W przedpokoju u silniejszych

​III Rzeczpospolita \ Lewica gra na liberałów. I przegrywa

numer 1754 - 21.06.2017Publicystyka

W realiach III RP po raz kolejny powtarza się ten sam schemat: lewica radykalizuje się politycznie, społecznie i ideowo w czasach rządów Prawa i Sprawiedliwości. I nieledwie zamraża działalność, gdy rządzą tzw. liberałowie, czyli Platforma Obywatelska. Czy cokolwiek na tym wygra? Można wątpić.

Kilka dni temu trafiłem na smaczny cytat ze Sławomira Sierakowskiego, z wywiadu, jakiego udzielił gazecie „Polska. The Times” w czerwcu 2013 r. Lider środowiska „Krytyki Politycznej” na pytanie, czy podpisał się pod wnioskiem o referendum w sprawie odwołania Hanny Gronkiewicz-Waltz z pełnionej przez nią funkcji, odpowiedział: „Tak, gdy któregoś dnia ktoś do mnie podszedł z listą. Ale nie zaangażowałem się w akcję przeciw prezydentce, bo nie bardzo lubimy w »Krytyce« negatywny przekaz. Walczyć o czyjeś odwołanie bez walki o jakiś pozytywny cel – to nie w naszym stylu. Osobiście nie mam też żadnych negatywnych uczuć wobec prezydentki. Wydaje mi się, że jest kompetentna w obszarze, w którym się naukowo specjalizuje, czyli finanse i prawo. Życzyłbym jej, żeby zaufała w sens rozwijania kultury w mieście i wsparcie dla organizacji pozarządowych”.Macie odwagę Lenina?



Cóż, najprostszą odpowiedzią na te okrągłe zdania Sierakowskiego są długoletnia, skromna, ale uparta działalność ruchów lokatorskich oraz zatrważająca skala nadużyć reprywatyzacyjnych, ujawnionych w ciągu kilku ostatnich lat choćby przez Jana Śpiewaka i Miasto Jest Nasze. Jedni mówili o mafii, tropili adresy i metody szwindli, pisali artykuły w niszowych tytułach, blokowali eksmisje, protestowali, wciąż protestowali przeciw reprywatyzacyjnym wałkom, choć nie chciano ich słuchać. Inni uprawiali dyplomację, która „w pięknym stylu” hamowała także na lewicy dyskusję o bezmiarze lokatorskich krzywd i jawnej niesprawiedliwości III RP. Więcej jeszcze: kilka lat po zabójstwie Jolanty Brzeskiej, w czasach gdy sprawę właściwie zamieciono pod dywan, lider wielkomiejskiej inteligenckiej lewicy, a obecnie gorący orędownik „obrony demokracji”, nawet się nie zająknął na jej temat w wywiadzie dla opiniotwórczego tytułu. W wywiadzie, który nie dotyczył przecież Slavoja Žižka, ale miasta stołecznego Warszawy i jej władz. Zacytujmy klasyka: „Macie wy odwagę Lenina?”. Jak widać, niekoniecznie.



Ktoś powie, że nie można z wyjątkowej sytuacji czynić wzorcowej. Kłopot w tym, że historia wzajemnych oddziaływań lewicy i liberałów w III RP dość dobrze pasuje do tego schematu: stonowana krytyka Platformy/poplatformerskiej opozycji, wspólne łamy gazet, podobne ideologiczne punkty odniesienia. Nie bez znaczenia jest oczywiście wspólny wróg, czyli Prawo i Sprawiedliwość. Kłopot w tym, że środowiska lewicowe, dość nieliczne, ale bardzo aktywne na niwie społecznej, są na ulicy niemal cały czas, gdy rządzi PiS. Nie wychodziły na nią jednak, poza dość wyjątkowymi sytuacjami, gdy Platforma rządziła tak, jak chciała, prowadząc bardzo niekorzystną dla tzw. zwykłych ludzi politykę gospodarczą. Także w słowach były znacznie mniej radykalne.



Lewica jako hybryda



Jest rzeczą oczywistą, że liczy się kontekst. Po blisko trzech dekadach III RP „lewica” to właściwie termin hybryda. Osobno trzeba przecież rozpatrywać postkomunistów, osobno anarchistów, osobno antykapitalistów od Piotra Ikonowicza, jeszcze w innym miejscu są Zieloni. Wreszcie pojawienie się Razem spowodowało kolejne duże zamieszanie. Jednak dla sporej części opinii publicznej, która wciąż słabo rozpoznaje Razemowy szyld, a lewicę kojarzy po prostu z postkomunizmem – reprezentacja lewicy to ludzie, których widać w telewizji, i ci, których drukują w zagranicznej prasie



zawartość zablokowana

Autor: Krzysztof Wołodźko


Pozostało 50% treści.

Chcesz przeczytać artykuł do końca? Wyślij SMS i wprowadź kod lub wykup prenumeratę i zaloguj się.

Dostęp do artykułu
wyślij sms o treści GP1 na numer 7155
koszt 1 zł (1,23 zł brutto)
Prenumerata
Mam dostęp
zaloguj się














#DziękujeMyZaOdwagę
reklama