Bójka w czerwonej melinie

WYŚCIG SLD Z PALIKOTEM

Numer 114 - 24.01.2012Publicystyka

Likwidacja IPN-u przyniosłaby SLD oczywiste korzyści. Sojusz odzyskałby część lewicowego elektoratu zagarniętego przez Palikota. Poszerzyłyby się szara strefa w polityce i plamy narodowej pamięci. Ograniczono by odsłanianie prawdy o elitach PZPR-u, w niektórych aspektach przypominających struktury paramafijne. Z tych elit zaś wywodzi się wielu ludzi lewicy – Ireneusz Sekuła, uwikłany w kontakty z mafią, czy Zbigniew Sobotka, znany z afery starachowickiej. No i oczywiście ich towarzysz z KC PZPR Leszek Miller.

Kilka dni temu Sojusz Lewicy Demokratycznej złożył do Sejmu projekt ustawy likwidującej Instytut Pamięci Narodowej i kończący w Polsce lu-strację. To dobra wizytówka pochodzenia tej formacji i jej negatywnego stosunku do interesów państwa.

Zwyczajny strach

Jednym z ważniejszych przedmiotów ataku postkomunistów jest pion prokuratorski IPN-u. SLD chce jego likwidacji i przekazania prowadzonych tam śledztw do prokuratury ogólnej. To prawda, wiele z nich jest prowadzonych zbyt długo, a inne nadają się do umorzenia. Ale wymagają one specyficznej wiedzy i dotyczą przestępstw popełnionych wiele lat temu przez funkcjonariuszy komunistycznej bezpieki. Likwidacja pionu i przekazanie tych postępowań oznaczają nieformalną amnestię dla komunistycznych zbrodniarzy.

Wiele śledztw IPN-u nie dotyczy już konkretnych sprawców, ale ma duże znaczenie historyczne. Naukowcy nie dysponują takimi narzędziami jak prokuratorzy, którzy dokonali wielu istotnych dla nauki ustaleń. Takich jak w śledztwie dotyczącym zamachu na papieża Jana Pawła II, opisanych w książce byłego przewodniczącego Kolegium IPN, dr. Andrzeja Grajewskiego, pt. „Papież musiał zginąć”. Wynika z nich, że nici spisku – poprzez bułgarskie służby, specjalne zamieszane w zamach bezpośrednio – najprawdopodobniej wiodły do Moskwy.

Ostatnimi czasy postkomunistom nie brakuje powodów do ataków na prokuratorów IPN-u. Niedawno zarzuty za bezprawne powoływanie do wojska i szykanowanie działaczy „Solidarności” usłyszał jeden z najbliższych współpracowników Jaruzelskiego, ówczesny szef sztabu, a potem minister obrony narodowej Florian Siwicki. To wszystko towarzysze z tej samej komunistycznej kamaryli (nazywanej Biurem Politycznym KC PZPR) co i sam towarzysz Leszek Miller. Może tow. Miller boi się, że po Jaruzelskim, Kiszczaku i Siwickim przyjdzie pora na niego?

Precz z nauką, niech żyje PZPR!

Solą w oku postkomunistów są też prowadzone przez IPN badania naukowe. SLD twierdzi, że powinny się nimi zająć zwykłe placówki badawcze – tak jak w działalności edukacyjnej instytut miałoby zastąpić stosowne ministerstwo.

Kłopot w tym, że czytanie akt IPN-u wymaga specjalistycznej wiedzy. Ponadto w sprawie badań nad PRL-em istnieją poważne zaległości. Luk nie wypełnią pracujące w normalnym trybie, często dość skostniałe uniwersytety i inne placówki naukowe. A pomysł, żeby ministerstwo organizowało wystawy, przedsięwzięcia edukacyjne zarówno za granicą, jak i wśród małych, lokalnych społeczności, to już kompletny absurd.

Po latach istnienia dorobek IPN-u jest znaczący, składa się nań nie mniej niż kilkaset pozycji książkowych dotyczących II wojny światowej i PRL-u. Instytut jest jedną z ważniejszych pod tym względem placówek naukowych w kraju. Wiedza będąca wynikiem badań prowadzonych w instytucie w wielu aspektach ma znaczenie przełomowe. To historycy z IPN-u są autorami istotnych ustaleń dotyczących np. stanu wojennego. To oni zdemistyfikowali tezę o zagrożeniu ze strony sowieckiej, która przez niemal 30 ostatnich lat była propagandowym usprawiedliwieniem komunistów. Programy badawcze otwarte ostatnio przez instytut dotyczą m.in. zasad funkcjonowania elit PZPR-u



zawartość zablokowana

Autor: Piotr Gontarczyk


Pozostało 50% treści.

Chcesz przeczytać artykuł do końca? Wyślij SMS i wprowadź kod lub wykup prenumeratę i zaloguj się.

Dostęp do artykułu
wyślij sms o treści GP1 na numer 7155
koszt 1 zł (1,23 zł brutto)
Prenumerata
Mam dostęp
zaloguj się




reklama










#DziękujeMyZaOdwagę
reklama