W smutnym oczeki waniu na muezzina

Turcja \ Hagia Sophia już gotowa na muzułmańskie modły

Zasłona, która ma na czas modlitwy zasłaniać mozaiki i freski na ścianach Hagii Sophii, już działa. Minuta – tyle czasu trwa jej rozpięcie i ponowne zwinięcie – poinformował we wtorek turecki dziennik „Sabah”. Już w najbliższy piątek Turcja oficjalnie zainauguruje przywrócenie Hagii Sophii funkcji meczetu. W modlitwie ma wziąć udział od tysiąca do 1,5 tys. muzułmanów, w tym prezydent Turcji Recep Tayyip Erdoğan, przedstawiciele najwyższych władz świeckich i duchowych oraz goście z zagranicy. Wiadomo już, że w „meczecie Ayasofya” służbę podejmie dwóch imamów i czterech muezzinów.
86 lat tęsknoty dobiega kresu – brzmi przekaz spotu obwieszczającego przywrócenie świątyni Mądrości Bożej funkcji meczetu. Filmik ukazujący malownicze ujęcia Hagi Sophii kończy się charakterystycznym zawołaniem „Allahu Akbar!”. Spot wyprodukowała telewizja Dinayet.tv podlegająca państwowej Radzie Religijnej (Diyanetowi), najwyższej religijnej instancji Turcji powołanej w 1924 r. w miejsce osmańskiego urzędu religijnego Schaich al-Islam. Przewodniczący rady i jednocześnie najważniejszy islamski uczony Turcji, prof. dr Ali Erbaş, opublikował filmik na swoim profilu twitterowym. Sama Hagia Sophia od początku 2017 r. jest  wykorzystywana przez telewizję Diyanet w programach religijno-publicystycznych. To w jej wnętrzu odbywają się rozmowy o wierze, o Koranie w ramach cyklu  zatytułowanego „Bereket vakti” (Błogosławieństwa). Dla ludzi, którzy śledzą takie programy, którzy patrzą na to, jak w Hagii Sophii recytuje się sury Koranu, przywrócenie jej funkcji meczetu stanowi akt sprawiedliwości i naturalną kolej rzeczy. Warto i to podejście wziąć pod uwagę.
Ten, który przywraca
Od czasu, gdy w 2016 r. po raz pierwszy od zsekularyzowania Hagii Sophii przez Kemala Atatürka w jej gmachu rozległ się głos muezzina, świat cywilizacji chrześcijańskiej musiał się liczyć z taką sytuacją. Dla naszej części świata to czarny dzień, dla zwolenników prezydenta Erdoğana – przywrócenie porządku, który bezprawnie wywrócono do góry nogami w 1934 r. Taki argument zresztą był podstawą dla Najwyższego Sądu Administracyjnego Turcji do unieważnienia dekretu rządowego z 1934 r., na mocy którego Hagia Sophia po 481 latach funkcjonowania jako meczet została przekształcona w muzeum. Prezydent Turcji Recep Tayyip Erdoğan szybko i z nieukrywaną dumą podpisał dokumenty przywracające po 86 latach Hagii Sophii funkcję meczetu, zaś w orędziu wygłoszonym 10 lipca 2020 r. wyraźnie zakomunikował międzynarodowej społeczności, że nie zamierza ulegać presji z zewnątrz i rezygnować z powziętej decyzji. Gdy słuchało się słów Erdoğana, kiełkował jeden wniosek: „my nie wtrącamy się w wasze sprawy religijne, wy trzymajcie się z dala od naszych”. Można z tym polemizować, wystarczy przeanalizować wpływy mniejszości muzułmańskiej w Niemczech, ale i skłonności państwa niemieckiego, by desakralizować świątynie chrześcijańskie i przekazywać je z własnej woli gminom muzułmańskim. Trudno jednak winić Erdoğana za nieroztropność i krótkowzroczność państw zachodnioeuropejskich, które zdają się nie rozumieć, że meczet nie jest wyłącznie domem modlitwy, ale centrum kształtowania postaw polityczno-społecznych. Może o tym innym razem.
