Cyfrowa rewolucja na jedno kliknięcie

fot. Adobe Stock
fot. Adobe Stock

Technologia i finanse \ Jak zmienią się nasze portfele i podejście do konsumpcji po pandemii COVID-19? 

Pandemia koronawiusa wywołała istne trzęsienie ziemi w świecie finansów. Nie chodzi tylko o zachowania inwestorów i ryzyko odczucia negatywnych skutków globalnego kryzysu ekonomicznego, ale o prywatne portfele. Konsumenci dość szybko musieli zaadaptować się do nowych warunków, co z kolei wpłynęło na znaczne przyspieszenie zmian nawyków zakupowych i zachowań rynkowych. Modyfikacje, które z reguły ciągnęłyby się latami, zachodziły praktycznie w ciągu zaledwie kilku miesięcy. Nie da się ukryć, że największe korzyści z takiego stanu rzeczy czerpał cały sektor e-commerce, który bezapelacyjnie można ogłosić największym beneficjentem pandemii.

Tempo rozwoju znacząco przyspieszyło, a długofalowe perspektywy są niezwykle obiecujące. Co więcej, sami konsumenci wyrażają coraz większe zainteresowanie innowacyjnymi rozwiązaniami zakupowymi i zwracają większą uwagę na bezpieczeństwo i szybkość samych transakcji. Przekłada się to z kolei na zmiany zachodzące w naszych portfelach. Już teraz możemy zaobserwować trendy, wskazujące na rosnącą popularność płatności bezgotówkowych i ułatwiających to aplikacji mobilnych. A to niejedyne nowości. Ekonomiczni futurolodzy coraz śmielej stawiają tezę, zgodnie z którą w nie tak odległej przyszłości banknoty i monety mogą zniknąć z obiegu i… miliardów portfeli. Co je zastąpi?

Na przestrzeni ostatnich lat obserwowaliśmy spore zmiany na rynku zakupowym. Rozwój e-commerce, czyli całego sektora handlu i sprzedaży internetowej, doprowadził do gruntownego przewartościowania całego systemu zasad, trendów i przyzwyczajeń obowiązujących w handlu tradycyjnym. Na pierwszą linię wysunęły się smartfony, które od lat nie są już tylko modnym, technologicznym gadżetem, a wręcz koniecznością. To w nich coraz częściej kryją się portfele, notesy z notatkami, kalendarze z terminami spotkań, służbowa i prywatna poczta e-mail oraz (a może przede wszystkim) aplikacje. Ich rolą jest ułatwianie codziennego funkcjonowania w sferze e-commerce oraz znaczna oszczędność czasu. Wystarczy zaledwie kilka kliknięć, aby zrobić zakupy. Bez stania w kolejkach i biegania między sklepowymi regałami. W dodatku klientów kuszą różnego rodzaju programy lojalnościowe oraz spersonalizowane oferty specjalne. Doskonałym przykładem wyjaśniającym globalny fenomen e-commerce jest chociażby branża spożywcza. Dzięki zastosowaniu odpowiednich algorytmów i aplikacji możliwe jest subskrybowanie cyklicznie powtarzających się zamówień, dzięki czemu konsumenci ze stałą regularnością mogą otrzymywać dostawy świeżych produktów bez konieczności powtarzania zamówienia czy nawet wizyty w sklepie. Najciekawsze w tym wszystkim jest to, że klient poza ułatwieniem w robieniu codziennych zakupów może także wybrać preferowany sposób płatności (gotówka, szybki przelew, karta, płatność telefonem, blikiem, a także opcja płatności przy odbiorze). Pokazuje to, jak bardzo na przestrzeni ostatniej dekady zmieniły się nasze portfele i sposób zarządzania domowymi finansami. Sporą część tych procesów znacząco przyspieszyła jednak pandemia koronawirusa.

Pandemia odcisnęła swoje piętno na naszych portfelach.
Bilans zysków i strat

Badania nastrojów konsumenckich realizowane w czasie pandemii pozwalają wyciągnąć wnioski, że spory odsetek Polaków (w ostatnim kwartale nawet 40 proc. ankietowanych) zamierza ograniczyć swoje plany zakupowe i zminimalizować wydatki. Z czego rezygnują konsumenci? Przeważnie są to słodycze, przekąski oraz… odzież. Jednocześnie Polacy deklarują redukcję wydatków z domowego budżetu o 15–20 proc. Takie zestawienie raczej nie powinno dziwić. Wydaje się naturalne, że konsumenci podejmują decyzję o rezygnowaniu w pierwszej kolejności z tych produktów, towarów i usług, które ich zdaniem nie są im niezbędne do codziennego funkcjonowania i bez których są w stanie się obyć. To tłumaczy potrzebę rezygnacji z wydawania pieniędzy na słodycze i przekąski. Kwestia odzieży również jest dość łatwa do wyjaśnienia. Oszczędności w tym zakresie mają swoje podłoże w sporych ograniczeniach mobilności i spotkań ze znajomymi oraz rodziną. Nowe ubrania w czasie pandemii wielu osobom okazały się po prostu niepotrzebne. Spore znaczenie odgrywa tu kwestia niepewności, związana z dalszym rozwojem sytuacji pandemicznej. Ostatnie miesiące wnoszą jednak nieco więcej optymizmu.

