fot. Wikipedia

Nieudany zamach w Turcji

DESTABILIZACJA \ PĘKNIĘCIE W NATO. PRÓBA PRZEWROTU RÓWNIEŻ W ARMENII

numer 1473 - 18.07.2016Świat

Zaledwie dzień po zamachu we francuskiej Nicei uwagę świata przykuła nieudana próba wojskowego zamachu stanu w Turcji. Z kolei w niedzielę w stolicy Armenii grupa uzbrojonych opozycjonistów zajęła budynek policji i domagała się dymisji prezydenta kraju.

W
piątek wieczorem polskie MSZ potwierdziło nieoficjalne dotąd informacje o tym, że wśród 84 ofiar zamachowca, który wieczorem w czwartek w Nicei wjechał w tłum osób, są dwie młode Polki – siostry Magda i Marzena z Krzyszkowic.
Zaledwie kilka godzin po podaniu tych informacji pojawiły się doniesienia z Turcji, gdzie wojsko ogłosiło, że przejmuje władzę, a prezydent kraju Recep Tayyip Erdoğan jest obalony. W wyniku starć armii z kontrolowanymi przez Erdoğana policją i służbą bezpieczeństwa zginęło ponad 260 osób. Ostatecznie walkę przegrali puczyści. Władze zaś w odwecie aresztowały do niedzielnego popołudnia nawet 6 tys. osób podejrzanych o udział w zamachu stanu. Zwolniono również ze stanowiska 2754 sędziów i prokuratorów oskarżanych o wsparcie zamachowców.
Najpoważniejszy zgrzyt jednak miał miejsce na linii Ankara–Waszyngton. Tureckie władze zażądały od USA wydania muzułmańskiego uczonego Fethullaha Gülena, który według nich był inspiratorem puczu. W odpowiedzi sekretarz stanu John Kerry nazwał „kłamstwem” i „insynuacjami” informacje o jakimkolwiek udziale USA w puczu. Turcja zaś zablokowała w sobotę bazę lotniczą NATO w tureckim Incirliku, w której przechowuje się 90 głowic nuklearnych należących do USA. W niedzielę z kolei tureckie służby aresztowały kierującego tą bazą gen. Bekira Ercana Vana.
Wczoraj sytuacja zaogniła się w sąsiadującej z Turcją Armenii. Uzbrojona grupa opozycjonistów wtargnęła do budynku policji w dzielnicy Erebuni w Erywaniu i wzięła zakładników. W trakcie starć zginął jeden funkcjonariusz, a dwóch zostało rannych. Napastnicy, wśród których według mediów mieli być uczestnicy wojny w separatystycznym regionie Azerbejdżanu, Górskim Karabachu, oraz młodzi działacze polityczni, żądali dymisji prezydenta Armenii Serża Sarkisjana.

DR HAB. PIOTR WAWRZYK,
Instytut Europeistyki UW
Widzimy, że prezydent Recep Tayyip Erdoğan nie miał takiego poparcia w armii, jakie zakładał po czystkach, które przeprowadził w jej szeregach w 2007 r. Nie przepuści obecnej okazji, aby rozprawić się zarówno z osobami odpowiedzialnymi za pucz, jak i siłami opozycyjnymi, które nie miały w ogóle związku z piątkowymi wydarzeniami w Turcji. Erdoğanowi nic już nie stoi na przeszkodzie, aby osiągnąć pełną władzę w państwie. Jest to szczególnie niebezpieczne, jeżeli przypomnimy, że rządy Erdoğana doprowadziły do radykalizacji społeczeństwa oraz jego militaryzacji. Uważam, że czystki i zwolnienia nie będą miały znaczącego wpływu na osłabienie zdolności tureckiej armii. Nadal nie wiadomo, czy puczyści byli osobami, które tolerowały w pewnym zakresie tzw. Państwo Islamskie, czy też byli to żołnierze niegodzący się z postawą władz w Ankarze, dla których wrogiem głównym wcale nie było IS tylko Kurdowie. Dodajmy, że wydarzenia w Turcji to dla prezydenta Władimira Putina cenna obserwacja tego, jak należy działać w wypadku puczów wojskowych



zawartość zablokowana

Autor: Olga Alehno


Pozostało 51% treści.

Chcesz przeczytać artykuł do końca? Wyślij SMS i wprowadź kod lub wykup prenumeratę i zaloguj się.

Dostęp do artykułu
wyślij sms o treści GP1 na numer 7155
koszt 1 zł (1,23 zł brutto)
Prenumerata
Mam dostęp
zaloguj się




reklama










#DziękujeMyZaOdwagę
reklama