Wsparcie dla mediów Strefy Wolnego Słowa jest niezmiernie ważne! Razem ratujmy niezależne media! Wspieram TERAZ » x

Grecka tragedia czeka także Polskę

Dodano: 08/07/2015 - Numer 1160 - 08.07.2015
KRYZYS \ DOBRZE, ŻE NIE JESTEŚMY W STREFIE EURO Rządy Donalda Tuska i Ewy Kopacz realizowały w Polsce grecki scenariusz i zadłużyły państwo bardziej niż komunistyczny przywódca Edward Gierek. Przed katastrofą uchroniło nas to, że nie jesteśmy w strefie euro. Nie śpieszą się do niej Węgrzy i Czesi, więc i my nie powinniśmy. Przykład Grecji pokazuje, że bycie członkiem Eurolandu nie zapewnia finansowego bezpieczeństwa. „Ustępujący rząd zadłużył Polskę bardziej niż Gierek. Oczywiście mam tu na myśli relację do PKB” – mówi w rozmowie z portalem wPolityce.pl Krzysztof Rybiński, rektor Uniwersytetu Ekonomicznego w kazachskiej stolicy Ałmaty. Ekspert podkreśla, że rządy Platformy Obywatelskiej wpędziły Polskę w identyczny scenariusz jak w Grecji. „Gdyby nie skok na otwarte fundusze emerytalne, gdyby nie ukradli Polakom 150 mld zł, już dzisiaj dług publiczny przekraczałby 60 proc. PKB, a premier i minister finansów byliby postawieni przed Trybunałem Stanu, bo złamali konstytucję. To pokazuje tylko, jak bardzo tragiczna jest sytuacja finansów publicznych w Polsce” – podsumowuje Rybiński. Serwis Politico.eu twierdzi, że grecki kryzys prawdopodobnie zintegruje i zbliży członków Eurolandu. To z kolei może doprowadzić do podziału na Europę dwóch prędkości i odwrócenia się najbogatszych państw od pozostających wciąż poza strefą takich krajów jak Polska, Czechy czy Węgry. Politico podkreśla, że to odetnie nas od ważnego ośrodka decyzyjnego w Unii Europejskiej. Opinia ta zdaje się jednak przeceniać obecne znaczenie Polski w europejskich strukturach. Nie mamy dziś bowiem żadnego wpływu na strefę euro, za to wszystko, co się w niej dzieje, z pewnością odbija się na polskiej gospodarce. Eric Maskin, noblista w dziedzinie ekonomii, powiedział podczas niedawnego kongresu PiS u i Zjednoczonej Prawicy, że Polska postąpiła słusznie, nie przyjmując dotychczas euro. Zdaniem wielu analityków, to ratuje nas przed greckim scenariuszem. Opinię tę potwierdza Rybiński i dodaje, że do Eurolandu nie ma co się śpieszyć. – Człowiek nie sprowadza się do domu, który może się zawalić. Strefa euro jest takim domem o słabych fundamentach, któremu grozi zawalenie. Dobrze, że Polska jest poza tym zamieszaniem i powinna poza nim pozostać – twierdzi ekonomista. Przed zastąpieniem złotego wspólną walutą przestrzega też prezydent elekt Andrzej Duda oraz kandydatka PiS u na premiera Beata Szydło. Oboje podkreślają, że Polska powinna przystąpić do strefy euro dopiero wtedy, gdy poziom płac Polaków będzie zbliżony do standardów europejskich. Ponieważ obecnie w Polsce przeciętne miesięczne wynagrodzenie to jedna trzecia zarobków w Niemczech, na wyrównanie poziomu płac potrzeba wielu lat, właściwie wymiany co najmniej jednego pokolenia. Andrew Kureth, autor analizy Politico, zauważa, że choć Polska i inne kraje, które przystąpiły do UE w 2004 r., zobowiązały się do przyjęcia euro, dziś prezentują dużą rezerwę wobec tego pomysłu. Podaje przykład premiera Węgier Viktora Orbána, który zapewnia, że jego kraj jeszcze długo nie zrezygnuje ze swojego forinta. Podobne nastroje są w Czechach, gdzie 70 proc. obywateli jest przeciwko przystąpieniu do Eurolandu.
     

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

SUBSKRYBUJ aby mieć dostęp do wszystkich tekstów gpcodziennie.pl

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@gpcodziennie.pl

W tym numerze