Z cyklicznego badania opinii publicznej, przeprowadzonego przez UCE RESEARCH dla Grupy AdRetail i Hiper-Com Poland, wynika, że w II kwartale 2021 r. 40 proc. Polaków planuje ograniczyć wydatki na zakupy. Natomiast w pierwszych trzech miesiącach tego roku cięcia wydatków zapowiadało 44,8 proc. ankietowanych. Bez wątpienia spory wpływ na te wahania nastrojów konsumenckich ma coraz większy odsetek zaszczepionych osób oraz kolejne zapowiedzi i decyzje dotyczące łagodzenia obostrzeń i pandemicznych restrykcji.

fot. Adobe Stock

Warto zwrócić uwagę, że to właśnie w ścisłym związku z restrykcjami pozostaje cała gałąź sprzedaży detalicznej. W zależności od zaostrzania lub luzowania obostrzeń cały sektor chwilowo zamiera lub odżywa.

Nie ma co się oszukiwać – pandemia odcisnęła na portfelach Polaków swoje piętno. Z dotychczasowych deklaracji konsumentów wynika, że jednym z najważniejszych powodów ograniczenia wydatków są rosnące ceny. Twierdzi tak 32,1 proc. respondentów, a w pierwszym kwartale 2021 r. uważało tak 38,7 proc. ankietowanych. Sporo osób obawia się również pogorszenia sytuacji gospodarczej, braku oszczędności oraz utraty pracy. Analitycy śledzący nastroje konsumenckie zwracają także uwagę, że Polacy w dobie pandemii znacznie bardziej niż jej obawiają się o zdrowie swoje i swoich bliskich.

Pandemia to pierwszy od czasów globalnego kryzysu finansowego z 2008 r. okres, w którym na tak dużą skalę nad poszczególnymi branżami wisi widmo masowych zwolnień. Co prawda w wielu sektorach gospodarki proces ten udało się zredukować lub spowolnić dzięki tarczom antykryzysowym PFR, nie zmienia to jednak faktu, że pracownicy w wielu firmach obawiają się redukcji etatów w nieodległej przyszłości.

Zasadna zatem wydaje się skłonność do szukania największych oszczędności przez konsumentów, którzy sami zostali doświadczeni przez COVID-19 lub w czasie pandemii narażeni byli na utratę lub spore organicznie dochodów.

Niezwykle ciekawie wygląda jednak zestawienie dotyczące planowanych ograniczeń wydatków na różnego rodzaju używki, kosmetyki i gadżety. Wśród Polaków, którzy zamierzają zredukować swoje wydatki, 12,6 proc. zamierza oszczędzać na alkoholach, a 10,2 proc. osób w tej grupie oszczędności poszuka w ograniczeniu kupna papierosów. Na kolejnych miejscach zestawienia plasują się kosmetyki – na nich zaoszczędzić planuje 8,3 proc. respondentów, sprzęty RTV i AGD – w tym zakresie ograniczenie wydatków planuje 6,9 proc. ankietowanych, oraz art. budowlano-remontowe – 3,8 proc. osób planuje oszczędzać właśnie na nich. Analiza tych danych wskazuje, że cały czas utrzymuje się trend dbania o zdrowie. Z niego natomiast wynika większa skłonność do szukania oszczędności w ograniczeniu wydatków na alkohol i papierosy.

Nieco inną perspektywę na kwestię oszczędzania i ograniczania domowych wydatków rzuca badanie zrealizowane przez IQS na zlecenie Gumtree Polska na temat zachowań ekologicznych Polaków. Wynika z niego, że pomimo wzrostu cen wywozu śmieci (w Polsce drugi rok z rzędu usługa ta drożeje najszybciej w Europie), wciąż na potęgę generujemy odpady. Próba oszacowania, jakiej wartości produkty trafiają z domów Polaków do kosza, daje do myślenia. Okazało się, że przeciętny Kowalski miesięcznie wyrzuca do śmieci artykuły spożywcze o wartości 104,10 zł. W perspektywie całego kraju daje to zatrważającą liczbę – dorośli Polacy marnują 3,279 mld zł co miesiąc.

W obliczu daleko idących zmian w zachowaniach konsumenckich zasadne jest jednak postawienie pytania: co jeszcze się zmieni po pandemii? Odpowiedź nasuwają wyniki badania „Co (u)gryzie e-commerce?”, realizowanego przez Mobile Institute i Izbę Gospodarki Elektronicznej na grupie ponad 2,7 tys. internautów. Okazuje się bowiem, że już 60 proc. respondentów deklaruje, że regularnie robi zakupy przez internet, a 35 proc. kupuje w ten właśnie sposób przynajmniej raz w tygodniu. Dość intrygująco wygląda także zestawienie w odniesieniu do przywołanych wcześniej planów ograniczania wydatków w ramach domowych budżetów. Okazuje się bowiem, że 51 proc. konsumentów przyznało, że zwiększyło wydatki na zakupy w internecie i zaczęło kupować produkty oraz usługi w ten sposób właśnie wskutek pandemii. Ponadto grupa 19 proc. ankietowanych zapowiada zwiększenie wydatków na zakupy online w ciągu całego 2021 r.

W tym miejscu warto podkreślić, że w dobie pandemii to właśnie sektor e-commerce stanowił dla wielu przedsiębiorców, a także samych konsumentów szansę na utrzymanie ciągłości łańcucha dostaw i zaopatrzenia oraz możliwość robienia zakupów nawet w czasie najbardziej restrykcyjnych obostrzeń. Nic więc dziwnego, że to właśnie w sprzedaży internetowej upatruje się szansy na odbicie gospodarki w okresie postpandemicznym. Potwierdzają to statystyki: wartość rynku sprzedaży online do konsumentów przekroczyła na koniec 2020 r. 100 mld zł. Trzeba przyznać, że te dane napawają optymizmem, jednak także i w przypadku e-commerce
sporo jest niewiadomych. Przede wszystkim analitycy zastanawiają się, czy po pandemii konsumenci faktycznie zostaną przy tej formie robienia zakupów i mając do wyboru sklepy tradycyjne oraz online, nie wrócą do starych trendów zakupowych. Już teraz różnego rodzaju problemy i niedociągnięcia sektora zakupów online zgłasza 88 proc. e-klientów.