Sama kwestia podejścia Erdoğana do opinii międzynarodowej i tego możliwe konsekwencje to jedno, ale wykorzystywanie symbolu Hagii Sophii na potrzeby wewnętrzne, zwłaszcza w pogarszającej się (nie tylko na skutek pandemii koronawirusa) sytuacji ekonomicznej Turcji i wzrostu bezrobocia, to drugie. Jest jednak i trzeci element, kto wie, czy nie najistotniejszy. Kilka lat temu trochę może uszczypliwie pisałam na łamach „Codziennej” o „Recepie Tayyipie Odnowicielu”, uciekając się do analogii z wielkimi sułtanami osmańskimi. Patrząc dziś na decyzję w sprawie Hagii Sophii, nie sposób pozbyć się wrażenia, że prezydent Erdoğan ma ambicje, by zapisać się w historii Turcji nie tylko jako budowniczy pompatycznego „białego pałacu”, ale i ten, który przywrócił Turkom „ich Ayęsofyę”. Symbol podboju – miejsce, gdzie mogli się modlić setki lat i nagle kemalizm im ten symbol odebrał. Sułtan Mehmed II podbił Konstantynopol, a najważniejszą świątynię Cesarstwa Bizantyjskiego w kilka dni przekształcił w meczet, dziś Recep Tayyip Erdoğan, zrywając z dekretem z 1934 r., przywraca Hagię Sophię tureckim muzułmanom. Czy można sobie wyobrazić bardziej chlubne zasługi dla narodu tureckiego, a przynajmniej dla tej części Turków, dla których tradycjonalizm i religia wyznaczają puls życia.
Co z kemalizmem?
Czy decyzja w sprawie Hagii Sophii świadczy o ostatecznym odejściu Erdoğana od kemalizmu? Rządy Erdoğana są naznaczone systematycznym rozmiękczaniem kemalizmu, dobieraniem sobie według uznania pewnych jego komponentów przydatnych (vide: nacjonalizm) i wygłuszaniem niepożądanych (np. laicyzacja przestrzeni publicznej), a ponieważ nawet sami Turcy nie zawsze rozumieją istotę kemalizmu, albo ją idealizując, albo sprowadzając do bezbożnej ideologii z pogranicza rewolucji francuskiej i bolszewizmu, sprawa się jeszcze bardziej komplikuje. AKP nie kwestionuje wprost dziedzictwa Atatürka. Byłoby wielce nieroztropne frontalnie atakować mit założycielski nowoczesnej Turcji, a wraz z nim i ojca narodu, który ma pomniki w najmniejszych nawet miasteczkach, a jego portrety w wielu tureckich domach sąsiadują z tymi  Erdoğana. Można jednak ten mit delikatnie poskrobać pazurem. Takim skrobaniem było chociażby uchylenie w instytucjach państwowych kilka lat temu zakazu noszenia przez kobiety hidżabu, czyli tradycyjnej tureckiej chusty. Atatürk był zwolennikiem zachodniego dress codu, nosił garnitury, koszule, w upalne dni kapelusz panama, jego małżonka Latife Uşşaki z odkrytymi włosami i w europejskich sukienkach towarzyszyła mu w oficjalnych podróżach po kraju. W myśl tzw. reformy kapeluszowej Atatürka każdemu, kto wbrew zakazom odważył się nosić fez, groziła kara więzienia, ciężkie roboty, a nawet egzekucja. Kiedy więc w listopadzie 2013 r. premier Erdoğan, mówiąc o uchyleniu zakazu noszenia hidżabu w miejscach publicznych, ogłosił „kres mrocznego czasu”, od razu można się było domyślić, że akurat te reformy ojca Turków nie należą do jego ulubionych, zwłaszcza że jego małżonka Emine i córki nie pokazują się publicznie bez hidżabu. W kilka tygodni po wprowadzeniu nowego prawa w parlamencie Republiki Turcji pojawiły się cztery posłanki AKP w hidżabach, koledzy z innych partii nie tyle nawet zszokowani, ile rozbawieni taką demonstracją, robili im zdjęcia telefonami komórkowymi, posłanki z liberalnego skrzydła pojawiły się w koszulkach z wizerunkiem Atatürka. Noszenie chusty stało się narzędziem demonstracji poglądów politycznych, to diametralnie inny motyw niż noszenie hidżabu w państwach europejskich, gdzie jego wymowa jest (niesłusznie) spychana w sferę religijną. Jeszcze w latach 80. w