Witek Kalinowski

Odszedł przedwcześnie, i to teraz, w najgorętszym momencie, gdy ważyć się będą losy naszego kraju, pokonany paroletnią chorobą. Nie wahał się mówić: losy naszej polskiej wspólnoty. Narodowej, społecznej, wspólnoty ludzi dobrej woli, głęboko przejętych, jak mądrzej urządzić miejsce, w którym przyszło im żyć. Doktor filozofii, tłumacz, dziennikarz, radiowiec. Społecznik, czegokolwiek dotknął. Człowiek, któremu nic nie trzeba było tłumaczyć. Wiecznie rozgadany, przyjacielski, wiecznie pełen planów, by lepiej zorganizować życie, znaleźć nowe rozwiązania. Nie był wierzący, ale doskonale rozumiał potrzebę wiary i oparcia w niej. Gdy go poznałam w 1991 r., był pełen nadziei, że nareszcie dobrze urządzimy wolną Polskę. Zdawał sobie sprawę ze wszystkich ograniczeń nowych czasów, przeżywał zdradę
     

66%
pozostało do przeczytania: 34%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

SUBSKRYBUJ aby mieć dostęp do wszystkich tekstów gpcodziennie.pl

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@gpcodziennie.pl

W tym numerze