Co najbardziej przeszkadza Polakom w zakupach internetowych? Przede wszystkim wskazują na brak możliwości wyboru preferowanej metody płatności lub ograniczenie możliwości wyboru do minimum. Szczególnie doskwierają konsumentom długie terminy dostaw. Był to spory problem zwłaszcza w pierwszych miesiącach pandemii, kiedy na zwykłe, codzienne zakupy spożywcze z dostawą do domu trzeba było czekać kilka-kilkanaście dni – ponieważ tak duże było zainteresowanie usługą. Klientom sklepów internetowych nie podoba się także: mała dostępność produktów, wyższe ceny, np. na elektronikę, oraz pozorne promocje, gdzie ceny są sztucznie zawyżane, żeby następnie np. przy okazji Black Friday, czy wyprzedaży sezonowych, znów je obniżyć. Konsumenci, którzy dość szybko zaczęli to dostrzegać, po prostu czują się oszukani. To jeszcze nie wszystko. Aż 76 proc. badanych przyznaje, że gdy napotyka na problemy w czasie zakupów w sklepie internetowym, jest w stanie z nich zrezygnować. Oznacza to zatem, że w zasadzie wystarczy jeden błąd i jedna negatywna interakcja ze sklepem, aby klient zrezygnował z finalizacji transakcji i skierował swoje kroki w inne miejsce.

W kontekście bilansu zysków i strat w dobie pandemii warto zastanowić się także nad tym, jakie działania w internecie podejmowali nowi klienci e-commerce, którzy dotąd swój budżet wydawali w znacznym stopniu w sklepach stacjonarnych. Początkowo stawiano tezę, że konsumenci wchodzący dopiero na rynek sprzedaży online w pierwszej kolejności zainteresują się ofertami sklepów, w których dotąd robili zakupy, jeśli dana marka posiadała swój e-sklep. Tymczasem okazuje się, że postąpiło tak jedynie 21 proc. konsumentów, a aż 36 proc. wybrało oferty specjalistycznych e-sklepów z ofertami opracowanymi specjalnie dla poszczególnej kategorii: elektronika, sport, hobby itp. Co czwarty nowy e-klient zdecydował się natomiast na kupowanie za pośrednictwem największych i najpopularniejszych w Polsce platform e-zakupowych, które gwarantowały nie tylko duży wybór dostępnego asortymentu, ale także bezpieczeństwo zakupów i rzetelne recenzje innych kupujących.

W tym kontekście w pewien sposób zdumiewające jest, że aż 80 proc. internautów nieregularnie kupujących online i odpowiednio 67 proc. osób deklarujących regularne zakupy w sieci twierdzi jednoznacznie, że nie wyobraża sobie długofalowo robienia zakupów wyłącznie w internecie.

W przeciwieństwie do zakupów w tradycyjnych sklepach kupowanie online daje możliwość stałej kontroli nad zaangażowaniem i zadowoleniem konsumentów. Okazuje się, że w tym aspekcie jest jeszcze wiele do zrobienia. 17 proc. internautów i ponad 30 proc. zdeklarowanych e-kupujących przyznaje, że zdarzyło im się podczas zakupów w sieci coś, co zdenerwowało ich do tego stopnia, że przerwali zakup.

Okazuje się, że sporym problemem jest np. prezentacja produktów. Problem dostrzega tu 77 proc. internautów. Przede wszystkim chodzi o kwestię kiepskiej jakości zdjęć, braku zdjęć 360° i wideo produktowego, niewystarczających opisów i braku opcji sprawdzenia dostępności produktów w sklepach stacjonarnych. Niewidoczna jest też często, zdaniem konsumentów, informacja o tym, że produkt będzie dostarczany z zagranicy, np. Chin. Dość kiepsko oceniane są także funkcjonalności e-sklepów, takie jak opcja porównywania ofert oraz wyszukiwania i filtrowania zaawansowanego. Klienci e-sklepów narzekają także na utrudniony kontakt ze sprzedawcami, a właściwie jego brak lub ograniczenie kontaktu do „rozmowy” z automatem lub chatbotem. Obecnie aż 57 proc. internautów twierdzi, że ma problem z takim sposobem komunikacji ze sprzedawcą. Warto też zwrócić uwagę, że wielu konsumentów frustruje aspekt płatności w e-sklepach. Jako duży błąd postrzegany jest brak opcji płacenia popularnym BLIK-iem oraz niezapamiętywanie preferowanej przez klienta formy płatności.

