Gospodarka potrzebuje nowego paliwa

fot. Zbyszek Kaczmarek/Gazeta Polska
fot. Zbyszek Kaczmarek/Gazeta Polska

WYKŁAD \ MATEUSZ MORAWIECKI O PLANIE ODPOWIEDZIALNEGO ROZWOJU DLA POLSKI

Polska gospodarka jest jak kamienica zbudowana za kredyt, piękna z zewnątrz, ale w środku nie wszystkim mieszkańcom dobrze się powodzi – powiedział wicepremier i minister rozwoju Mateusz Morawiecki podczas wykładu pt. „Plan odpowiedzialnego rozwoju dla Polski”. Spotkanie w Hybrydach zorganizował warszawski Klub „Gazety Polskiej” i Klub Ronina. Paliwo, na którym do tej pory jechaliśmy, bardzo szybko się wyczerpuje. Dlatego proponujemy nowy model rozwoju gospodarczego – stwierdził Mateusz Morawiecki. Przypomniał, że gdy wychodziliśmy z PRL-u, byliśmy społeczeństwem biednym, ale prawie bez długu. Po renegocjowaniu go z Klubem Paryskim i Klubem Londyńskim mieliśmy do spłacenia – w przeliczeniu na obecną złotówkę – sto kilkadziesiąt miliardów złotych. Obecnie dług publiczny wynosi 880 mld zł plus 160 mld zł skonsumowane z OFE. – Rozwijaliśmy się, ale na kredyt. Dłużej już tak nie możemy funkcjonować – tłumaczy wicepremier. Zwraca też uwagę, że niedługo wyczerpie się inne paliwo, czyli środki unijne. Mamy też problemy demograficzne, bo 2–3 mln Polaków wyjechało w ostatnich latach z kraju. Ponadto do niedawna nie musieliśmy ponosić kosztów emisji dwutlenku węgla, ale wkrótce będziemy musieli bardzo dużo za to płacić. Potrzebne silne państwo Jak wyjść z tej trudnej sytuacji? Przede wszystkim trzeba rozwiązać problem słabości instytucjonalnej polskiego państwa, której dowodem jest chociażby nieskuteczność w ściąganiu podatków CIT i VAT. – Ten ubytek sięga dzisiaj wartości astronomicznej, od 50 do 90 mld zł – podkreśla Morawiecki. Także prywatyzacja dokonywana w III RP przez państwo pozostawiała wiele do życzenia. – Polska bardzo dużo na niej straciła. Mówiąc bardzo delikatnie, ta prywatyzacja była nieuczciwa, choć zdarzały się też transakcje korzystne – uważa wicepremier. – Dziś połowa polskiego przemysłu jest w rękach obcego kapitału, a dwie trzecie eksportu odbywa się za pośrednictwem firm zagranicznych – podkreśla Morawiecki. Jego zdaniem dobrze, że ten eksport w ogóle jest, bo to oznacza możliwość repatriacji kapitału, a jeśli nawet tej repatriacji nie ma, to przynajmniej miejsca pracy są w Polsce. – Jest to więc pewna korzyść, ale uzależnienie jest głębokie, w zobowiązaniach i w kapitale względem zagranicy przekracza ono roczne PKB – dodaje wiceszef rządu. Nasi wierzyciele, kapitałowi albo dłużni, wyprowadzają z Polski w legalny sposób ok. 90–95 mld zł. To są dywidendy od zainwestowanego kapitału – ok. 30–35 mld zł, odsetki od obligacji – 18 mld zł, reinwestowane zyski, które czasami zostają w kraju – 12–15 mld zł, a także odsetki od kredytów handlowych i korporacyjnych. – To jak w anegdocie o Grzesiu, który idzie przez wieś i worek piasku niesie. Staramy się wciąż napełniać ten worek, ale piasek wycieka różnymi dziurami – mówi Mateusz Morawiecki. Być jak Wayne Gretzky Zdaniem ministra Morawieckiego znaleźliśmy się w pułapce średniego dochodu. – W Polsce zarabiamy już na tyle wysoko, że pewni przedsiębiorcy grożą nam, iż przesuną się z inwestycjami na Wschód, gdzie zarobki są jeszcze niższe. Jednocześnie zarabiamy za mało, żeby dochód w kieszeniach naszych obywateli tworzył koło zamachowe gospodarki – ocenia wicepremier. – Przyrost PKB w stosunku do przyrostu płac nie jest adekwatny, bo PKB urósł w ostatnich 15 latach o 63 proc., a wynagrodzenia o 41 proc. – dodaje. – Można więc powiedzieć, że polska gospodarka to taka piękna kamienica, wyremontowana na kredyt. Fasada ładnie wygląda, ale w środku nie wszystkim mieszkańcom się dobrze powodzi. Tu i ówdzie rury przeciekają i ściany są niepomalowane – powiedział Morawiecki. Dlatego musimy mieć nowy model gospodarczy, do którego powinniśmy dążyć. Jak tego dokonać? – Gdy spytano kiedyś Wayne’a Gretzky’ego, dlaczego jest tak genialnym hokeistą, odpowiedział, ze zawsze jedzie tam, gdzie krążek będzie, a nie tam, gdzie krążek jest. Czyli