Ta nasza młodość…

Recenzja \ „Ósmy dzień teatru” Jacka Zembrzuskiego

Numer 920 - 20.09.2014Publicystyka

Krótko po podpisaniu porozumień gdańskich w halu warszawskiej szkoły teatralnej zawisł plakat z cytatem z „Wyzwolenia”: „Zróbmy coś, co by od nas zależało, zważywszy, że dzieje się tak dużo, co nie zależy od nikogo”.
Ten napis był jak szturchnięcie dla akademickiej społeczności, która wciąż jeszcze nie całkiem otrząsnęła się z osłupienia sukcesem sierpniowego strajku. Słowa Wyspiańskiego wyrwały ją z konsternacji: zaczęto organizować Niezależne Zrzeszenie Studentów.
Wykolejona rewolucja
Autorem plakatu był Jacek Zembrzuski, wówczas student reżyserii, obdarzony przenikliwym umysłem i gorącym sercem. Nie przypadkiem to właśnie on budził uczelnię z wakacyjnej drzemki. Słynął z upodobania do namiętnych dyskusji o etycznych powinnościach sztuki. Wtedy wszyscy o tym dyskutowaliśmy, to były czasy „moralnego niepokoju”, ale bodaj nikt nie dorównywał mu pasją w roztrząsaniu trudnych dylematów.
I to się nie zmieniło. Minęło ponad 30 lat, a oto Zem­brzuski znów wytrąca nas z ospałej rutyny, zmusza do rachunku sumienia. Jak to się stało, że z naszego buntu przeciw komunizmowi, zakłamaniu, przemocy i niesprawiedliwości, z podziemnego oporu i z solidarnościowego entuzjazmu, z całej tej pełnej ideałów przeszłości wyniknęła taka miałka, odstręczająca teraźniejszość? Jakim sposobem wczorajsi gniewni nonkonformiści przeistoczyli się w dzisiejszych oportunistów, posłusznych nakazom politycznej i towarzyskiej koniunktury? Dlaczego duchowa rewolta przeciw zniewoleniu umysłów skończyła w opłotkach koteryjnego partyjniactwa, niezdolnego zaakceptować różnicy zdań, polifonii światopoglądów? I skąd tylu poranionych ludzi, tyle zerwanych przyjaźni, zawiedzionych nadziei?
Wszystkie te pytania z bolesnym wyrzutem powracają na kartach wydanej właśnie książki „Ósmy dzień teatru”. To bezlitośnie szczery rozrachunek autora z jego wielką fascynacją – z Teatrem Ósmego Dnia. I z heroiną tej sceny, „panną, madonną, legendą tych lat” – Ewą Wójciak, z którą, tak jak i z innymi członkami zespołu, Zembrzuski był blisko zaprzyjaźniony. Ale to nie jest książka teatrologiczna, już raczej – pokoleniowa. Teatr jest tu tylko figurą, exemplum wykolejonej rewolucji moralnej.
Zdrada klerków
Autor przedstawia podstawowe fakty z historii artystycznej „Ósemek”, czyni to jednak tylko pobieżnie. Naprawdę interesuje go co innego – postawy, wybory, sposoby myślenia i „życia w sztuce”, by posłużyć się formułą Stanisławskiego. Rekonstruuje je, przywołując prywatne rozmowy, listy, wspomnienia w rytmie, jaki podsuwa pamięć, i wciąż jeszcze niewygaszone emocje. W rezultacie jego esej bywa miejscami chaotyczny, daleki od chłodnej, uporządkowanej analizy intelektualnej. Zembrzuski występuje w nim na prawach komentatora, ale zarazem świadka i uczestnika wypadków, dzięki temu daje czytelnikowi sposobność do samodzielnego namysłu i interpretacji zdarzeń, snucia własnych wniosków obok tych, które podsuwa autor.
On sam zdaje się skłaniać ku przekonaniu, że powodem, dla którego Teatr Ósmego Dnia – jak pisze – „sięgnął partii”, tj



zawartość zablokowana

Autor: Wanda Zwinogrodzka


Pozostało 50% treści.

Chcesz przeczytać artykuł do końca? Wyślij SMS i wprowadź kod lub wykup prenumeratę i zaloguj się.

Dostęp do artykułu
wyślij sms o treści GP1 na numer 7155
koszt 1 zł (1,23 zł brutto)
Prenumerata
Mam dostęp
zaloguj się




reklama









#DziękujeMyZaOdwagę
reklama