fot. Tomasz Hamrat

Działania przeciw edukacji

STRAJK NAUCZYCIELI \ KOLEJNY PROTEST, W KTÓRYM NIE CHODZI O DOBRO, A O NEGOWANIE POCZYNAŃ RZĄDU

numer 1691 - 04.04.2017Publicystyka

Wiele hałasu i klapa. Szumne zapowiedzi medialne o ogólnopolskim strajku nauczycieli okazały się bardziej projekcją szefa Związku Nauczycielstwa Polskiego niż trzeźwą oceną rzeczywistości. Mimo to przewodniczący Broniarz i część mediów nadal próbują zaklinać rzeczywistość. I choć prawdą jest, że szkoły we wszystkich województwach włączyły się do protestów, to udawanie, że protest, w który zaangażowanych jest nawet 30 czy 40 proc. szkół, ma wielkie znaczenie społeczne, jest tanim chwytem propagandowym.
Wielu pracowników oświaty w ostatni piątek zrobiło sobie wolne od zajęć dydaktycznych i wychowawczych. Dyrektorzy deklarowali, że dzieci, które pojawią się w szkołach, będą miały zapewnioną opiekę. Inaczej postanowili zamanifestować swój sprzeciw wobec polityki oświatowej PiS-u rodzice z organizacji „Rodzice przeciw reformie edukacji”, którzy na znak protestu nie posłali swoich dzieci do szkół.
Wirtualna nagonka
Wprawdzie skala zjawiska nie jest najistotniejsza, jednak znając ją, można właściwie oszacować jego doniosłość. Nieważne, że w sumie było to 11, 20 czy nawet – jak liczył szef ZNP – niecałe 40 proc. szkół. Nie zmienia to faktu, że zdecydowanie ponad połowa nauczycieli nie utożsamia się zarówno z działaniami ZNP, jak i przewodniczącego, który już dawno stracił wiarygodność. Zdziwienie budzi fakt, że dane dotyczące procentowego uczestnictwa szkół w proteście mogą aż tak diametralnie się różnić. Choć niektóre stacje telewizyjne też próbowały nabić nas w butelkę, jak np. TVN24, który w serwisach informacyjnych kładł nacisk na to, że w Łodzi większość placówek podejmie działania protestacyjne – co miało sugerować, że taka jest prawidłowość i w innych miejscowościach. Nic prostszego niż wybrać dane pasujące do tezy i przekaz o wszechogarniającym strajku idzie w Polskę, bo nie każdy wysili się, by sprawdzić, czy Łódź jest reprezentatywna dla całej Polski.
Do dziś nie mamy więc wiarygodnych danych pokazujących skalę zjawiska. Wiemy za to, kto jest ojcem protestów i kto je popiera. Oczywiście pierwsze skrzypce w protestach gra ZNP, który niezmiennie strajkuje przeciwko wszelkim zmianom. Pewnie gdyby za rok było cofnięcie decyzji o reformie, działacze ZNP też wyszliby na ulice. Wsparcie dla działań protestacyjnych zadeklarowały też środowiska rodzicielskie z takich ruchów jak „Rodzice przeciwko reformie edukacji”, „Zatrzymać edukoszmar”, „Szkoła to nie eksperyment” czy koalicja „Nie dla chaosu w szkole” i innych. Można było również przewidzieć, że strajk poprze Platforma Obywatelska. Posłanka Kinga Gajewska-Płochocka deklarowała wsparcie zarówno dla strajku nauczycieli, jak i referendum edukacyjnego. Wtórowała jej była minister edukacji Krystyna Szumilas, która podkreślała, że „podejmując decyzję o strajku, wzięli nauczyciele na swoje barki obronę uczniów przed »deformą« szefowej MEN Anny Zalewskiej”. Na protestach oświatowych kapitał próbowały też zbijać pomniejsze partie, jak Partia Razem.
Kto z nauczycieli może dziś mieć złudzenia, że ZNP jest organizacją, która naprawdę chce zadbać o interesy środowiska pedagogów



zawartość zablokowana

Autor: Leszek Galarowicz


Pozostało 51% treści.

Chcesz przeczytać artykuł do końca? Wyślij SMS i wprowadź kod lub wykup prenumeratę i zaloguj się.

Dostęp do artykułu
wyślij sms o treści GP1 na numer 7155
koszt 1 zł (1,23 zł brutto)
Prenumerata
Mam dostęp
zaloguj się














#DziękujeMyZaOdwagę
reklama