starał się przewidzieć przyszłość. Takie karkołomne zadanie czeka nas przy odbudowie polskiej gospodarki – przyznaje wicepremier. Na szczęście pieniądz jest tani Rząd zaproponował kilka podstawowych działań. Po pierwsze, reindustrializacja, ale rozumiana jako poszukiwanie jak najnowocześniejszych rozwiązań w tych sektorach, które dają szansę na rozwój, zwłaszcza kapitałowi prywatnemu przy mądrym wsparciu państwa, jak to robią Francja, Niemcy czy Włochy, a zwłaszcza Korea Płd. czy Japonia, które zbudowały wiele gałęzi przemysłu od podstaw. – Nam jest trudniej, bo Komisja Europejska ogranicza nas w pewnych działaniach, zabrania np. protekcji własnego rynku, czyli tego, co stare kraje UE już u siebie zrobiły i dzięki czemu urosły ich gospodarki – zauważa Morawiecki. Drugi cel to innowacyjność. Nasza myśl inżynierska może być wartością dodaną, która wyrwie nas z pułapki przeciętnego produktu, da nam wyższą marżę, większy zysk, więcej środków na badania, rozwój i wynagrodzenia. Będą też ułatwienia dla firm, zwłaszcza małych i średnich, które dziś są ograniczane barierami biurokratycznymi. – Chcemy wdrożyć coś w rodzaju konstytucji dla biznesu. Będą to pewne ramy prawno-regulacyjne, w których z dużą dozą pewności i transparentności przedsiębiorcy będą mogli się poruszać bez obaw, że za parę lat urzędnik wstecznie da im jakąś karę – wyjaśnia wicepremier. Niezwykle ważne jest pozyskiwanie środków na potrzeby rozwoju. Niestety, nie mamy oszczędności. Zużywamy je na bieżące potrzeby i nie starcza na inwestycje. – Te ostatnie są obecnie na poziomie 18 proc. PKB, a potrzebujemy, by wynosiły przeszło 25 proc. PKB – uważa Morawiecki. Dlatego środków trzeba wciąż szukać za granicą. Na szczęście pieniądz na świecie jest dziś tani dzięki trwającemu od ośmiu lat luzowaniu monetarnemu przez banki centralne USA, Wielkiej Brytanii czy UE. Źródeł pozyskiwania taniego pieniądza za granicą jest wiele – to EBOiR, EBI, banki komercyjne, fundusze inwestycyjne, fundusze emerytalne. Instytucje te coraz częściej pukają do naszych drzwi, bo na obligacjach krajów zachodnich zarobią 1–2 proc., a Polska może im przedstawić propozycje, które mają wyższą stopę zwrotu. – Liczymy też na aktywizację kapitału wewnętrznego. Na rachunkach polskich przedsiębiorców leży 240 mld zł. Wierzę, że część z tych pieniędzy może być za 2–3 lata uruchomiona – dodaje wicepremier. Powrót do polskości i solidarności Kolejny cel to zagraniczna ekspansja. Eksport staje się coraz mocniejszą częścią polskiej gospodarki i rząd chce ten trend jeszcze wzmocnić, korzystając z doświadczeń innych. – Jeden z moich znajomych utrzymuje firmę w Niemczech tylko po to, by mieć dostęp do informacji przedstawianych przez tamtejsze ministerstwa o tym, jakie przetargi są w innych krajach na jego produkt, jakie są relacje cenowe w Korei czy w Brazylii. Dojrzałe państwa budują bazę informacyjną, urzędnicy administracji publicznej są zespoleni z biznesem i wspierają go w ekspansji za granicę. U nas też tak powinno być – zaznacza Morawiecki. Wskazuje na jeszcze jeden filar programu, związany z tym, że rząd PiS-u jest ekipą solidarnościową. Chodzi o bardziej równomierny rozwój państwa, o inwestycje również w mniejszych ośrodkach, w Polsce powiatowej i gminnej, zwłaszcza na wschodzie kraju. – Po czasach komunizmu przyszła moda na obrzydzanie polskości, na pedagogikę wstydu. Chcemy to zmienić, bo ta edukacja wstydu zaszkodziła też gospodarce – mówi wicepremier. Dlatego rząd będzie wspierał taki model rozwoju, który będzie przede wszystkim służył Polsce. – To model rozwoju oparty na mądrym państwie, na administracji publicznej, która umożliwia przedsiębiorcom działanie, uwolnienie ich energii i kapitału, ekspansję za granicę. To pozwoli nam budować coraz bardziej zaawansowane produkty, dzięki czemu społeczeństwo będzie miało szansę się bogacić – podsumowuje Mateusz Morawiecki.
     

SUBSKRYBUJ aby mieć dostęp do wszystkich tekstów gpcodziennie.pl

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@gpcodziennie.pl

W tym numerze