Wsparcie dla mediów Strefy Wolnego Słowa jest niezmiernie ważne! Razem ratujmy niezależne media! Wspieram TERAZ » x

Nowy Testament w wersji pop

Dodano: 03/04/2014 - Numer 779 - 03.04.2014
Gdy do kin trafia kolejna ekranizacja Nowego Testamentu, nie można uciec od pytania: dlaczego ona powstała? Czy twórcy filmowej historii Zbawiciela mieli na uwadze tylko ewangelizację? Choć film „Syn Boży” ma ambicje pokazać więcej niż „Pasja” Mela Gibsona – bo poza męką Jezusa opowiada też o czasie nauczania – to tak naprawdę pokazuje mniej. Filmowcy, robiąc film na znany temat, zdają sobie sprawę, że ich dzieło będzie porównywane z poprzednimi wersjami historii. Rozgłos i ranga artystyczna „Pasji”, a także popularność autora, sprawiły, że mimo upływu 10 lat film ciągle żyje w świadomości odbiorców. Zestawienie „Syna Bożego” w reżyserii Christophera Spencera z dziełem Mela Gibsona sprzed dekady jest nieuniknione. Na pierwszy rzut oka mamy do czynienia z hollywoodzką superprodukcją. Są tu epicki rozmach, piękni, choć nie zawsze znani aktorzy, antyczne wnętrza, historyczne kostiumy, zdjęcia lotnicze, monumentalne scenografie, atrakcyjne plenery i znane nazwiska autorów muzyki. Niestety z każdą kolejną sceną filmu spotykają nas rozczarowania. Główne postacie są przesłodzone jak bohaterowie serialu dla gospodyń domowych (nawet najbardziej dramatyczne sceny nie naruszają makijażu Marii). Z epickiego rozmachu zostaje niewiele. Kamera z czasem wybiera raczej bliskie plany, a wnętrza i scenografia okazują się wirtualne. Muzyka, poza tematami granymi na etnicznych instrumentach, w większości wykonana jest na instrumentach elektronicznych udających orkiestrę. Scenariusz pomija sporo niezmiernie ważnych wątków, wybierając tylko niektóre epizody. Kto oglądał „Pasję”, ten wie, jak genialnym zabiegiem było zastosowanie przez Gibsona języków oryginalnych. Gdy podczas seansu „Syna Bożego” usłyszałem słowa Jezusa do Piotra: „Let’s go fishing”, nie mogłem powstrzymać śmiechu. Wiem, że kino to nie kościół, ale tu zabrakło tego, co potrafił uzyskać Mel Gibson. Opowieść o Męce i Zmartwychwstaniu Jezusa powinna być czymś więcej niż tylko poprawnym komercyjnym produktem. Zabrakło ducha.
     

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

SUBSKRYBUJ aby mieć dostęp do wszystkich tekstów gpcodziennie.pl

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@gpcodziennie.pl

W tym numerze