Wsparcie dla mediów Strefy Wolnego Słowa jest niezmiernie ważne! Razem ratujmy niezależne media! Wspieram TERAZ » x

Widoki sprzed wieków

Dodano: 17/10/2014 - Numer 943 - 17.10.2014
Wokół niespiesznie przechadzają się muzułmańscy handlarze. Jedni popalają fajki, inni popijają herbatę. Wszyscy brodaci, w długich, wykwintnych strojach. Do tego kolorowe karawany obładowane ciężkimi dywanami, jedwabnymi chustami, drogocenną biżuterią. Przy wozach odpoczywają muły, konie, osły. Wokoło słychać krzyki i nawoływania. Harmider egzotycznego świata. Takiego sprzed wieków. Na początku było tak… – Ta tutaj nie jest jeszcze tak słodka – zareagował na moje skrzywienie sklepikarz lokalnego kramiku. Parę chwil wcześniej zachciało mi się skosztować słynnego azerskiego specjału, nazywanego tutaj baklawą. No i spróbowałem… – A dajcie wy mi spokój! Przecież tego nie idzie przełknąć! – podzieliłem się smakowymi wrażeniami ze znajomymi. – Kochany… – zaczął uspokajać sprzedawca. – Ta nasza z Baku to jeszcze nic. Pojedziesz do Şeki. Dopiero tam podadzą ci prawdziwie słodką baklawę… Nie minęło kilka dni, a scenka się powtarza. Znów sklepik z charakterystycznymi kolorowymi słodkościami. Znów ten typowy słodki zapach u wejścia. Na pierwszy rzut oka wszystko wygląda jak w naszej rodzimej cukierni. W gablotach coś na kształt naszych mazurków, takich z kremowo-lukrowaną polewą na wierzchu. Różnica jest taka, że u nas można dostać jeszcze inne ciasta. A tutaj? Tutaj tylko baklawy. Aż ciężkie od cukru. Ociekające mdławą słodkością, nasączone aromatyczno-miodową substancją. Biorę pierwszy kęs i już wiem, że sprzedawca z Baku miał rację. Tamta baklawa przy tej to sama gorycz. Specjał z Şeki – to dopiero jest słodkość… Nieopodal sklepiku widać wąskie i niskie drzwiczki przypominające te z domków tolkienowskich Hobbitów. Wielka drewniana brama, a u jej podstawy niewielkie drzwiczki. Pojawia się pokusa – to oczywiste, że za takimi drzwiczkami musi coś być. Trzeba mocno się napracować i zdrowo nachylić, aby pokonać ten miniaturowy próg. Za moment jestem już po drugiej stronie. I zaraz uruchamia się wyobraźnia. Wokół niespiesznie przechadzają się muzułmańscy handlarze. Część popala fajki, inni popijają herbatę. Wszyscy brodaci, w długich, wykwintnych strojach. Do tego kolorowe karawany obładowane ciężkimi dywanami, jedwabnymi chustami, drogocenną biżuterią. Przy wozach odpoczywają muły, konie, osły. Wokoło słychać krzyki i nawoływania. Harmider egzotycznego świata. Takiego sprzed wieków. Zupełnie jak w „Baśni z tysiąca i jednej nocy”. Gdy przekroczy się wspomniane drzwiczki, taka wizja staje się zupełnie naturalna. Okazuje się bowiem, że prowadzą one do karawanseraju, czyli starożytnego domu zajezdnego, miejsca postoju karawan. Przewożące drogocenne towary grupy handlarzy zajeżdżały tu na spoczynek. Karawanseraj to coś na kształt naszej staropolskiej oberży. Ten w Şeki powstał w czasach, gdy przez Azerbejdżan przebiegał Jedwabny Szlak. Do dziś pozostaje największym tego typu obiektem na całym Zakaukaziu. Obecnie w budynku mieści się hotel. Wystarczy jednak chwilka zadumy pośrodku malowniczego dziedzińca otoczonego kamiennymi arkadami, aby uruchomiła się wyobraźnia i można było udać się w podróż w czasie. Stefan Czerniecki tekst i zdjęcia
     

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

SUBSKRYBUJ aby mieć dostęp do wszystkich tekstów gpcodziennie.pl

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@gpcodziennie.pl

W tym numerze