Sejm przyjął budżet 2017

Fot.Tomasz Hamrat/Gazeta Polska
Fot.Tomasz Hamrat/Gazeta Polska

FINANSE \ Założenia trudne, ale do zrealizowania

Tempo wzrostu gospodarki 3,6 proc., deficyt budżetowy 2,9 proc. PKB i inflacja 1,3 proc. – takie są główne założenia w przyjętym w ubiegłym tygodniu budżecie państwa na rok 2017. Opozycja tradycyjnie skrytykowała projekt. Eksperci zauważają, że budżet, choć trudny, jest jednak do zrealizowania.
Dokument przygotowany przez rząd zakłada, że przyszłoroczne krajowe dochody państwa wyniosą 324,1 mld zł, wydatki – 383,4 mld zł, a deficyt krajowy ma być nie większy niż 59,3 mld zł. Licząc łącznie z budżetem środków europejskich, deficyt wzrośnie do 69,8 mld zł.
Opozycja zarzuca budżetowi, że jest listą pobożnych życzeń. – Zawyżone wpływy podatkowe, przestrzelony poziom PKB, wątpliwa inflacja, życzeniowe tempo wzrostu gospodarczego – mówiła poseł Paulina Hennig-Kloska z Nowoczesnej.
Do wypowiedzi tych odniósł się przewodniczący sejmowej komisji finansów Jacek Sasin. Zaapelował, aby w debacie uciekać od propagandy i opierać się na faktach. Zauważył, że twierdzenie, iż budżet jest oparty na wyimaginowanych danych, jest w rzeczywistości oskarżeniem wobec Komisji Europejskiej. – To KE w swoich prognozach wskazuje i przewiduje wielkości, które są zgodne z tym, co jest zapisane w projekcie budżetu państwa – tłumaczył Sasin. Przypomniał, że zdaniem KE w 2017 r. PKB Polski wzrośnie o 3,4 proc., w tempie jednym z najwyższych w UE. Wyższe ma być tylko w Irlandii, Luksemburgu, na Malcie i w Rumunii.
Ekonomiści podzielili się w ocenie nowego budżetu, większość z nich uważa jednak, że jest on do zrealizowania. – Założenia budżetu są zbyt optymistyczne. Musiałby się wydarzyć cud, żeby zakładany poniżej 4 mld zł deficyt okazał się realny – komentuje prof. Robert Gwiazdowski, ekspert ekonomiczny Centrum im. Adama Smitha. – I żeby była jasność. Kiedy PO uchwalała budżet Rostowskiego, też mówiłem, że jest to projekt nierealny, i także podkreślałem, że to nie ma większego znaczenia. W Polsce budżet jest mitologizowany – twierdzi Gwiazdowski.
– Myślę, że trudno będzie uzyskać taki wzrost gospodarczy, jak założono – mówi z kolei Piotr Bielski, starszy ekonomista banku BZ WBK. – Nie ma też pewności, że inflacja wzrośnie tak bardzo, jak się zakłada, ale jednocześnie nie można powiedzieć, że budżet przyszłoroczny jest nie do zrealizowania. Wiadomo, że wydatki będą wyższe, bo przecież będzie to pierwszy pełny rok funkcjonowania programu Rodzina 500+. Jest też tam element uwzględniający obniżenie wieku emerytalnego. Ale biorąc pod uwagę rozwiązania programowe, pozostałe wydatki rosną nie tak mocno, w rezultacie relacja całkowitych wydatków do PKB nawet się obniża – dodaje Bielski.
– Widzimy parę słabych założeń w budżecie, ale utrzymanie w ramach 3 proc. deficytu nie jest skazane na porażkę – wskazuje z kolei Rafał Benecki z ING.
Z kolei prof. Stanisław Gomułka, główny ekonomista BCC, uważa, że deficyt przyszłorocznego budżetu uda się utrzymać. – Różnica in plus może wynieść nawet 10 mld zł. Dzięki temu założony deficyt będzie można utrzymać bez potrzeby dokonywania korekty – dodaje prof. Gomułka.
W głosowaniu nad budżetem na rok 2017 w piątek wieczorem udział wzięło 236 posłów. Za jego uchwaleniem było 234, przeciw 2, nikt się nie wstrzymał. Opozycja domaga się jednak zwołania dodatkowego posiedzenia Sejmu 20 grudnia i ponownego głosowania nad ustawą budżetową.
(Money.pl)
     

Kup subskrypcję, aby mieć dostęp do wszystkich tekstów gpcodziennie.pl

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@gpcodziennie.pl

W tym numerze