​Trzeba ożywić staruszka!

Smutek mnie ogarnia, gdy widzę na służewieckich trybunach garstkę widzów. Ktoś powie, że to efekt koronaświrusa, inny doda, że przez internet ludzie nie kupują biletów. Trzeci nabąknie, że mieszkańcy syreniego grodu nie mają pieniędzy, czwarty – że czasu. To wszystko lipa. W 1976 r. tata zabrał mnie pierwszy raz na służewieckie wyścigi. Pod supersamem (którego już nie ma) wsiedliśmy w przegubowego Jelcza i linią W jechaliśmy na tor. Autobusy były zapełnione, a i nie wysiadało się z W pod samą kasą, tylko przy trzeciej trybunie, bo taki sznur przegubowców stał na parkingu. Dziś ludzie mają samochody, więc łatwiej im przyjechać, ale jakoś nie ciągną na wyścigi. Starzy gracze umierają, a nowych przybywa jak na lekarstwo. Sporo krzywdy wizerunkowi służewieckich wyścigów konnych zrobiła
     

44%
pozostało do przeczytania: 56%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

Kup subskrypcję, aby mieć dostęp do wszystkich tekstów gpcodziennie.pl

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@gpcodziennie.pl

W tym numerze