Aby skorzystać z rosnącego w czasie pandemii zainteresowania klientów e-sprzedażą i zagwarantować temu sektorowi długofalową stabilność na rynku, należy wsłuchać się w opinie samych głównych zainteresowanych. Tymczasem badania zachowań konsumenckich wskazują, że e-kupujący planują w domowych budżetach swoje zakupy w ujęciu miesięcznym dwukrotnie częściej niż przeciętny konsument. Oznacza to z kolei, że pojawiło się prawdziwe pole do popisu w segmencie zakupów powtarzalnych i planowanych z dużym wyprzedzeniem. Spośród badanej grupy internautów (nieregularnie kupujących online), co 3. osoba wyraża zainteresowanie tym, żeby to właśnie e-sklep przypomniał o zakupie, stworzył listę zakupową i jedynie poprosił o jej zatwierdzenie jednym kliknięciem. Taka opcja interesuje też 50 proc. zdeklarowanych e-kupujących, regularnie korzystających z usług sprzedaży online. Co ciekawe, aż 49 proc. z nich chciałoby, aby również to ostatnie kliknięcie dokonało się automatycznie. 34 proc. osób chciałoby traktowania vipowskiego, jeśli ich wydatki tak ich zaklasyfikują. Przez indywidualne traktowanie rozumieją nie tylko wcześniejszy dostęp do ofert i kolekcji oraz szybsze dostawy, lecz także własnego doradcę wspierającego ich w procesie zakupowym. 48 proc. internautów nieregularnie kupujących online i 68 proc. zadeklarowanych e-kupujących marzy też o systemie bądź aplikacji, które – opierając się na ich liście zakupowej – pokazywałyby im optymalne miejsce zakupu danego produktu. 46 proc. internautów i 64 proc. e-kupujących chętnie skorzystałoby z opcji zakupów w czasie rzeczywistym na podstawie wideo, gdzie sprzedawca lub klient pokazuje na sobie lub w swoim mieszkaniu dany produkt (tzw. live commerce). Nie spadło też, mimo pandemii, zainteresowanie opcją wygodnego sczytywania informacji z ulotek i etykiet podczas wizyty w sklepach stacjonarnych celem dokonania optymalnego zakupu w internecie. Takie rozwiązanie mogłoby skłonić do zakupu online 54 proc. konsumentów i 76 proc. e-klientów odwiedzających sklepy stacjonarne.

Z raportu firmy doradczej Deloitte „Koniec ery dwóch światów. Wpływ narzędzi cyfrowych na zakupy Polaków” wynika, że wskaźnik tzw. wpływu cyfrowego w naszym kraju kształtuje się na poziomie 60 proc. Oznacza to, że konsumenci korzystają z urządzeń elektronicznych podczas niemal dwóch na trzy wizyty w sklepie. Wskaźnik ten jest niemal o 2 proc. wyższy w przypadku pokolenia Z czy milenialsów niż w przypadku osób starszych. Wskaźnik, o którym mowa, pozwala obliczyć między innymi odsetek wizyt konsumentów w placówkach stacjonarnych pod wpływem użycia m.in. laptopa, tabletu, smartfona oraz urządzeń do płatności elektronicznych w sklepie.

Jeśli chodzi o bilans zysków i strat w czasie pandemii COVID-19, bez wątpienia poza branżą eventową i gastronomiczną, bardzo poważnie ucierpiał cały sektor świadczący usługi, które funkcjonują w oparciu o aplikacje mobilne, jak car sharing, bike sharing oraz hulajnogi elektryczne. Ten segment liczy w Polsce już 3 mln zarejestrowanych użytkowników, jednak zdecydowanie największym zainteresowaniem Polaków cieszy się bankowość mobilna, która generuje obecnie zasięg na poziomie ponad 12 mln korzystających. Aplikacje, które z założenia opierają się na mobilności, w czasach pandemii stanęły jednak przed zupełnie nowymi wyzwaniami. Z dostępnych statystyk, uwzględniających okres od pierwszych miesięcy pandemii do czerwca 2021 r., wynika, że zdecydowanie najwięcej na COVID-19 stracił car sharing. Trend, który w 2019 r. nabierał prawdziwego rozmachu, został niemal całkowicie zablokowany. Odbudowa jego potencjału wymagać będzie teraz wieloletniej strategii i wdrożenia planów ratunkowych. Dane z aplikacji Moovit, poświęcone największym miastom w Europie, wskazały, że biznesowe załamanie nastąpiło w okresie marzec–kwiecień. W takich miastach jak Madryt, Rzym czy Paryż odnotowano spadek na poziomie 70–90 proc. Z kolei firma badawcza Frost&Sullivan jeszcze pod koniec 2019 r. wyceniła wartość światowego sektora car sharingu na ok. 5 mld dol. Z powodu pandemii szacunki te dość szybko zweryfikowano i obniżono do kwoty poniżej 4 mld dol., a prognozy wskazują, że wartość bazową uda się ponownie osiągnąć najwcześniej w 2022 r. Koronawirus sprawił, że chwilowo zmniejszyło się zainteresowanie hulajnogami elektrycznymi czy rowerami na wynajem. Większość dużych firm w najbardziej newralgicznym okresie zdecydowała się zawiesić działalność, a popyt na usługi mógł spaść nawet o 90 proc.