Turcji to długość spódnicy definiowała poglądy polityczne, do dziś wiele się w tym względzie nie zmieniło. Na nowo odżyła dyskusja o zależności między noszeniem szortów a stosunkiem do partii rządzącej. Na ulicach Stambułu przybywa kobiet zakrywających włosy, hidżabowy barometr poparcia dla AKP wskazuje więc tendencję zwyżkową. Obrazek ten tworzy jednak niesamowity kontrast ze zdjęciami z kolorowych tureckich portali, które z nie mniejszą gorliwością niż te niemieckie czy włoskie roztrząsają życie seksualne swoich celebrytów i komentują, kto jak prezentuje się w bikini.
Wracając do sprawy Hagii Sophii, Erdoğan podkreślił w orędziu z 10 lipca, że Hagia Sophia pozostanie dziedzictwem kulturowym całego świata, a kosmetyczne zmiany konieczne, by przywrócić jej funkcję meczetu, nie będą przeszkodą w dalszym, muzealnym użytkowaniu świątyni. Już po orędziu plany przebudowy czy dostosowania pomieszczeń do kultu muzułmańskiego zaczęły się krystalizować. Zespół konserwatorów zabytków i historyków sztuki wsparty urzędnikami ministerstwa kultury i duchownymi zaproponował wpierw, by na czas modlitwy przyciemniać mozaiki z wizerunkiem Chrystusa i Matki Bożej, a docelowo zamontować zasłonę, która zasłaniałaby część mozaik i fresków w trakcie rytuałów modlitewnych. Ostatecznie stanęło na rozwiązaniu z zasłoną. W części Hagii Sophii przeznaczonej do modlitw posadzka zostanie wyłożona dywanami, władze zapewniają, że turyści tak jak do tej pory bez przeszkód będą mogli zwiedzać świątynię, oczywiście poza czasem modlitw. W gmachu ma powstać specjalne przejście, tak by zwiedzający nie deptali dywanów. Turcy, przedstawiając swoje plany na pogodzenie funkcji meczetu z muzeum, powołują się na przykłady katedry Notre Dame i Sacre Cour w Paryżu. Zanim jeszcze dokonano zmian w samej Hagii Sophii, nastąpiły one już na poziomie mediów społecznościowych i nazewnictwa. Na Twitterze zlikwidowano konto Muzeum Hagii Sophii, a na stronie internetowej Ministerstwa Kultury i Turystyki  w zakładce z muzeami widnieje zdjęcie opatrzone napisem: „Meczet Wielkiej Hagii Sophii”, bez zmian pozostawiono godziny otwarcia dla zwiedzających. Dobre i to?
Sinan patrzył z podziwem
Turkom pod wodzą sułtana Mehmeda II zdobycie ówczesnego centrum wschodniego chrześcijaństwa zajęło siedem tygodni. To zwycięstwo dało początek ich  panowaniu nad wschodnim basenem Morza Śródziemnego i pochodowi na „niewierną Europę” powstrzymanemu dopiero w 1683 r. przez Lwa Lechistanu, Jana III Sobieskiego. Świątynia, która przez 916 lat służyła chrześcijanom, stała się meczetem, dumą Imperium Osmańskiego, symbolem jego panowania nad ziemiami wydartymi „niewiernym” i zapowiedzią kolejnych podbojów. A najsłynniejszy i nie ma co zaprzeczać – genialny architekt Imperium, Sinan, całe życie z pewną zazdrością, ale i podziwem patrzył na kopułę tysiącletniego kościoła Mądrości Bożej i w duchu obiecywał sobie prześcignąć kunszt architektów cesarza Justyniana w swoich projektach meczetów: Şehzade, Süleymaniye i Selimiye. Z czego ten trzeci zdaje się nawet zaspokoił to pragnienie, skoro Sinan nazwał go swoim największym dziełem. Hagia Sophia już od piątku na powrót stanie się meczetem. Mozaiki przysłoni zasłona. Święte twarze zakryte, by nie przeszkadzać.

Kup subskrypcję, aby mieć dostęp do wszystkich tekstów gpcodziennie.pl

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Interesuje Cię pakiet wielu subskrypcji? Napisz do nas redakcja@gpcodziennie.pl

W tym numerze