Przemoc i rewolucje

Ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski Entuzjastom wydarzeń w Kijowie, odmieniającym przez wszystkie przypadki słowo „rewolucja”, pragnę jako skromny miłośnik historii przypomnieć, że rewolucje kończyły się na ogół wewnętrznymi jatkami. Dla przykładu, rewolucja francuska w 1789 r. to nie tylko zburzenie Bastylii, ale i ludobójstwo w Wandei oraz gilotyna, na której zginęła znaczna część jej uczestników, w tym Robespierre, organizator wielkiego terroru. Podobnie było z rewolucją w 1917 r. w Rosji. Najpierw Lenin, a później Stalin, przy pomocy Dzierżyńskiego, Jeżowa i Berii, wymordowali nie tylko rodzinę carską, arystokratów i biskupów, ale i swoich partyjnych towarzyszy. Do gardeł skoczyli sobie także liderzy tzw. pomarańczowej rewolucji w 2004 r. na Ukrainie: Wiktor Juszczenko i Julia Tymoszenko.
     

65%
pozostało do przeczytania: 35%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

Kup subskrypcję, aby mieć dostęp do wszystkich tekstów gpcodziennie.pl

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@gpcodziennie.pl

W tym numerze