnim doświadczeniem w biznesie. O tym, że Niemcy muszą wejść na drogę cyfryzacji, mówiono sporo podczas ostatniego zjazdu CDU w Lipsku. Temat nie jest nowy, ale w połączeniu z koronakryzysem i koniecznością przestawienia życia w państwie na zdalne tory stał się jeszcze bardziej palący. Duża część książki dotyczy więc cyfryzacji. Ale nie tylko. Autorzy pochylają się też nad edukacją i ideą „uczącego się państwa”, czyli takiego, które jest w stanie elastycznie odpowiadać na zachodzące globalnie zmiany. I tej elastyczności autorom książki najbardziej brakuje. Starzejące się kadry służby publicznej (ponad 45 tys. pracowników sektora ma dziś powyżej 60 lat), zbyt powolne procedury administracyjne, biurokracja rabująca zarówno pracownikom, jak i petentom cenny czas, który mogliby zainwestować w coś bardziej sensownego (kadry akademickie 40 proc. czasu pracy przeznaczają na wypełnianie dokumentów). To bolączki niemieckiego systemu zdiagnozowane przez polityków i ekspertów. Najczęstszą odpowiedzią na te kłopoty jest konieczność uproszczenia prawa, a w pewnych sytuacjach nawet zrezygnowanie z nadgorliwości w jego wdrażaniu i postawienia na rozwiązania zdroworozsądkowe. Po drugie – cyfryzacja, która staje się kolejnym fetyszem zarówno polityków, jak i przedsiębiorców. Po trzecie – zmiana nastawienia do edukacji, która ma być bardziej skrojona w zgodzie z potrzebami rynku.
Czołgi dla ciężarnych i absurdy urzędnicze
Książka jest napisana przystępnym językiem, od razu widać, że autorzy zastosowali się do swojej własnej rady i postawili na jasną komunikację, która trafi do każdego. Nie tylko do wielbicieli aktów prawnych i zeznań podatkowych. I to się udało. Poza polityczną agendą i podkreślaną co kilka stron koniecznością reform znalazła się w niej przestrzeń do wyjścia naprzeciw tym, którzy już dawno na rządzących postawili krzyżyk i z większą sympatią odnoszą się do kręgów opozycji spod szyldu Alternatywy dla Niemiec. I tak pisząc o przeciągających się procedurach urzędniczych i fuszerkach budowlanych, autorzy nawiązują do pechowego lotniska w Berlinie, którego oddanie do użytku, jak komentują, „w dniu wydania tej książki przeciągnie się już o osiem lat”. Lotnisko w Berlinie faktycznie jest przypadkiem wyjątkowej niefrasobliwości urzędniczo-budowlanej, i to bardzo drogim. Koszt jego budowy miał pierwotnie wynieść blisko 2 mld euro, dziś jest to 7,1 mld euro. A na dalsze losy lotniska dodatkowo wpłynie obecny kryzys, o czym pod koniec maja pisał tygodnik „Der Spiegel”. W książce znalazły się też przykłady nadgorliwego wdrażania przepisów prawa pracy. Takich jak chociażby to zobowiązujące pracodawcę do zapewnienia kobietom w ciąży warunków pracy, które będą je maksymalnie chronić. W Bundeswerze zastosowano się do tego wymogu bardzo skrupulatnie. Aby sprostać wyśrubowanym wymogom i zapewnić kobietom w wysoko zaawansowanej ciąży bezpieczny udział w misjach wojskowych, koszt produkcji bojowych wozów piechoty Puma wzrósł o kilka milionów euro.
Autorzy powołują się też na absurdy lokalnych władz i marnotrawienie środków publicznych na przedziwne projekty. W książce przytoczono przykład z gniazdami bocianimi pod Hamburgiem a raczej z masztem, na którym znajduje się gniazdo. Stojący od 30 lat na terenie prywatnym maszt wymagał wymiany ze względu na zły stan konstrukcji. Właściciele gruntu wymienili go na nowy, a lokalne władze uznały, że maszt stoi nielegalnie i nakleiły na nim informację z zakazem osiedlania się. Oczywiście miejscowe bociany bardzo się tym przejęły. W Bremie natomiast postawiano w ubiegłym roku śmietniki wyposażone w panel solarny, zgniatarkę śmieci i głośnik wydający odgłosy zwierząt, a konkretnie czterech muzykantów z Bremy, czyli psa, kota, koguta i osła. Koszt: 150 tys. euro. Mieszkańcy odskakiwali zdziwieni na dźwięk szczekania lub piszczenia. Część pukała się w głowę, inni z humorem podchodzili do śmietnikowych innowacji. Tak czy inaczej autorzy rządowej książki o potrzebie dogłębnych reform uznali i takie lokalne absurdy za argument za koniecznością przemodelowania państwa. Chociaż, swoją drogą, takie śmietniki z Bremy to przecież wzorcowy przykład synergii w duchu XXI w. – zanurzonej w strategii zrównoważonego rozwoju dbałości o wszystko i wszystkich. Jest tu walka o klimat, promowanie energii odnawialnych, reklama dziedzictwa kulturowego miasta, cyfryzacja. Troszkę chyba jednak posłowie się czepiają. I eksperci też.

Kup subskrypcję, aby mieć dostęp do wszystkich tekstów gpcodziennie.pl

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Interesuje Cię pakiet wielu subskrypcji? Napisz do nas redakcja@gpcodziennie.pl