Wsparcie dla mediów Strefy Wolnego Słowa jest niezmiernie ważne! Razem ratujmy niezależne media! Wspieram TERAZ » x

Jak banki obchodziły prawo

Dodano: 29/03/2016 - numer 1380 - 29.03.2016
fot. Krzysztof Sitkowski/Gazeta Polska
fot. Krzysztof Sitkowski/Gazeta Polska
Umowy na kredyty we frankach i innych walutach nie były normalnymi kredytami, ale stanowiły zbitkę umów stworzoną dla obejścia polskiego prawa bankowego oraz unijnych przepisów, mających chronić klientów banków. Takie stanowisko, na podstawie opinii uzyskanej z Narodowego Banku Polskiego, przedstawiła kancelaria HarvestLaw, zajmująca się procesami dotyczącymi kredytów walutowych. Barbara Garłacz, radca prawny HarvestLaw, uważa, że skoro banki z tytułu tych kredytów otrzymywały stawkę WIBOR, to jest to kolejny argument przemawiający za ich złotówkowym, a nie walutowym charakterem. Oznacza też, że kredyt ma konstrukcję hybrydową, czyli jest kredytem w złotych, ale z oprocentowaniem odnoszącym się do stawek LIBOR, czyli ustalanych na międzynarodowej giełdzie w Londynie. W konsekwencji taka umowa stanowi obejście art. 69 prawa bankowego. Ponadto, skoro banki zastosowały taką konstrukcję hybrydową, to wraz z uruchomieniem kredytu w złotówkach, aby możliwe było naliczanie stawki LIBOR, a nie WIBOR (właściwej dla kredytów w złotówkach), konieczne było ustalenie kwoty kredytu nie w złotówkach, lecz we frankach. I to ustalenie dokonywało się już bez fizycznej wymiany złotówek i waluty klienta z bankiem, ponadto według tabel kursów ustalanych przez bank. To zaś stanowi drugą, obok udzielenia kredytu, operację bankową, która powinna być opisana w oddzielnej umowie. Jest to transakcja CIRS, chociaż nazywana indeksacją, denominacją lub waloryzacją. Bank na pozycji zamkniętej Według kancelarii Harvest- -Law, wszystkie takie kredyty walutowe mają wbudowaną transakcję CIRS. Transakcje te mają za zadanie zabezpieczenie klienta przed stratami wynikającymi ze zmian kursów walut. Kredytobiorca może ją zawrzeć, jeśli zaciągnął kredyt w walucie obcej, oprocentowany według zmiennej stopy, ale np. z uwagi na otrzymywane płatności od klientów wolałby rozliczać ten kredyt w rodzimej walucie, czyli w złotych i według stałej stopy procentowej. Zamienia się wówczas należności liczone w jednej walucie (np. euro) według stopy procentowej zmiennej na płatności odsetkowe ustalane w złotych według stałej stopy procentowej. Zastosowanie takiego mechanizmu w kredycie dla osób prywatnych, bez oznaczania zasad rozliczeń powoduje, że umowa kredytowa jest nieważna z punktu widzenia prawa. „Ta waloryzacja, denominacja czy indeksacja pokazuje, w którym miejscu w konstrukcji tych umów został zaszyty ów toksyczny instrument. Banki omijały w ten sposób przepisy chroniące klientów, wymagane przez unijną dyrektywę, dotyczącą oferowania instrumentów finansowych (MIFID). Opisana struktura umów podważa prawidłowość wszystkich kredytów, których oprocentowanie odnoszono do stawek LIBOR ustalanych na giełdzie londyńskiej, ale udzielonych i wypłaconych w złotówkach” – uważa radczyni z kancelarii HarvestLaw. Barbara Garłacz przypomniała też wypowiedź dyrektora ds. tradingu w banku Raiffeisen Polbank, że bank nigdy nie udostępniał franków szwajcarskich klientom, lecz dokonywał zapisów księgowych we frankach w celu uruchomienia kredytu, a później tak zaksięgowaną walutę odkupywał i wypłacał jako kredyt. Klient na pozycji straconej Potwierdza to zatem powszechną obserwację, że zaciągający kredyty walutowe nigdy nie dostawali zagranicznych pieniędzy. Cała transakcja miała charakter wirtualny. Klienci tolerowali takie działania, bo dzięki nim otrzymywali kredyt z niższymi ratami miesięcznymi, często też kredyt w walucie był jedynym, jaki bank zgadzał się przyznać, obliczając tzw. zdolność kredytową. W ocenie prawniczki z kancelarii HarvestLaw, w