fot. Zbyszek Kaczmarek/Gazeta Polska

Do grobowej deski

numer 1789 - 01.08.2017Polska

Firma windykacyjna ścigała dłużnika, aż ten zmarł. Łowcy długów nie odpuszczali, choć wiedzieli, że ich „klient” jest poważnie chory. Teraz rodzina zmarłego domaga się sprawiedliwości wobec windykatorów. Sprawa trafiła do prokuratury. 

Być może nigdy nie byłoby sprawy, gdyby Leonard Pszczoła z Olsztyna nie założył, jeszcze w ubiegłym wieku, konta w jednym z renomowanych banków. Bank „z automatu” przyznał mu debet w wysokości 3 tys. zł. Mężczyzna skorzystał z niego i spłacał zgodnie z harmonogramem. Niestety rozchorował się, trafił do szpitala. Przebywał w lecznicy prawie rok. W tym czasie nie spłacał należności. Jego sytuacja finansowa pogorszyła się, kiedy wrócił do domu. Dostał zaledwie 600 zł renty. Praktycznie nie miał z czego żyć, nie mówiąc o spłacie zadłużenia. Bank też się nie upominał o swoje pieniądze. „Przypomniał” sobie o swoim kliencie dopiero po siedmiu latach. Tylko że dług urósł już wówczas do ponad 10 tys. zł.

Zrozpaczony pan Leonard zwrócił się o pomoc do prawników. Mec. Lech Obara w imieniu swojego mocodawcy udał się do banku. – Wytłumaczyłem urzędnikom, jak sprawa wygląda. Wyjaśniłem, dlaczego Pszczoła nie mógł spłacić należności. Wydawało się, że odnieśli się ze zrozumieniem do sytuacji swojego klienta – wspomina mec. Obara. Niestety, były to tylko pozory. 

Później się okazało, że bank sprzedał wierzytelności firmie windykacyjnej Ultimo SA. Od tego momentu zaczęła się prawdziwa gehenna pana Leonarda. Nie było końca telefonom od osoby podającej się za pracownika Ultimo. Na adres „dłużnika” zaczęły również przychodzić listy wzywające do spłaty należności. – Permanentne kontakty ze strony osób reprezentujących Ultimo SA miały na celu wywołać u pana Pszczoły poczucie zagrożenia oraz wprowadzić go w błąd, co do konieczności zawarcia ugody w celu uniknięcia skierowania sprawy na kosztowną drogę sądową – tłumaczy Obara. Podkreśla, że firma windykacyjna nie zaprzestała „nękania” mężczyzny, choć poinformował ją, że jest w bardzo złym stanie zdrowia, a każdy kontakt tylko pogarsza jego sytuację. Zażądał, jako pełnomocnik prawny Pszczoły, aby Ultimo SA wszelką korespondencję dotyczącą jego klienta kierowało do kancelarii. Niestety, nic to nie zmieniło. Nie pomogły wyjaśnienia, że dług już uległ przedawnieniu. Telefony dzwoniły (p. Leonard w końcu wyłączył aparat stacjonarny), a listy lądowały w jego skrzynce. „Windykację” zakończyła dopiero śmierć dłużnika. Rodzina Leonarda Pszczoły postanowiła szukać sprawiedliwości w prokuraturze. Mec. Lech Obara w imieniu córek pana Leonarda złożył w Prokuraturze Rejonowej Olsztyn-Północ zawiadomienie o popełnieniu m.in. stalkingu, czyli uporczywego nękania, które wywołuje u pokrzywdzonego poczucie zagrożenia. 

O wyjaśnienie „Codzienna” zwróciła się do Ultimo SA. „[…] złożenie zawiadomienia nie oznacza, że osoba lub osoby złamały prawo. To Prokuratura podejmie decyzję, czy zaistniała możliwość, iż popełniono przestępstwo i ewentualnie skieruje sprawę do sądu. Jeśli tak się stanie – sąd może orzec o winie lub niewinności konkretnych osób albo oddalić sprawę. Do tego momentu w Polsce obowiązuje zasada domniemania niewinności” – wyjaśnia Anna Woźniak, rzecznik prasowy spółki. 

Woźniak przekonuje, że pracownicy Ultimo SA prowadzili rozmowy telefoniczne z panem Pszczoł? zaledwie pi?? razy, z?tego dwukrotnie z?jego inicjatywy. ?W?tym kontek?cie ca?kowicie bezpodstawny jest zarzut, jakoby?my w?kontaktach z?klientem podejmowali dzia?ania nosz?ce znamiona stalkingu [?]. Dobitnie ?wiadczy o?tym fakt, i? przez blisko 1,5 roku obs?ugi zad?u?enia wykonali?my do Pana Pszczo?y jedynie trzy telefony? ? pisze rzeczniczka. Zapewnia, ?e ?ka?da rozmowa toczy?a si? w?spokojnej atmosferze zrozumienia, a?pracownicy Ultimo wykazywali si? doradcz? i?empatyczn? postaw?. Jeste?my przekonani, ?e dzia?ania te nie mog? by? uznane za pr?b? n?kania?.



ą zaledwie pięć razy, z tego dwukrotnie z jego inicjatywy. „W tym kontekście całkowicie bezpodstawny jest zarzut, jakobyśmy w kontaktach z klientem podejmowali działania noszące znamiona stalkingu […]. Dobitnie świadczy o tym fakt, iż przez blisko 1,5 roku obsługi zadłużenia wykonaliśmy do Pana Pszczoły jedynie trzy telefony” – pisze rzeczniczka. Zapewnia, że „każda rozmowa toczyła się w spokojnej atmosferze zrozumienia, a pracownicy Ultimo wykazywali się doradczą i empatyczną postawą. Jesteśmy przekonani, że działania te nie mogą być uznane za próbę nękania”.



Autor: Wojciech Kamiński