Pedofilskie eldorado profesora Kentlera

Kontrowersje \ Na pastwę dewiantów

Były lata 70., a oni mieli po 13–17 lat, na koncie jakieś młodzieńcze wybryki, alkohol konsumowany w parku, wagary. Wielu z nich urzędnicy Jugendamtów odebrali rodzicom i umieścili w rodzinach zastępczych. Uciekali, wałęsali się bez celu po okolicy, z czasem stali się bezdomni i nikt nie kwapił się specjalnie, by ich z tej sytuacji wyrwać. Pracownicy socjalni nazywali ich „trudnymi chłopcami”. A jak dziecko jest trudne, to wymaga specjalnych metod wychowawczych. I takie też zaordynowano. Prominentny w tamtym czasie psycholog Helmut Kentler wysnuł teorię, że „towarzystwo tak niesfornych dzieci mógłby znieść wyłącznie osobnik w nich zadurzony”. Za sugestią poszedł konkret. Chłopców umieszczano od tej chwili pod jednym dachem z wielokrotnie notowanymi pedofilami, którzy stali się ich
11%
pozostało do przeczytania: 89%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

Kup subskrypcję, aby mieć dostęp do wszystkich tekstów gpcodziennie.pl

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Interesuje Cię pakiet wielu subskrypcji? Napisz do nas redakcja@gpcodziennie.pl

W tym numerze