Zachowania konsumentów w czasie pandemii koronawirusa ulegały i nadal ulegają diametralnym zmianom. Zgodnie z raportem Nielsena konsumenci w dłuższej perspektywie czasowej najchętniej robią zakupy spożywcze w tych sklepach, które już znają, i choć dostępny tam asortyment jest co prawda podstawowy, znacząco zmieniło się postrzeganie zakupów online jako całości. Nie jest żadną tajemnicą, że także dzięki pandemii e-commerce rośnie w skali globalnej w niezwykle szybkim tempie, jednak w Polsce takie rozwiązania nadal mimo wszystko wywołują jeszcze sporo sceptycyzmu wśród konsumentów. Jest to spowodowane wieloletnimi przyzwyczajeniami, a często także brakiem świadomości i rozpoznawalności tego typu usług, ale także stanowi efekt ograniczonego zaufania do tego rodzaju handlu, zwłaszcza w kontekście dostaw żywności i jakości tak dostarczanych produktów. Nie zmienia to jednak faktu, że biorąc pod uwagę perspektywę nieodległej przyszłości, warto mieć na uwadze nową generację klientów, dla których internet nie stanowi jedynie źródła wiedzy, lecz w znacznym stopniu umożliwia optymalizację czasu i zautomatyzowanie pewnych codziennych procesów.

fot. Adobe Stock

Długofalowe działania antykryzysowe

Pandemia koronawirusa w znaczący sposób wpłynęła nie tylko na przedsiębiorców i portfele konsumentów, lecz także na cały sektor bankowy. Zgodnie z publikowanymi co kwartał analizami Narodowego Banku Polskiego na temat sytuacji na rynku kredytowym okazuje się, że największe zmiany mogliśmy zaobserwować w IV kwartale 2020 r., kiedy to banki jedynie w niewielkim stopniu zmieniły poziom restrykcyjności kryteriów udzielania kredytów dla sektora niefinansowego i dodatkowo zaostrzyły pewne warunki w odniesieniu do kredytów dla przedsiębiorstw.

W IV kwartale 2020 r. ankietowane banki utrzymały dotychczasowe kryteria udzielania kredytów dla dużych przedsiębiorstw oraz nieznacznie złagodziły je wobec sektora małych i średnich przedsiębiorstw (MSP). Jednocześnie zaostrzone zostały warunki udzielania kredytów, w tym marża kredytowa i wymogi dotyczące zabezpieczenia. Banki odnotowały dalszy spadek zgłaszanego przez przedsiębiorstwa popytu na kredyty, zwłaszcza z sektora MSP, na co wpływ miał spadek zapotrzebowania na finansowanie majątku trwałego i obrotowego, a w przeciwnym kierunku oddziaływał wzrost zapotrzebowania na finasowanie restrukturyzacji.

Zgodnie z zapowiedziami z października 2020 r. banki nieznacznie złagodziły kryteria udzielania kredytów mieszkaniowych, ale jednocześnie podniosły marżę kredytową i marżę dla kredytów obarczonych wyższym ryzykiem. Co ciekawe, w IV kwartale 2020 r. banki zaobserwowały niewielki spadek popytu na kredyty mieszkaniowe. W tym czasie odnotowano też pierwszą od I kwartału 2019 r. dużą zmianę – banki zdecydowały o złagodzeniu kryteriów udzielania kredytów konsumpcyjnych, przy jednoczesnym zachowaniu dużej różnorodności polityki kredytowej poszczególnych podmiotów. Zwiększona została maksymalna kwota, o którą mogli wnioskować kredytobiorcy, ale także podniesiona została marża kredytowa. Obserwowany w sektorze bankowym spadek popytu na produkty kredytowe analitycy tłumaczyli następstwami pojawienia się kolejnej fali pandemii COVID-19 i trudno się z tym uzasadnieniem nie zgodzić. Zwłaszcza gdy już w roku 2021 mogliśmy obserwować pierwsze działania zmierzające w kierunku łagodzenia kryteriów udzielania kredytów mieszkaniowych oraz tych dla sektora małych i średnich przedsiębiorstw. Jednocześnie banki nadal zaostrzają lub utrzymują na dotychczasowym poziomie politykę kredytową stosowaną wobec dużych przedsiębiorstw. Jednocześnie cała branża prognozuje wzrost popytu na produkty kredytowe, z wyjątkiem kredytów długoterminowych dla dużych przedsiębiorstw.

Zdecydowanie wpływ na zmiany polityki banków w kwestii kryteriów udzielania kredytów miały kolejne fale pandemii i istotne ograniczenia w prowadzeniu działalności gospodarczej. Sytuacji nie poprawiało realne widmo pogorszenia stanu gospodarki zarówno w kraju, jak i w skali globalnej. Taki stan rzeczy spowodował, że wielu analityków i ekonomistów musiało dość szybko zweryfikować w IV kwartale 2020 r. swoje dość optymistyczne przewidywania na najbliższe miesiące. Po pierwszym półroczu 2021 r. sektor bankowy znów zaczyna jednak z optymizmem patrzeć w przyszłość.

Obiecujące perspektywy nie oznaczają jednak, że nie obyło się bez większych zmian w całym sektorze finansowym. Dość szybko stało się jasne, że pandemia jest bezpośrednim zagrożeniem nie tylko dla zdrowia pracowników, ale również zwiększa ryzyko finansowe oraz destabilizuje rynki kapitałowe. Równolegle z obserwowanymi dynamicznymi zmianami zachodzącymi w życiu społeczno-gospodarczym można dostrzec również zupełnie nowe wyzwania, przed którymi stoi cały sektor bankowy. W tym przypadku, podobnie jak w przypadku handlu, odnotować należy odejście od kanałów tradycyjnych. W dobie pandemii zmiany, wraz z przyspieszeniem cyfrowej rewolucji, zasadniczo zachodziły na wielu płaszczyznach. Chociażby obawy dotyczące higieny wpłynęły na drastyczny spadek korzystania z fizycznej gotówki. Za najwyższy priorytet uznano natomiast zachowanie odporności operacyjnej oraz implementację najwyższych standardów bezpieczeństwa w zakresie realizacji usług płatniczych. W tym kontekście można stwierdzić, że pandemia przyczyniła się do usprawnienia i znacznego przyspieszenia we wdrożeniu procesów, które wcześniej rozciągnęłyby się zapewne na całe lata. Innowacyjne łączenie rozwiązań technologicznych z finansowymi stało się w dość krótkim czasie standardem.

