Zawdzięczam mu życie

ŚW. ANDRZEJ BOBOLA \ MOC RELIKWII

W listopadowy poranek w Magdalenę Rojkowską uderzył rozpędzony samochód. Miała zmiażdżoną czaszkę, uszkodzoną szczękę, pogruchotaną miednicę. W szpitalu odmawiała koronkę do św. Andrzeja Boboli. Codziennie. Po dwóch tygodniach bez szczególnych komplikacji wyszła do domu. Jest teraz całkowicie samodzielną i sprawną osobą. – Nie znałam wcześniej św. Andrzeja Boboli – mówi pani Magdalena. – Słyszałam o nim od babci, która powtarzała: „Magdalenko, to jest taki ważny święty, że trzeba o nim zawsze pamiętać”. Ale ja nie pamiętałam. Do listopadowego poranka. Przenikliwy ból – Zaczęło się od konserwacji obrazu – wspomina kobieta. – Ojciec Aleksander Jacyniak, jezuita, kustosz Muzeum św. Andrzeja przy ul. Rakowieckiej, poprosił mnie o konserwację portretu św. Andrzeja, który był mocno
     

12%
pozostało do przeczytania: 88%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

Kup subskrypcję, aby mieć dostęp do wszystkich tekstów gpcodziennie.pl

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@gpcodziennie.pl

W tym numerze