Wsparcie dla mediów Strefy Wolnego Słowa jest niezmiernie ważne! Razem ratujmy niezależne media! Wspieram TERAZ » x

Od 1 września nie kupisz w szkole batona

Dodano: 29/07/2015 - Numer 1178 - 29.07.2015
EDUKACJA \ Po wakacjach w szkołach dzieci nie będą miały już możliwości kupienia słodyczy, fast foodów czy chipsów. Obecnie Ministerstwo Zdrowia konsultuje z ekspertami listę produktów spożywczych, które mogą być dostępne w szkolnych sklepikach. Jak podaje „Dziennik Łódzki”, nowe przepisy wprawiają w niepokój osoby prowadzące sklepiki szkolne. Wielu jest zdezorientowanych, ponieważ nadal nie wie, jakie konkretnie produkty zamawiać na początek roku szkolnego. Są i tacy, którzy uważają, że wprowadzenie do sklepików tylko zdrowej żywności zwyczajnie doprowadzi je do upadku. W rozmowie z „Dziennikiem Łódzkim” jedna z ajentek stwierdza, że „utarg dzienny z gimnazjalistów sięgał 75–80 zł dziennie, a to ledwo pozwalało na opłacenie ZUS-u i innych obciążeń. Po zostawieniu w ofercie tylko tzw. zdrowej żywności będzie jeszcze gorzej”. Jak wynika z informacji gazety, obostrzenia dotykają m.in. kanapek: w sprzedaży mają pozostać tylko te z pieczywa razowego, pełnoziarnistego lub bezglutenowego, bez sosów, w tym majonezu. Kanapki mogą zawierać produkty mięsne, ale jedynie te, które zawierają mniej niż 10 g tłuszczu w 100 g produktu. Dopuszczalne są także sery, z wyjątkiem sera topionego. O komentarz w sprawie wprowadzania zdrowej żywności poprosiliśmy posła PiS-u Ryszarda Terleckiego z sejmowej komisji edukacji, nauki i młodzieży. – Rozumiem niepokój sprzedawców, niemniej jednak najważniejsze jest zdrowie dzieci, a te faktycznie są coraz grubsze – stwierdził. – Jednak zmiana zaopatrzenia sklepików wcale nie musi oznaczać konieczności ich zamknięcia. Dzieci mają odruch kupowania czegoś w szkole, więc do zdrowej żywności prędzej czy później się przekonają, a wiele sklepików będzie nadal funkcjonowało. Przede wszystkim trzeba jednak sprawić, by jedzenie, które jest zdrowe, przestało być niszowe, a stało się popularne, by dzieci chętnie po nie sięgały – przekonuje i dodaje, że zaopatrzenie szkolnych sklepików przede wszystkim w warzywa i owoce to szansa np. dla rolników. Polityk zaznacza także, że widzi pewną nielogiczność. – Z jednej strony zakazanie śmieciowego jedzenia w szkołach to krok w dobrym kierunku. Z drugiej strony PO zastępuje szkolne stołówki usługami firm cateringowych, co powoduje, że wiele dzieci rezygnuje z jedzenia obiadów w szkole, bo są zwyczajnie za drogie. Nie muszę mówić, że potrawy dostarczane przez takie firmy nie zawsze należą do zdrowych – zaznacza.
     

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

SUBSKRYBUJ aby mieć dostęp do wszystkich tekstów gpcodziennie.pl

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@gpcodziennie.pl

W tym numerze