Okazję błyskawicznie wyczuły fintechy – czyli młode firmy, które stanowią alternatywę dla tradycyjnych banków dzięki umiejętnemu łączeniu nowych pomysłów biznesowych z innowacjami i nowymi technologiami. To właśnie one w dużym stopniu wymusiły szereg zmian także u dużych graczy w sektorze bankowym. Przykładem może być chociażby wsparcie oferty pożyczkowej zaawansowanym technologicznie procesem analitycznym, wykorzystującym zarówno analizę behawioralną, modelowanie ryzyka, big data, jak i algorytmy uczenia maszynowego.

Ponadto analitycy zwracają uwagę, że przez to, iż pandemia znacząco wpłynęła na spadek popularności narzędzi pożyczkowych, wymagana jest zmiana podejścia sektora bankowego i finansowego do konsumentów. Ci ostatni coraz chętniej korzystają z transakcji bezgotówkowych, a także nie obawiają się sprawdzania nowych rozwiązań, jak chociażby stale zyskujący na popularności system odroczonych płatności.

Nie ulega wątpliwości, że pandemia stanowi także poważne wyzwanie dla stabilności polskiego pieniądza, dlatego w celu minimalizacji jej negatywnych skutków konieczne było szybkie reagowanie na zmieniającą się sytuację na światowych rynkach finansowych. Jeśli chodzi o reakcje polityki fiskalnej, już od pierwszej fali pandemii obserwujemy, że działania podejmowane w tej kwestii były zdecydowane i szybkie. Poza rozwiązaniami wdrażanymi od pierwszych miesięcy pandemii stopniowo wprowadzano także kolejne programy pomocowe, takie jak gwarancje kredytowe i mikropożyczki dla przedsiębiorców o łącznej wartości 74 mld zł (równowartość 3,3 PKB). Poza tym Polski Fundusz Rozwoju w formie Tarczy Finansowej tylko do grudnia 2020 r. przekazał subwencje dla mikro-, małych oraz średnich przedsiębiorstw na łączną kwotę sięgającą 71 mld zł.

„Programy te wywarły silny, korzystny wpływ na polską gospodarkę. Wzrost gospodarczy przyspieszył w ostatnim kwartale 2020 r., stopa bezrobocia przez cały ubiegły rok była stabilna i stosunkowo niska, nie zanotowano też znacznego wzrostu stopy ubóstwa. Spodziewamy się, że po powrocie polskiej gospodarki na ścieżkę wzrostu w 2021 i 2022 r. stopa ubóstwa zacznie się zmniejszać” – tłumaczy Asli Demirgüç-Kunt, główna ekonomistka Banku Światowego na Region Europy i Azji Centralnej w rozmowie z serwisem Obserwator Finansowy.

Ekspertka jednak nie tylko chwali reakcję Narodowego Banku Polskiego na zagrożenie płynące z pandemii, ale wskazuje także wyzwania, z którymi nasz kraj będzie musiał zmierzyć się w najbliższej przyszłości. Asli Demirgüç-Kunt stwierdza, że powodzenie odbicia polskiej gospodarki jest w znacznym stopniu uzależnione od realizacji pakietu reform. Brak konkretnej, a przede wszystkim długofalowej strategii w konsekwencji mógłby doprowadzić do sytuacji, w której negatywny wpływ pandemii na wzrost gospodarczy Polski byłby odczuwalny nad Wisłą jeszcze przez najbliższą dekadę.

Odnosząc się natomiast do działań podejmowanych przez banki centralne w różnych krajach Europy, główna ekonomistka Banku Światowego nie ukrywa, że pandemia wywołała szok gospodarczy i finansowy na wielu rynkach nie tylko w Europie, ale i na świecie. Z tego względu w wielu krajach szukano rozwiązań mających zminimalizować potencjalne straty. Banki centralne obniżały na przykład krótkoterminowe stopy procentowe do minimalnego poziomu. Ze statystyk wynika, że w zasadzie w co trzeciej rozwiniętej gospodarce europejskiej i środkowo-azjatyckiej zapadały decyzje o obniżeniu stóp procentowych do zera lub poniżej zera. W Polsce, tak jak w 90 proc. tego typu gospodarek, stopy procentowe obniżono do poziomu poniżej 1 proc. Zdaniem Asli Demirgüç-Kunt to właśnie ta zdecydowana reakcja w znacznym stopniu pozwoliła w ograniczeniu szkód gospodarczych wywołanych pandemią. Zwraca ona bowiem uwagę, że w perspektywie krótkoterminowej, zważywszy na drugą i trzecią falę pandemii, niezwykle istotne jest zapewnienie odpowiedniej płynności w gospodarce.

Finansowa wizja przyszłości. Ja oszczędzam, ty oszczędzasz, oni inwestują…

Dosyć niepokojące są jednak badania opinii publicznej Kantar, przeprowadzone dla serwisu RodzinneInwestycje.pl. Pokazują bowiem duży rozdźwięk pomiędzy świadomością a zachowaniami w kontekście inwestowania pieniędzy i ich oszczędzania. Jakie zatem formy inwestycji uważają Polacy za najlepsze, niezależnie od sytuacji gospodarczej? Czy w ogóle Polacy są skłonni inwestować? Z badania przeprowadzanego na grupie 1000 Polaków w wieku powyżej 25 lat wynika, że respondenci najchętniej zainwestowaliby w grunty, ale tego nie robią. Dlaczego zatem w pierwszej kolejności decydują się na inne, często tradycyjne formy oszczędzania?

