Kijowski chciał być męczennikiem? Nie wyszło

fot. Tomasz Adamowicz/Gazeta Polska
fot. Tomasz Adamowicz/Gazeta Polska

KOD \ Trzy miesiące temu Mateusz Kijowski podniósł alarm, a za nim niektóre media, że został napadnięty na dworcu w Warszawie. Sugerowano polityczne motywy działania sprawcy. Okazało się to bzdurą, a prokuratura sprawę umorzyła ze względu na „brak interesu społecznego”. Ustaliliśmy, że Kijowski nie zaskarżył tej decyzji, nie złożył też prywatnego aktu oskarżenia przeciwko napastnikowi. Do zdarzenia doszło 25 czerwca na stołecznym Dworcu Centralnym. Kijowski został uderzony przez obcego mężczyznę. „Rozmawiałem przez telefon i nagle usłyszałem jakiś stek wyzwisk i otrzymałem dwa czy trzy ciosy w kark i głowę” – opisywał na portalu społecznościowym szef KOD-u. Temat natychmiast podchwyciły media, tytuły krzyczały o brutalnej napaści, nie brakowało aluzji,
     

31%
pozostało do przeczytania: 69%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

SUBSKRYBUJ aby mieć dostęp do wszystkich tekstów gpcodziennie.pl

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@gpcodziennie.pl

W tym numerze