Nie spłynął na mnie anioł

ZAWSZE MIAŁEM KOZACKĄ FANTAZJĘ, A W CELI SIEDZIAŁEM JAK ROŚLINKA

Wojtek Jakowiec znalazł się w celi za podwójnymi drzwiami jako szczególnie niebezpieczny. Zanim stał się prawdziwym człowiekiem, szedł drogą, za którą musiał potem słono zapłacić. Wojtek twierdzi, że jego mama była bezkrytyczną katoliczką. Nie lubiła, gdy pytał o sprawy religijne. Zawsze odpowiadała ostro, jakby się czegoś bała. – Tak jest w większości polskich domów – mówi Wojtek. – Dlatego religia w moim życiu była tylko do Pierwszej Komunii. W wieku 14–15 lat wyśmiewałem się z wielu kościelnych spraw. Przecież żadnej babci nie zabiłem Życie Wojtka zanosiło się na przeciętne. Szkoła, wojsko, praca. – Pewnego razu dostałem od kolegi propozycję: „Chodź, pojedziesz ze mną, bo samemu mi się nie chce”. Siedziałem w samochodzie, kolega gdzieś z kimś rozmawiał, po powrocie dał mi 200 dolarów
     

11%
pozostało do przeczytania: 89%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

SUBSKRYBUJ aby mieć dostęp do wszystkich tekstów gpcodziennie.pl

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@gpcodziennie.pl

W tym numerze