Do biedaprac dopłacamy wszyscy

RYNEK PRACY \ UBODZY ZATRUDNIENI

numer 1382 - 31.03.2016Publicystyka


Jedną z największych bolączek polskiego rynku pracy jest wysyp biedaprac, które w żaden sposób nie są w stanie zapewnić utrzymania. Jest to spowodowane skandalicznymi rozwiązaniami prawnymi, według których można w Polsce oficjalnie płacić pracownikom np. 800 zł miesięcznie. Projektowana właśnie godzinowa stawka minimalna powinna to zmienić.

Nie ma nic bardziej degenerującego niż praca, która nie daje utrzymania. Gdy człowiek rzetelnie pracuje czasem nawet po 10 godzin dziennie, a jego zarobki nawet nie zbliżają się do poziomu, który dawałby mu możliwość godnego życia, to zaczyna mieć wątpliwości, czy podejmowanie aktywności zawodowej w ogóle jest racjonalne. Gdy osoba pracująca dodatkowo musi chodzić do MOPS u, po prośbie do rodziny czy zapożyczać się w wątpliwych instytucjach pożyczkowych, to zaczyna wątpić, czy jest w stanie wziąć swoje sprawy we własne ręce. By uchronić społeczeństwa przed takimi zjawiskami, władze polityczne wprowadzają rozwiązania ochronne, które nie pozwalają, by pensje były niższe od pewnego minimalnego poziomu. W Polsce takie rozwiązania również formalnie istnieją – problem w tym, że nie działają.
Nie więcej niż minimum
Z tej perspektywy wprowadzenie godzinowej stawki minimalnej dla umów cywilnoprawnych jest rozwiązaniem, które ma przede wszystkim zapewnić przestrzeganie prawa. Płaca minimalna w Polsce oficjalnie jest w miarę przyzwoita – w roku 2015 wynosiła 1750 zł brutto, a przeciętne wynagrodzenie wyniosło 4121 zł, tak więc stanowiła ona ok. 42 proc. średniej krajowej. W większości krajów europejskich, które wprowadziły ogólnokrajową płacę minimalną, ten wskaźnik oscyluje w przedziale 40–45 proc., więc mieścimy się w normie. Niestety, w Polsce ten stan to w dużej mierze fikcja w wyniku możliwości nadużywania umów-zleceń i oferowania kilkuzłotowych godzinowych stawek za pracę, które w żaden sposób nie korespondują z oficjalną płacą minimalną – ta w przeliczeniu w 2015 r. wynosiła ok. 10 zł brutto, tymczasem w niektórych branżach (ochroniarstwo, usługi sprzątające) takie wynagrodzenie jest często nieosiągalne. I dlatego jesteśmy w ścisłej unijnej czołówce, jeśli chodzi o odsetek pracowników zarabiających nie więcej, niż wynosi pensja minimalna – stanowią oni w Polsce aż ok. 10 proc. zatrudnionych, co jest piątym wynikiem w UE. Na Słowacji czy Węgrzech jest ich 4 proc., a w Bułgarii 3 proc. W Polsce ten wskaźnik jest tak wysoki, ponieważ poza osobami zarabiającymi pensję minimalną jest jeszcze spory segment rynku wynagradzany poniżej jej poziomu.
Praca przed biedą nie chroni
Możliwość płacenia bardzo niskich stawek na umowach-zleceniach musiało się skończyć eksplozją śmieciowego zatrudnienia oraz liczby biednych pracujących. Według GUS u tylko na umowach cywilnoprawnych w 2013 r. zatrudnionych było 1,4 mln osób. Co istotne, aż w 85 proc. wypadków umowy takie wynikały z woli pracodawcy, a nie z wyboru pracownika. W Polsce jest też zdecydowanie największy w regionie odsetek pracujących zagrożonych ubóstwem – stanowią oni w naszym kraju aż 10,6 proc. ogółu zatrudnionych. W Czechach jest ich ledwie 3,6 proc., na Słowacji 5,7 proc., na Węgrzech 6,4 proc., a w Bułgarii 9,2 proc. W zdecydowanej większości krajów UE ten wskaźnik jest jednocyfrowy – my do tej grupy nie należymy. W wyniku masowego omijania przepisów o płacy minimalnej Polska stała się krajem, w którym praca nie chroni przed biedą.
Jak się mają do rzeczywistości ostrzeżenia, że wprowadzenie godzinowej płacy minimalnej spowoduje znaczny wzrost bezrobocia, dobrze pokazuje przykład Niemiec, które w 2015 r. wprowadziły ją w całej federacji na poziomie 8,5 euro za godzinę. Do tej pory nie funkcjonowała tam ogólnokrajowa płaca minimalna, tymczasem od razu wprowadzono ją na wysokim poziomie – przy uwzględnieniu parytetu siły nabywczej jest ona w Niemczech drugą najwyższą w UE, po Luksemburgu. Mimo to żaden wzrost bezrobocia nie nastąpił – przeciwnie, spadło ono wręcz o pół punktu procentowego, z 5 proc. na koniec 2014 r. do 4,5 proc. na koniec 2015 r., co oznacza, że niemieckie bezrobocie utrzymuje się na najniższym poziomie w UE. Jednocześnie w tym czasie wzrósł tam wskaźnik zatrudnienia − z 73,9 proc. w 2014 r. do 74,1 proc. w 2015 r



zawartość zablokowana

Autor: Piotr Wójcik


Pozostało 51% treści.

Chcesz przeczytać artykuł do końca? Wyślij SMS i wprowadź kod lub wykup prenumeratę i zaloguj się.

Dostęp do artykułu
wyślij sms o treści GP1 na numer 7155
koszt 1 zł (1,23 zł brutto)
Prenumerata
Mam dostęp
zaloguj się














#DziękujeMyZaOdwagę
reklama