Przyjrzyjmy się bliżej wynikom badania. Grunty są, według ankietowanych, najkorzystniejszym i najbezpieczniejszym sposobem lokowania kapitału, zarówno w czasach gospodarczej niepewności, z którą obecnie się zmagamy, jak i podczas względnej „ekonomicznej stabilizacji”. W pierwszym przypadku ankietowani, poproszeni o wybranie maksymalnie trzech odpowiedzi, najczęściej (59 proc.) wymieniali właśnie nieruchomości gruntowe. 52 proc. ankietowanych wskazało mieszkania, domy i lokale usługowe, czyli nieruchomości użytkowe. W złoto i inne kruszce zainwestowałoby 37 proc. ankietowanych, a 16 proc. w inne wartościowe przedmioty. Pozostałe opcje wybrało mniej niż 10 proc. respondentów.

Co ciekawe, 75 proc. respondentów jest zdania, że inwestowanie w ziemię jest bezpieczną metodą lokowania pieniędzy. Ponadto niemal dwie trzecie ankietowanych (64 proc.) deklaruje posiadanie szeroko rozumianych oszczędności. Brak jakichkolwiek oszczędności deklaruje natomiast 30 proc. ankietowanych. Już na tym przykładzie widać, że to dość proste badanie uwydatniło istotne rozbieżności pomiędzy produktami inwestycyjnymi, wskazywanymi przez Polaków jako najkorzystniejsze, a ich faktycznymi decyzjami i wyborami, jeśli chodzi o oszczędzanie i inwestowanie pieniędzy. Pomimo deklaracji respondentów w praktyce wciąż najpopularniejszym sposobem przechowywania środków są produkty bankowe – 44  proc. trzyma pieniądze na lokatach, 38  proc. na zwykłych rachunkach w banku. Posiadanie nieruchomości gruntowych zadeklarował zaledwie co piąty badany (22 proc.) i znalazły się one na czwartym miejscu, za nieruchomościami użytkowymi (27 proc.).

Jeśli się nad tym dłużej zastanowić, te pozornie zaskakujące rozbieżności nie powinny dziwić. Należy bowiem pamiętać, że ostatecznie o wyborze formy oszczędzania oraz inwestowania decyduje szereg czynników: bezpieczeństwo, płynność, zysk, dostępność, świadomość czy wiedza. Oznacza to, że najczęściej rezygnujemy z najkorzystniejszych rozwiązań na rzecz tych, które dobrze znamy. Tymczasem rozwiązania i produkty finansowe, wybierane przez Polaków jako bezpieczne, wbrew pozorom wcale nie są najlepszym rozwiązaniem dla naszego portfela. Choć badania opinii pokazują, że jako społeczeństwo jesteśmy tego świadomi, nadal uporczywie bronimy się przed zaryzykowaniem i skorzystaniem z nowych, może nieco bardziej ryzykownych, lecz finansowo znacznie korzystniejszych opcji.

Nie da się jednak ukryć, że cały ubiegły rok drastycznie wpłynął na zmiany naszego stosunku do pieniędzy i całego naszego otoczenia. Tam, gdzie w grę wchodzi zarządzanie osobistymi finansami, ludzie dużo bardziej niż sobie ufają wspieranym przez sztuczną inteligencję botom. Takie wnioski płyną z najnowszego raportu opracowanego przez firmę Oracle. O preferencje finansowe zapytano ponad 9 tys. konsumentów i przedstawicieli biznesu z 14 krajów. Wyniki naprawdę dają do myślenia.

W odniesieniu do skali globalnej pandemia znacznie zwiększyła finansowe obawy w zasadzie na całym świecie. W grupie konsumentów w ciągu zaledwie roku od wybuchu pandemii podwoił się poziom stresu związanego z finansami. Obawy o finansową przyszłość odczuwa aż 87 proc. konsumentów. Pytani o najważniejsze powody takiego stanu rzeczy, na pierwszym miejscu wymieniają oni strach przed możliwą utratą pracy. Przyczynę tę wskazało blisko czterech na dziesięciu ankietowanych biorących udział w badaniu (39 proc.). Na podium znalazły się też możliwość utraty oszczędności (38 proc. wskazań) oraz ewentualne poważne problemy z wyjściem z długów (26 proc.). Dane te są zatem potwierdzeniem statystyk przytaczanych w pierwszej części tekstu w odniesieniu do przyczyn zmian zachowań konsumenckich w kontekście sprzedaży i całego sektora e-commerce.

Ale jak w takim razie zmienią się nasze portfele w przyszłości? Kto będzie pomagał nam inwestować środki i gromadzić oszczędności? Trzeba przyznać, że ten scenariusz przypomina nieco filmy science fiction. Zapnijmy zatem pasy i wyruszmy w podróż do nieodległej przyszłości…

Nie da się nie zauważyć, że pandemia znacznie przyspieszyła cały proces cyfryzacji. Zarówno konsumenci, jak i przedsiębiorcy coraz mocniej wierzą, że to właśnie technologia, a nie ludzie, pomoże im w poruszaniu się po zawiłościach świata finansów. W kwestiach finansowych 52 proc. respondentów z grupy konsumenckiej wspomnianego wyżej badania bardziej niż sobie ufa technologii. Prawie dwie trzecie (63 proc.) ma większe zaufanie do cyfrowych asystentów niż do osobistych doradców finansowych. Zdaniem ankietowanych boty mogą być pomocne m.in. w wykrywaniu oszustw (33 proc.), ograniczaniu wydatków (22 proc.) czy dokonywaniu inwestycji giełdowych (15 proc.). Co ważne, 76 proc. klientów indywidualnych chce, aby to właśnie cyfrowi asystenci pomagali im w zarządzaniu finansami, natomiast zdaniem 32 proc. z nich już w ciągu najbliższych pięciu lat sztuczna inteligencja może zastąpić osobistych doradców finansowych.