sporze wokół kredytów wikłających klientów w wirtualną wymianę walutową nie chodzi o to, czy banki prawidłowo, czy nie spełniły wiążące je wymogi posiadania tzw. zamkniętej pozycji walutowej. Pytaniem jest, czy oferowanie tego typu produktów na skalę masową było oszustwem w rozumieniu kodeksu karnego. I czy za wirtualne operacje finansowe bankierów przyjdzie zapłacić teraz całemu społeczeństwu. – Dokument z NBP potwierdza ubiegłoroczne słowa prezesa Marka Belki, że wszystkie umowy trzeba przeanalizować, bo niektóre z nich tylko z nazwy są hipoteczne, a w rzeczywistości mają inny charakter. Trzeba podkreślić, że tylko część banków zaangażowała się w coś, co nie było kredytem, inne zaś zupełnie się wycofały. Uznały bowiem, że stwarzają zbyt duże ryzyko, ale dla swoich akcjonariuszy, a nie klientów – uważa dr Andrzej Sadowski z Centrum im. Adama Smitha. Co zrobi prezydent, a co NBP? Zdaniem dr. Sadowskiego rozwiązanie problemu nie wymaga wprowadzania ustaw, rozciągających odpowiedzialność na cały sektor, ale można przyjąć rozwiązanie zastosowane w latach osiemdziesiątych w Szwecji, gdzie odpowiedzialność ponieśli wyłącznie akcjonariusze i zarządzający bankami. – Także u nas nie ma żadnych powodów, aby wszystkie banki, a wraz z nimi klienci ponosili odpowiedzialnoś? za hazardow? dzia?alno?? niekt?rych z?instytucji. Trzeba ustali?, kto i?jakiego rodzaju umowy z?klientami zawiera?. Wtedy oka?e si?, ?e grupa wymagaj?ca pomocy z?uwagi na problemy w?sp?acaniu zobowi?za? nie jest tak du?a, bo cz??? um?w mo?na b?dzie zakwestionowa?, jako niemaj?ce charakteru kredytu hipotecznego ? stwierdzi? szef Centrum im. Adama Smitha. O?tym, ?e cz??? bank?w nie post?powa?a fair ?wiadczy to, ?e niekt?re z?nich dla rat sp?acanych przez klient?w ustala?y kursy walut tak, ?e rata by?a wyra?nie wi?ksza ni? liczona wed?ug cen rynkowych. W?sierpniu 2011 r. wprowadzono zmian? wć za hazardową działalność niektórych z instytucji. Trzeba ustalić, kto i jakiego rodzaju umowy z klientami zawierał. Wtedy okaże się, że grupa wymagająca pomocy z uwagi na problemy w spłacaniu zobowiązań nie jest tak duża, bo część umów można będzie zakwestionować, jako niemające charakteru kredytu hipotecznego – stwierdził szef Centrum im. Adama Smitha. O tym, że część banków nie postępowała fair świadczy to, że niektóre z nich dla rat spłacanych przez klientów ustalały kursy walut tak, że rata była wyraźnie większa niż liczona według cen rynkowych. W sierpniu 2011 r. wprowadzono zmianę w prawie bankowym, pozwalającą zadłużonym w walucie obcej spłacać raty gotówką kupioną np. w kantorze. Wcześniej obowiązkowe było korzystanie z pośrednictwa banków, które konkretnego kredytu udzieliły. Bankowcy zmianę tę uznali za sprzeczną z zasadą, według której prawo nie działa wstecz. Andrzej Jakubiak, szef Komisji Nadzoru Finansowego zwrócił się do prezesa NBP Marka Belki o zwołanie Komitetu Stabilności Finansowej. Miałby on zastanowić się, jak rozwiązać problem frankowiczów, po tym jak KNF przedstawiła negatywną opinię do prezydenckiego projektu ustawy o kredytach frankowych. Według KNF-u „skutki finansowe projektowanej ustawy mogą nie tylko zachwiać stabilnością poszczególnych banków, ale również prowadzić do utraty zaufania do systemu bankowego, a w skrajnym scenariuszu spowodować kryzys finansowy”. Kancelaria Prezydenta odpowiedziała, że dla niej „priorytetem jest pomoc kredytobiorcom, przy zachowaniu stabilności finansowej państwa i sektora bankowego”. Jednocześnie Kancelaria podkreśliła, że czeka na odpowiedź KNF-u na drugie swoje pismo, dotyczące informacji o portfelach kredytów hipotecznych i sytuacji banków.
     

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

SUBSKRYBUJ aby mieć dostęp do wszystkich tekstów gpcodziennie.pl

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@gpcodziennie.pl

W tym numerze