Małżeństwo to wielka odpowiedzialność

KAMIL STOCH ŚWIĘTA BOŻEGO NARODZENIA SPĘDZA ZE SWOJĄ ŻONĄ EWĄ W DOMU RODZINNYM W ZĘBIE KOŁO ZAKOPANEGO

Zawsze staram się być sobą. Robię to, na co mam ochotę, ale tak, żeby nie skrzywdzić innych. Mam na uwadze dobro swoich najbliższych. Jestem mocno wierzącym i praktykującym chrześcijaninem. Staram się również żyć zgodnie z przykazaniami Bożymi – z KAMILEM STOCHEM, najlepszym polskim skoczkiem narciarskim, rozmawia ROBERT SWACZYŃSKI. Kto kogo poderwał? Ewa Ciebie czy Ty swoją przyszłą żonę? Oj, to było chyba obustronne przedsięwzięcie (śmiech). Jak doszło do Waszego pierwszego spotkania? To było bardzo spontaniczne spotkanie na ulicy. Brałem wtedy udział w zawodach kończących Puchar Świata w słoweńskiej Kranjskiej Gorze w 2006 r. Ewa przyjechała do Planicy robić zdjęcia. Po pierwszym konkursie praktycznie miałem już wolne do końca weekendu. Wyszedłem do miasta z kolegami i tam po
11%
pozostało do przeczytania: 89%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

Kup subskrypcję, aby mieć dostęp do wszystkich tekstów gpcodziennie.pl

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Interesuje Cię pakiet wielu subskrypcji? Napisz do nas redakcja@gpcodziennie.pl