Duch nie umiera nigdy

SIOSTRZE ADZIE GROZIŁA AMPUTACJA RĘKI, URATOWAŁA JĄ WIARA

Numer 56 - 15.11.2011Cuda

Siostra Ada Tobiaszewska czekała na nagłą interwencję z nieba. Siedziała jak na wulkanie, narastał strach. Za dwa dni miała zgłosić się do szpitala w Łodzi na amputację ręki. Jej zakonne współsiostry rozpoczęły szturm do nieba. Potrzebny był cud.

Siostra Ada wyjechała w 1970 r. na misje do Lusaki w Zambii. Miała 40 lat, gdy 12 lipca 1972 r. potrącił ją samochód. Straciła przytomność. Obudziła się po dwóch godzinach w stołecznym University Teaching Hospital. Doznała złamania urazowego kości przedramienia, zgniecenia czaszki i przegrody nosowej. Zaczęła się gehenna. Siostra przez półtora miesiąca leżała na wyciągu. W „Pozycji o cudzie za przyczyną Sługi Bożej Bolesławy Lament”, udostępnionej mi przez siostrę Joannę Babińską z Komorowa, można zobaczyć mnóstwo medycznych dokumentów, diagnoz, opinii, badań, które świadczą o ludzkiej bezradności. W uszkodzonej ręce narastał ból i kończyna puchła. Postanowiono wykonać operację. Obcięto główkę kości łokciowej. Siostra Ada nie mogła poruszać dłonią, palcami ani całą ręką. Za to ustąpił ból. Stwierdzono całkowite porażenie nerwu pośrodkowego, promieniowego i łokciowego. Pacjentka nie odczuwała drażnienia prądem. Profesorowie ze Szpitala Uniwersyteckiego stwierdzili: „Nic już siostrze nie pomoże”. Trzeba było zatem wracać do kraju.

Próba wiary

Od 20 października 1972 r. zaczęło się chodzenie po lekarzach w Polsce. Najpierw szpital na Bielanach w Warszawie. Potem szpitale w Gdańsku, Łodzi i Białymstoku. Rozpoznania dokonał dr Benedykt Kuprianowicz, radiolog. Zdiagnozował uszkodzenie nerwów na tle niedokrwienia po operacji. Całkowity niedowład ręki ze zmianami troficznymi. Kończyna po prostu wisiała, obrastała włosami, paznokcie nabierały dziwnych kształtów i trzeba było ją odciąć. W dokumentacji pojawiały się kolejne nazwiska lekarzy z tytułami, którzy stwierdzali, że amputacja ręki jest konieczna. Dla siostry Ady nadszedł czas próby wiary.
Amputacja ręki miała nastąpić w Łodzi. Siostra Ada pojechała do matki generalnej Liliozy Czesławy Rojeckiej, by zapytać o ostateczną decyzję. Matka zdecydowała, że trzeba jeszcze powalczyć i skierowała siostrę Adę do prof. Łebkowskiego w Białymstoku.

Jest czwartek, jeszcze dwa dni do zakończenia nowenny o uzdrowienie. Rano 18 listopada 1972 r. badanie i rozmowa z prof. Łebkowskim. Siostra dotykiem nie rozpoznaje przedmiotów. Zostaje skierowana na neurochirurgię

w Białymstoku. Ma się stawić 20 listopada. Amputacja wydaje się nieuchronna. Czas się kurczy. Czy wiara też? Zaczęto jeszcze intensywniej prosić o cud.

Dwie matki

Matka Rojecka miała tego dnia wyjechać do Komorowa. – Razem z nią w jadalni domu w Białymstoku zgromadziły się siostry – wspomina naoczny świadek cudu siostra Łucja Kobielska. Siedziała blisko siostry Ady. Widziała jej smutek, milczenie. Dostrzegła, jak zakonnica wpatruje się w obraz matki Bolesławy Lament, wiszący w jadalni i jakby bezgłośnie z nią rozmawia, pokazując swój ból. Siostra Łucja twierdzi, że nagle zauważyła, jakby siostra Ada poruszyła palcami. Wtedy wyskoczyła z jadalni. Siostry wyszły za nią na korytarz. Wówczas powiedziała: – Ja ruszam palcami! Matka i inne siostry zachęcały ją: – Niech siostra podniesie rękę! Bezwładna dotąd ręka podniosła się. Zrobił się hałas. Siostry zaczęły krzyczeć i płakać. Rozemocjonowane pytały: – Czy siostrę boli? Czy zniknęły włosy?

Czy są normalne paznokcie?

Najbardziej spokojna wydawała się siostra Ada. Mogła poruszać ręką, zniknęły włosy na wierzchu dłoni i pazury. Paznokcie były normalne. I nagle coś w niej pękło. – Śmiała się i płakała na przemian – wspomina siostra Łucja



zawartość zablokowana

Autor: Julita Mendyka


Pozostało 51% treści.

Chcesz przeczytać artykuł do końca? Wyślij SMS i wprowadź kod lub wykup prenumeratę i zaloguj się.

Dostęp do artykułu
wyślij sms o treści GP1 na numer 7155
koszt 1 zł (1,23 zł brutto)
Prenumerata
Mam dostęp
zaloguj się