fot. mat. pras.

Wielkie pytania Martina Scorsese

​KINO \ Apoteoza zdrady wiary jako sposób jej ocalenia – nie!

numer 1655 - 21.02.2017Kultura

Zdrada nie jest gestem dojrzałości człowieka, nie może być aktem miłości, bo jest tej miłości zaprzeczeniem. Jest zdradą. Co pięć minut na świecie mordowany jest chrześcijanin. Męczeństwo prostaczków jest dowodem na istnienie Boga. To wyraz ich siły. Wiary. Pewności. Scorsese głośno milczy na ten temat. Ale wbrew krytykom jest po naszej stronie.

Jak się zdaje, Andrzej Horubała stwierdzający w swojej recenzji („Do Rzeczy” 13–19 lutego): „Zdrada staje się więc gestem dojrzałości człowieka” niewiele zrozumiał z filmu Martina Scorsese „Milczenie”. Osnuta na kanwie powieści japońskiego pisarza Shūsaku Endō historia stawia widza, zwłaszcza widza wierzącego, wobec pytań, o których wadze świat współczesny dawno zapomniał. Powieść zapomniała o nich jeszcze w XX w., kino – od czasów Ingmara Bergmana chyba…

Trzeba być mocno niedowidzącym, aby w losie dwóch jezuitów: Rodriguesa (Andrew Garfield) i Garrupe’a (Adam Driver), przybywających do XVII-wiecznej Japonii, nie dostrzec dwóch różnych odpowiedzi, udzielanych ż y c i e m, na podstawowe pytania wiary. Obaj jezuici trafiają do Japonii w czasie wielkich prześladowań katolików, w nadziei, że uda się im odnaleźć swojego nauczyciela sprzed lat Ferreirę (postać historyczna). Z informacji docierających do Portugalii wynika, że ów niegdyś żarliwy ewangelizator dokonał apostazji, przeszedł na buddyzm. (W historii tak było rzeczywiście – Ferreira, o czym w filmie także mowa, napisał nawet traktat antykatolicki, w duchu swojej „nowej wiary”).

Wyzwanie, które staje przed dwoma jezuitami, jest straszliwe: skazani na ukrywanie się, podpatrywanie z ukrycia nieludzkich tortur, na jakie skazani są przez władze japońscy wyznawcy Chrystusa, mają do wyboru: albo pójść drogą męczeństwa jak prości chłopi, oddający życie w potwornych cierpieniach (żywcem paleni, krzyżowani), albo zaprzeć się wiary, podeptać wizerunek Chrystusa oraz Maryi i ocalić życie. Jeśli będziemy pamiętali, że w obrazie tortur Scorsese niczego nie przerysował, a także o tym, że w XVII-wiecznej Japonii oddało życie za Chrystusa 200 tys. ludzi, to na pewno nie udzielimy z taką łatwością jak Andrzej Horubała odpowiedzi na pytanie; czy „Milczenie” jest filmem apoteozującym zdradę wiary jako sposób jej ocalenia.

Obaj mnisi zostają schwytani przez władze. Francisco Garrupe wybiera drogę ratowania ludzkich istnień – rzuca się na pomoc katolikom skazanym na śmierć w morskich falach, wybiera najprostszą drogę miłości. Oczywiście sam także ginie, jak tysiące tych prostych ludzi, o których cierpieniach i niezłomnej wierze zaświadczają dokumenty historyczne. Ginie wespół ze współbraćmi z miłości do współbraci. Ojciec Rodrigues od początku czuje się „wybranym”, wydaje się mu, że naśladuje Chrystusa, a w gruncie rzeczy odgrywa teatr, sam przed sobą udając Chrystusa.

Jego niesłychaną pychę Scorsese kwituje znaczącym ujęciem. Kiedy o. Rodri­gues przegląda się w strumieniu, jego twarz się zmienia: zamiast oblicza Zbawiciela oglądamy po chwili twarz szalonego, śmiejącego się Szatana. Ta scena to najważniejszy klucz do filmu. Ojciec Rodrigues, postawiony przez inkwizytora Inoue wobec dylematu: zaprzeć się wiary, aby ocalić kilku współwyznawców od śmierci, albo wybrać śmierć własną oraz ich śmierć, wybiera oczywiście zdradę, we w ł a s n y m przekonaniu, że w ten sposób naśladuje Chrystusa. We własnym – nie znaczy przecież – twórcy filmu



zawartość zablokowana

Autor: Elżbieta Morawiec


Pozostało 50% treści.

Chcesz przeczytać artykuł do końca? Wyślij SMS i wprowadź kod lub wykup prenumeratę i zaloguj się.

Dostęp do artykułu
wyślij sms o treści GP1 na numer 7155
koszt 1 zł (1,23 zł brutto)
Prenumerata
Mam dostęp
zaloguj się




reklama










#DziękujeMyZaOdwagę
reklama