fot. Zbyszek Kaczmarek/Gazeta Polska

Kandydaci ruszyli w teren

WYBORY 2020 \ Rafał Trzaskowski zaczyna od wpadki

numer 2671 - 30.06.2020Temat Dnia

Państwowa Komisja Wyborcza podała wczoraj wyniki głosowania z 99,77 proc. komisji. W stosunku do wyników sondażowych wzrosła przewaga prezydenta Andrzeja Dudy, który otrzymał w pierwszej turze poparcie 8,4 mln Polaków (43,67 proc.). Drugie miejsce zajął Rafał Trzaskowski z wynikiem o ponad 2,5 mln głosów gorszym (30,34 proc.). Obaj kandydaci ruszyli do przekonywania wyborców. Trzaskowski zaczął od wpadek.

Prezydent Andrzej Duda ostatecznie wygrał w 13 województwach, ustępując Rafałowi Trzaskowskiemu jedynie w woj. zachodniopomorskim, pomorskim i lubuskim. Wynik obecnego prezydenta jest już bardzo zbliżony do tego, który osiągnął w II turze wyborów w 2015 r. – Wiemy już, że prezydent Andrzej Duda zdobył o ponad 3,3 mln głosów więcej niż pięć lat temu. To olbrzymi sukces. To jest ponad 2,5 mln głosów więcej, niż uzyskał główny konkurent, z którym prezydent zmierzy się w drugiej turze. Nigdy wcześniej, poza rokiem 2000, kiedy wybory rozstrzygnęły się już w pierwszej turze, nie było takiej przewagi po pierwszym głosowaniu. 2,5 mln głosów różnicy – mówił wczoraj Adam Bielan, szef sztabu Dudy.

Wczoraj prezydent ruszył w teren i był m.in. w Rypinie i Kwidzynie. – Zwycięstwo jest na wyciągnięcie ręki, ale musimy się zmobilizować. Proszę państwa o pomoc. Zwyciężmy dla Polski, dla dalszego jej rozwoju – mówił Andrzej Duda.

Rafał Trzaskowski zaczął od serii wpadek. Najpierw nie pojechał na spotkanie z wyborcami w Bodzanowie, a zapytany dlaczego, nie umiał sensownie odpowiedzieć. Pogrążył się dodatkowo, gdy został zapytany o wypływ ścieków do Wisły, które raz na jakiś czas zrzuca Warszawa. Pytanie lokalnego dziennikarza rozwścieczyło Trzaskowskiego. – Kto jak kto, ale akurat ja i prezydent Płocka świetnie pamiętamy te manipulacje z ostatnich lat. Właśnie o tym są te wybory, żeby przez cały czas nie były nam zadawane te pytania, czyli pytania, które nie mają nic wspólnego z rzeczywistością – mówił Trzaskowski.

Jednocześnie zaczęły się targi o poparcie innych kandydatów. Kandydat nr 3 Szymon Hołownia zapowiedział, że nie poprze prezydenta Andrzeja Dudy, ale zamierza spotkać się najpierw ze swoim sztabem, a dopiero później złożyć ofertę Rafałowi Trzaskowskiemu. Ma ona się składać z trzech

–czterech punktów. Od tego ma zależeć poparcie, a sam Hołownia zapowiada, że nie da się zastraszyć szantażami moralnymi. Jednocześnie przekonuje, że chce przekuć swoją aktywność wyborczą w ruch społeczny, który będzie walczył o jego postulaty. Krzysztof Bosak z kolei oświadczył wczoraj, że nie ma zamiaru popierać żadnego z dwóch kandydatów. Jak stwierdzili liderzy Konfederacji, nikt nie zabiegał o ich bliskość. „Konfederacji jest równie daleko do prezydenta Andrzeja Dudy, jak i kandydata KO Rafała Trzaskowskiego. Żaden z nich nie zabiegał o jakąkolwiek bliskość z naszym środowiskiem, dlatego nie zasługują na nasze poparcie” – napisali w oświadczeniu konfederaci.

Największymi przegranymi wyborów okazali się Robert Biedroń i Władysław Kosiniak-Kamysz. Pierwszy mimo kampanii osiągnął wynik gorszy niż Magdalena Ogórek pięć lat temu. Zajął piąte miejsce nawet w Słupsku, którego był kiedyś prezydentem, i do dziś się przechwala w telewizji, jakim cieszy się tam poparciem. W tym ponad 300-tysięcznym mieście postawiło na niego 1604 wyborców. Biedroń już poparł Trzaskowskiego.

Równie niezadowolony jest Kosiniak-Kamysz. Na razie nie powiedział, komu kibicuje, ale Trzaskowski już wykonał kilka przyjaznych gestów. Problem jest jednak taki, że lider ludowców może czuć się dzisiaj oszukany przez PO. To wejście do gry Trzaskowskiego zniszczyło poparcie dla niego. Z kandydatów z mniejszym poparciem na prezydenta Dudę zagłosuje z pewnością Marek Jakubiak, a także Stanisław Żółtek.
Autor: Jacek Liziniewicz



reklama









#DziękujeMyZaOdwagę
reklama