Karuzela z uchodźcami

​FELIETON \ Przegląd tygodnia

numer 1730 - 23.05.2017Publicystyka

Nie ma wątpliwości. W kwestii uchodźców Platforma trzyma się zobowiązań z czasów rządu Ewy Kopacz. Cała reszta zaś to tylko pusta retoryka, która przez chwilę obliczona była na zdezorientowanie skołowanych wyborców.

Trzeba pamiętać, że w swojej masie elektorat PO specjalnie nie różni się w tej kwestii od pozostałych Polaków i – być może poza środowiskami wielkomiejskich lekkoduchów – wyraża obawy podobne jak większość społeczeństwa. Platforma chce tymczasem przyjęcia kilku tysięcy uchodźców, powtarzając zaklęcia o naszym prawie do wyboru i sprawdzenia osób, które moglibyśmy zaprosić do Polski. Szantażując przeciwników zdjęciami nieszczęśliwych kobiet i dzieci oraz chętnie (tylko w tej jednej sprawie), powołując się na autorytet Kościoła katolickiego, dokładniej zaś na papieża Franciszka.

Politycy prześlizgują się natomiast między niewygodnymi faktami, takimi jak płynąca z unijnej rezolucji zapowiedź przyjmowania kolejnych grup przybyszów, a także wysoce wątpliwe procedury sprawdzające. Historie adoptowanych dzieci, które okazywały się trzydziestoletnimi, brodatymi bykami, znamy wszyscy, najwyraźniej z wyjątkiem kilku egzaltowanych posłanek.

Grzegorz Schetyna, poruszając temat uchodźców, trafił w wyjątkowo zły moment. Gdy tylko ogłosił, że „obecnie jest to jedynie problem sztucznie podnoszony przez PiS”, Parlament Europejski wydał rezolucję wzywającą kraje do staranniejszego wywiązywania się z obowiązku przyjmowania uchodźców.

Tusk przeciw Polsce

O możliwości nałożenia sankcji na państwa, które nie mają ochoty na udział w politycznie poprawnym szaleństwie, jakie jest udziałem choćby Francji i Niemiec, wypowiedział się również Donald Tusk. Szef Rady Europy jasno i konkretnie opowiedział się za sankcjami przeciwko Polsce. „Jeśli polski rząd będzie zdecydowany, jako jeden z dwóch, trzech w Europie, nie uczestniczyć w solidarnym podziale obowiązków w sprawie uchodźców, będzie to się wiązało z konsekwencjami. Takie są zasady w Europie” – mówi Tusk, przy okazji pokazując, kto miał rację w niedawnym sporze o brak poparcia jego kandydatury na drugą kadencję.

Gdy tylko okazało się, że Unia rakiem wycofuje się z nałożenia na nasz kraj sankcji z powodu rzekomego „zagrożenia porządku prawnego”, kwestia jakiejś formy gospodarczych lub politycznych represji wobec Polski wraca za sprawą człowieka, którego nie tak dawno kazano nam za wszelką cenę popierać. Tyle tylko, że w kwestii, której nie poprą nawet jego krajowi sympatycy. O ile bowiem unijne restrykcje z powodu Trybunału, ustroju sądów czy zagrożenia demokracji spotkałyby się z entuzjazmem publiczności z marszów KOD‑u i zjednoczonej opozycji, o tyle już kwestia przyjęcia imigrantów raczej nie wzbudzi pozytywnej reakcji.

Tusk nie pomógł sobie w ewentualnej walce o prezydenturę, podobnie jak Schetyna przegrał swój krótki zryw. Problem obu polityków polega na tym, że są całkowicie ubezwłasnowolnieni w sprawie, która przez kolejne lata będzie prawdopodobnie pozostawała kluczowa w polskiej i europejskiej polityce. Jeśli zaś szamotaninę lidera PO można rozpatrywać w kategorii instynktu samozachowawczego, to wszystko, co wydarzyło się później, wskazuje, że opozycja w tej sprawie nie chce podobać się Polakom, szansy upatrując już tylko w zagranicy



zawartość zablokowana

Autor: Krzysztof Karnkowski


Pozostało 50% treści.

Chcesz przeczytać artykuł do końca? Wyślij SMS i wprowadź kod lub wykup prenumeratę i zaloguj się.

Dostęp do artykułu
wyślij sms o treści GP1 na numer 7155
koszt 1 zł (1,23 zł brutto)
Prenumerata
Mam dostęp
zaloguj się