Feudalizm nad Wisłą ma się dobrze

GOSPODARKA \ POLAK W PRACY JAK CHŁOP PAŃSZCZYŹNIANY

Numer 1366 - 11.03.2016Publicystyka



Pomimo wyroku TK z czerwca 2015 r. osoby na umowach-zleceniach wciąż nie mogą się zrzeszać w związkach zawodowych. Rady pracownicze działają w zaledwie... 1,5 proc. polskich firm, w których według prawa powinny one działać. Jeśli gdzieś należy szukać w Polsce deficytu demokracji, to przede wszystkim w miejscach pracy.

Realnie działające instrumenty partycypacji pracowników w zarządzaniu firmą, takie właśnie jak związki zawodowe czy rady pracownicze, to nie są jakieś wydumane roszczenia, wprost ze zblazowanego pierwszego świata. To sprawdzone rozwiązania, które mogą poprawić wyniki zarówno poszczególnych podmiotów gospodarczych, jak i gospodarki jako całości. Włączenie pracowników w procesy decyzyjne, pozwala znajdować rozwiązania, na które w życiu nie wpadłaby kadra zarządzająca, która realia codziennej produkcji często kojarzy tylko ze szkoleń. Zaoferowanie zatrudnionym większej roli w codziennym funkcjonowaniu firmy może też zapewnić ich większe zaangażowanie i lojalność. A to wszystko razem przekłada się najczęściej na zwiększenie konkurencyjności i innowacyjności, gdyż szeregowy pracownik doceniony nie tylko pensją, ale też znacznym zaufaniem, potrafi zrewanżować się zaskakującą kreatywnością oraz zapałem. Wydawałoby się, że tych oczywistości powtarzać nie trzeba w państwie, w którym wielki związek zawodowy odmienił niegdyś bieg historii. Niestety, po latach medialnego prania mózgów związkowiec to dla przeciętnego Polaka nierób w kraciastej koszuli.
Nagroda dla bufetowych
Giganci współczesnego kapitalizmu, tacy jak Niemcy, Japończycy czy Skandynawowie, powyższe argumenty przyswoili już dawno, przekazując swoim rodzimym pracownikom bardzo szeroki wpływ na krajowe firmy. Co ciekawe, zrobili to w różny sposób. Skandynawowie głównie przez bardzo wysokie uzwiązkowienie, które w Szwecji, Finlandii czy Danii wynosi grubo powyżej 60 proc. ogółu pracowników, tymczasem w krajach naszego regionu to z reguły znacznie poniżej 20 proc. W Niemczech, w których tylko 17 proc. pracowników to członkowie związków, ten sam efekt uzyskano dzięki bardzo rozpowszechnionym radom pracowniczym, które działają niemal w każdym zakładzie – są one wymagane już „na zakładach” powyżej pięciu zatrudnionych, tymczasem w Polsce dopiero przy 10 razy większych. Natomiast w Japonii główną rolę odgrywa słynny model zarządzania zwany kaizen, który polega na zaangażowaniu w zarządzanie nawet szeregowych pracowników, którzy na każdym etapie mogą zgłaszać kierownictwu swoje pomysły usprawnienia funkcjonowania zakładu pracy. Dość powiedzieć, że jedna z czołowych japońskich firm motoryzacyjnych pewnego razu swoją coroczną nagrodę za najlepsze wprowadzone udoskonalenie przyznała grupie pań ze stołówki za



zawartość zablokowana

Autor: Piotr Wójcik


Pozostało 51% treści.

Chcesz przeczytać artykuł do końca? Wyślij SMS i wprowadź kod lub wykup prenumeratę i zaloguj się.

Dostęp do artykułu
wyślij sms o treści GP1 na numer 7155
koszt 1 zł (1,23 zł brutto)
Prenumerata
Mam dostęp
zaloguj się














#DziękujeMyZaOdwagę
reklama