fot. Sebastian Dadaczyński

Policja spacyfikowała przeciwników tzw. Marszu Równości w Gdańsku

DEMONSTRACJA \ KOD RAZEM Z GEJAMI I LESBIJKAMI

numer 1426 - 23.05.2016Polska

Geje i lesbijki ramię w ramię z aktywistami KOD-u wzięli udział w tzw. Marszu Równości. Tęczowe i kodowskie flagi mieszały się nad głowami uczestników przemarszu. Podążająca za nimi kontrmanifestacja zorganizowana przez środowiska prawicowe i kibicowskie została brutalnie zatrzymana przez policję.

Głównym organizatorem Marszu Równości było Stowarzyszenie na rzecz Osób LGBT (lesbijek, gejów, osób biseksualnych i transpłciowych) Tolerado. Poparł je Komitet Obrony Demokracji i partia Razem. Na marszu obok tęczowych chorągwi i transparentów powiewały flagi KOD-u i partii Ryszarda Petru. Wśród uczestników marszu nie brakowało osób zachowujących się prowokacyjnie. Mężczyzna w średnim wieku w stroju duchownego wygłaszał antykościelne hasła. Inny, młody człowiek, wykonywał obraźliwe gesty skierowane wobec przeciwników marszu, broniących tradycyjnych wartości, którzy przyszli z wielkim banerem „Maryja zwycięży”. Trzymali w rękach transparent „Rodzina siłą narodu”. – Jesteśmy tu, bo mamy obowiązek obrony wartości, które przez tysiąc lat tworzyły tożsamość naszego narodu – mówił jeden z uczestników kontrdemonstracji. Wyjaśniał w rozmowie z „Codzienną”, że takie marsze tylko odwracają uwagę opinii publicznej od spraw istotnych dla Polski. Policja nakazała „rozwiązanie nielegalnych zgromadzeń” zorganizowanych na trasie przemarszu przez działaczy katolickich.
Tą samą trasą, którą szedł „pochód równości” zamierzali przejść członkowie organizacji prawicowych i kibicowskich. Obie grupy protestujących oddzielali policjanci z pałkami i tarczami.
– Policja jest przeciwko nam? – krzyczeli niektórzy uczestnicy antymarszu. Członkowie Brygady Pomorskiego Obozu Narodowo-Radykalnego i kibice Lechii Gdańsk skandowali hasła: „Chłopak i dziewczyna to normalna rodzina”.
Policja zatrzymała kilkanaście osób. Kom. Maciej Stęplewski z Komendy Wojewódzkiej Policji w Gdańsku tłumaczył, że „chuligani” zaatakowali policjantów, więc funkcjonariusze musieli użyć siły. Nikt nie został ranny. Inaczej wygląda cała sprawa w relacjach uczestników. Jak opowiada radna PiS-u Anna Kołakowska, uczestników obu demonstracji oddzielało przez cały czas ok. pół kilometra wolnego terenu. – Nasza grupa, mniej więcej sto osób, stała na przystanku. Policja skierowała wówczas marsz LGBT na inną trasę, nie na jedną z głównych arterii Gdańska, którą miał początkowo iść, ale na boczną ulicę – relacjonuje. Tłumaczy, że chociaż ludzie zachowywali się spokojnie, policja i tak postanowiła ruszyć na oczekujący na przystanku tłum. – Nie jest prawdą, że w stronę policji poleciały kamienie. Ja, mój mąż Andrzej Kołakowski i nasza córka Marysia staliśmy na przystanku rozmawiając, gdy nagle podeszli do nas policjanci i wciągnęli Marysię do wnętrza kordonu. Już po chwili siedziało na niej dwóch funkcjonariuszy w pełnym umundurowaniu. Przedarłam się więc przez kordon, żeby jej pomóc – mówi radna. W sobotę Marysia została zwolniona.
Komisarz Maciej Stęplewski, pytany przez nas o los zatrzymanych, powiedział wczoraj, że „jedna osoba została zwolniona, zaś pozostałe cztery nadal przebywają w policyjnym areszcie”.

Autor: Sebastian Dadaczyński













#DziękujeMyZaOdwagę
reklama