fot Patryk Lubon / Gazeta Polska

Międzynarodowy Fundusz Wymuszeniowy

​EKONOMIA \ Dwa miliardy złotych w błoto

numer 1872 - 08.11.2017Publicystyka

Dwa miliardy złotych w ciągu ośmiu ostatnich lat kosztował nas dostęp do elastycznej linii kredytowej w MFW, z której nie skorzystaliśmy. Całe szczęście, bo doświadczenie innych krajów pokazuje, że od MFW lepiej niczego nie pożyczać.

W piątek 3 listopada oficjalnie poinformowano, że Polska zrezygnowała z elastycznej linii kredytowej w Międzynarodowym Funduszu Walutowym. W bieżącym roku wynosiła ona 9 mld dol., z których moglibyśmy skorzystać w formie pożyczki w razie ewentualnych kłopotów finansowych naszego kraju. Na nie się nie zanosi, wręcz przeciwnie, sytuacja budżetowa jest dobra, a deficyt na koniec roku będzie dużo niższy od zakładanego. Nic więc dziwnego, że Ministerstwo Finansów zrezygnowało z nieużywanego instrumentu, który w 2017 r. kosztował nas będzie 69 mln zł.

Nie wszystkim jednak ten, wydawałoby się, oczywisty krok się spodobał. Gazeta.pl obwieściła, że „Morawiecki dotrzymał słowa – Polska rezygnuje z dostępu do miliardów dolarów”. „Zabrzmiało prawie jak odrzucenie planu Marshalla” – celnie napisał mi na portalu społecznościowym jeden z czytelników. Prawda jest taka, że ani elastyczna linia kredytowa nie jest dobrym interesem, ani MFW nie jest organizacją charytatywną.

Przegniły filar

Międzynarodowy Fundusz Walutowy to jeden z filarów światowego porządku finansowego. Fundusz działa jako „pożyczkodawca ostatniej instancji”. Oznacza to, że MFW ratuje pożyczkami przechodzące kłopoty gospodarcze państwa, którym nikt już pożyczać nie chce lub które cierpią z powodu nagłego odpływu kapitału. Wydawałoby się, że to działanie zasługujące na pochwały, a MFW to dobrotliwy wujaszek, który zawsze jest gotów wyciągnąć pomocną dłoń. Za takiego wujaszka MFW bez wątpienia chce uchodzić, jednak z biegiem czasu staje się to trudniejsze, bo na świecie jest już coraz więcej krajów, którym fundusz „pomógł” – i które go za to serdecznie nienawidzą.

Kredyty z MFW są oczywiście oprocentowane, więc o żadnej bezinteresownej pomocy nie ma tu mowy. Odsetki wynoszą zwykle 4–6 proc. rocznie, nie odbiegają od stawek rynkowych. To samo w sobie nie stanowiłoby jeszcze problemu. Niestety, pożyczki z MFW obwarowane są zwykle oczekiwaniami „reform strukturalnych”. Bez ich wdrożenia kredytobiorca nie zobaczy obiecanych pieniędzy. Oczekiwane reformy zaś najczęściej nie są projektowane w interesie danego kraju i nie biorą pod uwagę jego specyfiki. Są przede wszystkim wyrazem wierności liberalnym dogmatom, które w spektakularny sposób nie sprawdziły się już dziesiątki razy. Są także wynikiem nacisków rynków finansowych, mających na MFW ogromny wpływ, które chciałyby w sposób komfortowy inwestować wszędzie, gdzie się da, najniższym kosztem, z najwyższym zyskiem i bez oglądania się na efekty społeczne.

Zaciskanie cudzego pasa

Najczęstszą strategią, jaką serwuje MFW swoim klientom, jest polityka austerity, czyli daleko posuniętych oszczędności budżetowych, osiąganych dzięki podwyżkom podatków pośrednich (tj. VAT) oraz cięciom wydatków publicznych, głównie na świadczenia społeczne. Taka polityka to najgorsze, co można zaproponować krajom w kryzysie, a przecież do MFW zgłaszają się właśnie takie kraje. Zmniejszanie wydatków publicznych oraz zwiększanie podatków od konsumpcji hamuje popyt, co pogłębia recesję. Natomiast cięcia w polityce społecznej uderzają w najuboższych, którzy i tak zawsze obrywają najbardziej na załamaniu gospodarki.

Mimo to MFW wymuszał taką politykę nawet na krajach, które tak bardzo oszczędności nie potrzebowały. Gdy Argentyna zgłosiła się po pomoc do MFW pod koniec lat 90., jej dług publiczny wynosił około jednej trzeciej PKB, a deficyt budżetowy 2 proc. PKB. Z takimi wskaźnikami zadłużenia byłaby prymusem w obecnej Unii Europejskiej. MFW jednak w zamian za wsparcie zażądał polityki „zero deficytu”



zawartość zablokowana

Autor: Piotr Wójcik


Pozostało 51% treści.

Chcesz przeczytać artykuł do końca? Wyślij SMS i wprowadź kod lub wykup prenumeratę i zaloguj się.

Dostęp do artykułu
wyślij sms o treści GP1 na numer 7155
koszt 1 zł (1,23 zł brutto)
Prenumerata
Mam dostęp
zaloguj się