Duch nie umiera nigdy

SIOSTRZE ADZIE GROZIŁA AMPUTACJA RĘKI, URATOWAŁA JĄ WIARA

Siostra Ada Tobiaszewska czekała na nagłą interwencję z nieba. Siedziała jak na wulkanie, narastał strach. Za dwa dni miała zgłosić się do szpitala w Łodzi na amputację ręki. Jej zakonne współsiostry rozpoczęły szturm do nieba. Potrzebny był cud. Siostra Ada wyjechała w 1970 r. na misje do Lusaki w Zambii. Miała 40 lat, gdy 12 lipca 1972 r. potrącił ją samochód. Straciła przytomność. Obudziła się po dwóch godzinach w stołecznym University Teaching Hospital. Doznała złamania urazowego kości przedramienia, zgniecenia czaszki i przegrody nosowej. Zaczęła się gehenna. Siostra przez półtora miesiąca leżała na wyciągu. W „Pozycji o cudzie za przyczyną Sługi Bożej Bolesławy Lament”, udostępnionej mi przez siostrę Joannę Babińską z Komorowa, można zobaczyć mnóstwo medycznych dokumentów, diagnoz
     

11%
pozostało do przeczytania: 89%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

Kup subskrypcję, aby mieć dostęp do wszystkich tekstów gpcodziennie.pl

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@gpcodziennie.pl

W tym numerze