Czuję się świetnie

WIEDZIAŁAM, ŻE ZBLIŻA SIĘ ŚMIERĆ

Numer 98 - 04.01.2012Cuda

Tego dnia, zaraz po sylwestrze, 4 stycznia 1984 r. cierpienie osiągnęło swój szczyt. Neuropatia cukrzycowa Lilian sprawiła, że płakała z bólu
i błagała o pomoc. Gdy ból stał się już absolutnie nie do zniesienia, nagle dom Lilian Halasinski wypełnił zapach kwiatów, a jej serce pokój nie z tego świata. Chore nogi w jednej sekundzie przestały boleć!

Lilian chorowała na cukrzycę. Z biegiem czasu choroba ostro zaatakowała jedną nogę, a druga zaczęła gnić. Zdiagnozowano neuropatię cukrzycową. Nogi odmawiały posłuszeństwa, zmieniła się też barwa ich skóry, w kończynach zaczęło zanikać czucie. Powoli przestawała chodzić, traciła na wadze, była bardzo słaba i zależna od innych. Do tego potworny ból. Nie do zniesienia. Dlatego poprosiła lekarzy o amputację. Odmówiono. Kolejna terapia się nie powiodła. Pacjentkę odesłano do domu, właściwie już tylko na śmierć.

Potrzebny cud

Lilian Halasinski z domu Olewski, urodziła się 13 marca 1913 r. w Dunkirk w USA, w diecezji Buffalo. Była dzieckiem Wincentego i Róży. Chciała zostać zakonnicą. Rozpoczęła nawet nowicjat w Zgromadzeniu Sióstr Felicjanek, którego założycielką była Matka Angela Truszkowska, jednak musiała z zakonu odejść. Na jej pomoc czekali schorowani rodzice. Matka Angela wynagrodziła jej tę stratę ponad miarę, ale musiało upłynąć sporo lat. W Dunkirk Lilian założyła rodzinę. Została żoną Barneya Halasinskiego i urodziła dzieci: Geraldine i Jamesa. Chociaż pozostawiła zakon, nie zmieniła się jej wiara, Lilian zawsze się modliła i bliskie jej sercu były siostry felicjanki.

Życie toczyło się normalnie i w miarę spokojnie, do czasu pojawienia się choroby. Cukrzyca zaatakowała nogi i wtedy zaczęła się gehenna Lilian. Schorowaną i zmuszoną do pozostania w domu kobietę odwiedzała felicjanka, siostra Maria Lukrecja Laskowski – przychodziła z Komunią św. Widząc jej ogromne cierpienie, dała Lilian obrazek Matki Angeli Truszkowskiej z modlitwą. Nakłoniła chorą, by u Matki szukała pomocy. Siostry felicjanki modliły się wówczas o cud potrzebny do beatyfikacji ich założycielki. Od tej pory, przez dwa miesiące, aż do cudownego wydarzenia,
Lilian prosiła Matkę Angelę o uzdrowienie.

Różowy, śliczny, delikatny kolor

Ze szpitala do domu wróciła 3 stycznia. Nie chciano jej nadal leczyć, czuła, że zbliża się śmierć. Nie mogła już wytrzymać bólu nóg. Nie można było dotknąć skóry, nawet najdelikatniej, wszystko przynosiło niewyobrażalne cierpienie. 4 stycznia córka przygotowała jej okład z octu, który schładzał palące rany. Nadszedł wieczór, godz. 21. Lilian siedziała sama w fotelu w salonie i płakała. W tej bezsilności wypowiedziała słowa modlitwy: „Matko Angelo, proszę, uzdrów moje nogi”. Wtedy – jak wspomina – poczuła obecność Matki Angeli w korytarzu między kuchnią a salonem. Ta obecność przyniosła jej poczucie cudownego pokoju i doświadczenie miłości Matki Angeli. To były wewnętrzne przeżycia. Po nich salon napełnił się zapachem kwiatów. Ale to nie koniec.

Lilian po raz pierwszy od paru miesięcy podniosła bezwładne nogi, potem sama wstała i zaczęła spacerować po domu. Skóra na nogach przybrała różowy, śliczny, delikatny kolor jak u niemowlęcia. I najważniejsze: ból ustąpił. Nagle. To, co było koszmarem ostatnich dwóch lat, minęło w jednej chwili. Rano 5 stycznia Lilian sama wstała, ubrała się i wyszła z pokoju



zawartość zablokowana

Autor: Julita Mendyka


Pozostało 51% treści.

Chcesz przeczytać artykuł do końca? Wyślij SMS i wprowadź kod lub wykup prenumeratę i zaloguj się.

Dostęp do artykułu
wyślij sms o treści GP1 na numer 7155
koszt 1 zł (1,23 zł brutto)
Prenumerata
Mam dostęp
zaloguj się














#DziękujeMyZaOdwagę
reklama