Wsparcie dla mediów Strefy Wolnego Słowa jest niezmiernie ważne! Razem ratujmy niezależne media! Wspieram TERAZ » x

Nie okłamywać Pana Jezusa

Dodano: 25/03/2016 - numer 1378 - 25.03.2016
fot. Jacek Nowak
fot. Jacek Nowak
„W tę noc pełną łaski, przyjmij, Ojcze święty, wieczorną ofiarę uwielbienia, którą Ci składa Kościół święty, uroczyście ofiarując przez ręce swoich sług tę świecę, owoc pracy pszczelego roju” – śpiewa ksiądz podczas liturgii Wielkiej Soboty. – A jak świeca nie jest z pszczelego wosku, to co? Okłamujemy Pana Jezusa? – pyta Jacek Nowak z Barci Kamianna i uśmiecha się pod siwym wąsem. Jak już będziecie w Kamiannej, jedźcie do naszej cerkiewki, a za nią w lewo, w górę. Dojedziecie do samej barci – tłumaczy Jacek Nowak, kiedy umawiam się z nim telefonicznie. Chciałbym zobaczyć, jak powstaje prawdziwy woskowy paschał. Niestety, w kościele trudno dziś spotkać tę wielką świecę wykonaną w tradycyjny sposób. A jeszcze trudniej znaleźć zakład, który je wytwarza. Kilka dni później jesteśmy w Kamiannej, niewielkiej wiosce położonej w trójkącie wyznaczonym przez Krynicę, Nowy Sącz i Grybów. Ledwo wjechaliśmy do wsi, a już trafiamy na tablicę informującą, że tu kończy się Kamianna. Chcę zadzwonić do Nowaka. Nie ma zasięgu! Zawracamy. Napotkana kobieta wskazuje nam drogę. – Na drugim skrzyżowaniu w prawo. Tam zobaczycie drewniany kościółek – mówi. I rzeczywiście, stoi niewielka cerkiew. Blaszany dach i kopuły odbijają światło słoneczne. Wyżej widać kolorowe ule rozstawione na stoku. Zatrzymujemy się na niewielkim parkingu obok drewnianego domu ze spadzistym dachem. Szukamy właściciela, wchodzimy do restauracji, która znajduje się w budynku obok. – Już dzwonię po szefa – mówi do nas dziewczyna zza baru. Za chwilę wita nas Jacek Nowak – wysoki, z siwym wąsem. Zaprasza do stolika. Zdejmuje góralski kapelusz z orlim piórem. – To kapelusz górali pienińskich – wyjaśnia. Ministrant papieża Jacek Nowak nie marzył o pszczelarstwie. Co prawda ojciec miał pszczoły, ale było to raczej jego hobby. Z zawodu był lekarzem. Poszedł na studia do wojskowej szkoły medycznej w Łodzi. – Jednak kiedy wyszło na jaw, że mój dziadek był przedwojennym oficerem i został zamordowany w Charkowie, ojcu co prawda pozwolono skończyć studia, ale jako cywilowi – opowiada Nowak. W jego rodzinie tradycje wojskowe sięgają powstań z XIX w. Ojciec dostał pracę w małym ośrodku zdrowia w Niegowici. Tu wikarym był ks. Karol Wojtyła, późniejszy Jan Paweł II. – Nawet służyłem ks. Wojtyle do mszy – wspomina Nowak. Wiele lat później, kiedy wikary z Niegowici został papieżem, Nowak zawoził mu co roku do Rzymu miód. Marynarz z ulami – Ja od dziecka chciałem być marynarzem – przyznaje. Do szkoły marynarskiej go jednak nie przyjęli ze względu ma wadę wzroku. – Poszedłem więc do technikum pszczelarskiego, bo było daleko od domu – mówi pół żartem, pół serio. Pszczela Wola koło Lublina jest jedyną tego typu szkołą w Polsce i jedną z niewielu w Europie. I tak się zaczęło. Potem była warszawska Szkoła Główna Gospodarstwa Wiejskiego, specjalizował się w hodowli matek pszczelich. Pracował w państwowej pasiece w Brzesku. – Zwolniłem się, miałem dość tego, że jakiś urzędnik mówi mi, co i jak mam robić, choć to nie miało sensu – opowiada. Pasieka po proboszczu Wraz z żoną, również pszczelarzem zootechnikiem, postanowili pracować na własny rachunek. Kupili pasiekę od księdza Henryka Ostacha, społecznika. To dzięki niemu do Kamiannej zbudowano drogę, utworzono straż pożarną i postawiono remizę. Funkcjonowała tu elektrownia, pociągnięto wodociąg, a później poprowadzono gazociąg. Ksiądz Ostach był zapalonym pszczelarzem. Teraz Nowakowie mają kilka pasiek rozsianych w promieniu stu kilometrów. Zatrudniają mieszkańców wsi. – Pożeniliśmy też pszczelarstwo z turystyką – dodaje pan Jacek. Stworzyli skansen uli. W nowym budynku zrobili kilka pokoi dla gości, otworzyli restaurację i oczywiście sklep z miodem oraz innymi produktami pszczelarskimi. To była alternatywa przede wszystkim dla słabego urodzaju miodu. Biskup turysta Kiedyś w progach Nowaka pojawił się biskup tarnowski Wiktor Skworc, ówczesny ordynariusz tarnowski, zapalony piechur. Zapytał, czy nie zrobiłby mu świec woskowych do kaplicy. Pszczelarz przyjął zamówienie. Potem jego pasiekę znalazła mieszkanka Krakowa. Koniecznie chciała zamówić paschał do kościoła Jezuitów. Wszędzie, gdzie była, mówili jej, że się nie da. Nowak zlecił robotę swojemu zaufanemu pracownikowi Adamowi Stefaniakowi. – Jak się nie da, jak ludzie przez wieki robili paschały – powiedział Stefaniak. Próbował przez dwa miesiące. Nie udawało się. Aż w końcu opracował odpowiednią metodę. Warsztat pana Adama to niewielkie pomieszczenie. Półki, stoły, stara szafka i najważniejsze – kuchenka gazowa. Na niej dwa duże garnki. W nich Stefaniak podgrzewa wosk, który wcześniej wytopił z plastra. Później płynną masę wlewa w formę. Knot splata z bawełnianych sznurków. Na jeden paschał trzeba poświęcić cały dzień. Jest już Wielki Wtorek, więc produkcja paschałów zakończona. A Stefaniak wziął sobie wolne, żeby załatwić sprawy rodzinne. – Jak będziecie panowie publikowali artykuł, to dajcie koniecznie zdjęcie pana Adama. Bez niego nie byłoby paschałów – mówi pszczelarz i daje nam na płycie CD fotografie Stefaniaka przy pracy. Zapotrzebowanie na woskowe paschały jest duże. Zainteresowanie wzrosło, kiedy biskup Skworc zaprosił Nowaka, żeby opowiedział o świecach na zebraniu księży. – Podczas liturgii światła śpiewa się, że świeca „żywi się bowiem strugami wosku, który dla utworzenia tej cennej pochodni wydała pracowita pszczoła”. A kiedy palimy świecę ze stearyny, to spala się produkt ropopochodny. Okłamujemy Pana Jezusa – wyjaśnił. I zaczęli zgłaszać się chętni. Fragment hymnu wielkanocnego „Exsultet” śpiewanego podczas poświęcania świecy paschalnej: W tę noc pełną łaski, przyjmij, Ojcze święty, wieczorną ofiarę uwielbienia, którą Ci składa Kościół święty, uroczyście ofiarując przez ręce swoich sług tę świecę, owoc pracy pszczelego roju. Znamy już wymowę tej woskowej kolumny, którą na chwałę Boga zapalił jasny płomień. Chociaż dzieli się on użyczając światła, nie doznaje jednak uszczerbku, żywi się bowiem strugami wosku, który dla utworzenia tej cennej pochodni wydała pracowita pszczoła.
     

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

SUBSKRYBUJ aby mieć dostęp do wszystkich tekstów gpcodziennie.pl

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@gpcodziennie.pl

W tym numerze