fot. Tomasz Adamowicz/Gazeta Polska

Nieudany spacer i inne kłopoty PO

FELIETON \ Przegląd tygodnia

numer 1795 - 08.08.2017Publicystyka

Wygląda na to, że po słabszym momencie do Prawa i Sprawiedliwości znów uśmiechnęło się w ostatnich dniach szczęście. Drugiej wizyty w prokuraturze Donald Tusk raczej nie uzna za udaną. Kolejne taśmy przypomniały Polakom arogancję ekipy PO, choć tym razem to bardziej komedia obyczajowa niż kryminał. 

Arogancję w pełnej krasie pokazała też prezydent Warszawy. Wreszcie – kilka wydarzeń i rocznic sprzyja ujawnieniu się tzw. partii niemieckiej, co również rządzącym, wbrew części krytyków, może pomóc. 

By obraz nie był zbyt idealny, trzeba jednak wspomnieć, że w związku z ostatnimi napiętymi relacjami rządu i Nowogrodzkiej z Pałacem Prezydenckim druga rocznica zaprzysiężenia ­Andrzeja Dudy nie ma dla PiS-u propagandowego potencjału.

Tłumów nie ma

Gdy Donald Tusk w prokuraturze stawiał się po raz pierwszy, był witany przez tłum na Dworcu Centralnym w Warszawie, z którego w towarzystwie zwolenników i partyjnych przyjaciół udał się na przesłuchanie. Nadgorliwym kolegom marzyło się powtórzenie tej wizerunkowej akcji, będące równocześnie zdyskontowaniem niedawnych protestów. Ponieważ ich uczestnicy chętnie określali się mianem spacerowiczów, politycy PO wezwali ich na jeszcze jeden spacer, tym razem w obronie Tuska i dla udzielenia mu mocnego duchowego wsparcia.

Platforma liczyła, że bez żadnej finezji przekształci falę demonstracji w obronie dotychczasowego kształtu sądownictwa, która opierała się na spontanicznym, apolitycznym i w dużym stopniu młodzieżowym zrywie, w zaplecze swojego dawnego lidera. Ta zagrywka, na poziomie prezentowanej przez najbardziej wulgarny platformerski profil na FB „Sok z buraka”, sprawiła, że plan nie wypalił. Na Rakowieckiej stawiło się więcej dziennikarzy niż fanów Tuska, nie zabrakło też jego przeciwników. Ze spektakularnego wiecu poparcia wyszła klapa.

Pani Hania wciąż się nie stawia

Dwa najwyższe stanowiska, jakie sprawują dziś ludzie Platformy, to „prezydent” Europy i prezydent (już bez cudzysłowu) Warszawy. Donald Tusk stawia się przed prokuraturą, dopóki wydaje mu się, że ma szansę obrócić te wyprawy do Polski na swoją korzyść i kreować się na ofiarę Prawa i Sprawiedliwości. Hanna Gronkiewicz-Waltz natomiast uparcie odmawia stanięcia przed komisją weryfikacyjną badającą warszawską reprywatyzację i pada ofiarą własnej, mocno już chyba zwietrzałej przebiegłości.

Gronkiewicz-Waltz nie uznaje komisji, równocześnie jednak wysyła do niej swoich prawników, hojnie opłacanych z pieniędzy podatników. I właśnie podatników chce obecnie obciążyć kosztami grzywien, którymi ukarała ją komisja. Mamy więc w jednym arogancję i chciwość – czy raczej zwykły brak przyzwoitości. Nakłada się na to dziwna wymowa pani prezydent na konferencji prasowej, sugerująca nie najlepszą dyspozycję wiceprzewodniczącej Platformy. Bo Hanna Gronkiewicz-Waltz, o czym nieraz zapominamy, nie poniosła dotąd żadnych konsekwencji również ze strony własnej partii, którą naraża na potężne straty wizerunkowe i ryzyko utraty władzy w warszawskim ratuszu.

Reparacje i niemiecki wpływ

Jeszcze w lipcu na łamach dziennika „Die Welt” ukazał się artykuł, w którym rektor Europejskiego Uniwersytetu Viadrina Alexander Wöll tłumaczy czytelnikom przyczyny braku zdecydowanej reakcji niemieckiego rządu na sprawy polskie. „Sytuacja jest całkowicie niezadowalająca. Jednak również ja radziłbym pani kanclerz, aby nie mówiła wprost. Zdecydowany komentarz płynący z Niemiec pomoże w Polsce tym, którym akurat nie chce się pomóc. To na pewno wzmocniłoby pozycję Jarosława Kaczyńskiego” – mówi Wöll, podkreślając równocześnie, że dla Niemców najlepszym przywódcą Polski byłby Donald Tusk. Aby jednak uniknąć ryzyka działań „Niemcom na złość”, pracę wykonać muszą instytucje społeczeństwa obywatelskiego. Jak wiemy, robią to na ogół bardzo chętnie.

Jednak większe poruszenie niż szczerość niemieckiego dziennika wywołała postawa telewizji ZDF. Stacja ta odmówiła wykonania wyroku wzywającego ją do przeproszenia za użycie terminu „polskie obozy zagłady”, motywując to rzekomym upolitycznieniem polskich sądów



zawartość zablokowana

Autor: Krzysztof Karnkowski


Pozostało 51% treści.

Chcesz przeczytać artykuł do końca? Wyślij SMS i wprowadź kod lub wykup prenumeratę i zaloguj się.

Dostęp do artykułu
wyślij sms o treści GP1 na numer 7155
koszt 1 zł (1,23 zł brutto)
Prenumerata
Mam dostęp
zaloguj się