​Coś przyjdzie. Albo miłość, albo wojna

TEATR \ „Ginczanka” Krzysztofa Popiołka to wystawiany w Teatrze Żydowskim w Warszawie monodram poświęcony poetce Zuzannie Ginczance. Jest to też próba przekształcenia spektaklu teatralnego w coś nowatorskiego. Nieudana próba. Opowieść skupiona jest wokół emocji polskiej pisarki żydowskiego pochodzenia. Choć aktorka Ewa Dąbrowska recytuje kilka wierszy Ginczanki, to nie jej twórczość jest motywem przewodnim spektaklu. Zresztą znika ona w momentami hałaśliwej, siermiężnej i zwyczajnie męczącej formie, jaką stworzył reżyser. W jego zamyśle było zapewne pokazanie buntu młodej kobiety, która ma świadomość nadchodzącej śmierci (Ginczanka została rozstrzelana w 1944 r. w wieku 27 lat) i która przed tym tragicznym losem desperacko próbuje się bronić. Jest więc w tym spektaklu dużo goryczy,
     

68%
pozostało do przeczytania: 32%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

Kup subskrypcję, aby mieć dostęp do wszystkich tekstów gpcodziennie.pl

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@gpcodziennie.pl

W tym numerze