Z raportu Oracle płynie także jeszcze jeden niezwykle intrygujący wniosek. Pandemia diametralnie zmieniła to, w jaki sposób myślimy o pieniądzach. Część badań wskazuje na to, że konsumenci coraz mniej chętnie korzystają z banknotów i monet, zwracając się w stronę elektronicznych metod płatności. Tymczasem, w oparciu o Narodową Strategię Bezpieczeństwa Obrotu Gotówkowego, NBP stoi na stanowisku, że przyszłość pieniądza papierowego jest bezpieczna.

– NBP aktywnie wspiera rozwój płatności bezgotówkowych, ale rozliczenia pieniężne to także płatności gotówkowe. Gotówka jest wciąż najpowszechniejszym sposobem dokonywania płatności w Polsce. Zgodnie z opublikowanymi przez NBP wynikami badania zwyczajów płatniczych w 2020 r. 98 proc. Polaków korzystało z banknotów i monet, podczas gdy 76 proc. z kart zbliżeniowych. Choć udział gotówki w płatnościach detalicznych zmniejsza się w ostatnich latach, to jest on nadal stosunkowo wysoki. W liczbie transakcji płatniczych w 2020 r. udział ten wyniósł 46 proc. – mówił prof. Adam Glapiński, prezes NBP, podczas IX edycji Cashless Congress.

Zmiany zachowań konsumentów i ich postrzeganie fizycznego pieniądza wymusiło zatem błyskawiczną reakcję przedsiębiorców i świata biznesu. 69 proc. pytanych liderów biznesowych przyznało, że zainwestowało w zwiększenie możliwości płatności cyfrowych, a 64 proc. stworzyło nowe formy angażowania klientów lub zmieniło modele biznesowe w odpowiedzi na pandemię COVID-19.

Biorąc pod uwagę zachodzące w tym aspekcie zmiany, nie powinno nikogo dziwić, że przewartościowanie podejścia do pieniądza obserwujemy również w środowisku biznesowym. Podobnie do klientów indywidualnych, także ten sektor biznesu coraz chętniej powierza kwestie finansowe opiece cyfrowych asystentów. Aż 73 proc. ankietowanych menedżerów przyznaje, że w tym obszarze ufa im bardziej niż sobie. Z kolei niemal ośmiu na dziesięciu z nich (77 proc.) ma większe zaufanie do technologii niż do własnych zespołów finansowych. Zdaniem 89 proc. badanych liderów biznesowych wspierani przez sztuczną inteligencję asystenci cyfrowi mogą usprawnić ich pracę poprzez wykrywanie oszustw (34 proc.), generowanie faktur (25 proc.) czy przeprowadzanie analizy kosztów i korzyści (23 proc.). Pytani o to, jakiej pomocy oczekiwaliby od cyfrowych asystentów, 85 proc. decydentów przyznaje, że chce wsparcia botów w realizacji zadań finansowych, w tym w zatwierdzaniu finansów (43 proc.), budżetowaniu i prognozowaniu (39 proc.), raportowaniu (38 proc.) oraz zarządzaniu zgodnością z przepisami i ryzykiem (38 proc.).

Z badania Oracle wynika także, że zmiana podejścia do pieniądza znacząco wpływa także na sytuację doradców finansowych. Powinni oni skupić się na rozwijaniu dodatkowych umiejętności miękkich, ponieważ ich rola ewoluuje.

Skoro w naszych portfelach coraz mniej jest banknotów i monet, trzeba zadać sobie pytanie, co je zastąpi. Aktualnie obserwujemy kilka trendów na rynku. Jednym z nich są bardziej tradycyjne rozwiązania oparte o karty kredytowe i debetowe z funkcją płatności zbliżeniowych. Drugi stanowią natomiast innowacyjne rozwiązania przenoszące portfele i możliwości realizowania płatności do telefonów lub smart zegarków. Trzecim trendem są różnego rodzaju innowacyjne rozwiązania traktowane jeszcze jak technologiczna nowinka na rynku.

Jednym z takich innowacyjnych rozwiązań rodem z filmów science fiction jest możliwość realizowania płatności… okiem. System umożliwiający takie rozwiązanie opracował polski fintech o globalnym zasięgu, który stworzył pierwszy na świecie komercyjny, pełny ekosystem płatniczy, oparty na biometrii tęczówki oka. Pierwsza faza projektu pilotażowo jest realizowana we Wrocławiu oraz okolicznych miejscowościach i dostępna jest w blisko 130 miejscach, a liczba punktów, w których można dokonywać płatności okiem, stale rośnie. Innowacyjne rozwiązanie dostępne jest w aplikacji mobilnej i pozwala na nowoczesny dostęp do konta wraz z niezbędnymi funkcjami, np. bezpieczne logowanie, intuicyjny i przyjazny interfejs.

fot. Adobe Stock

Innym tego typu rozwiązaniem jest możliwość implementacji pod skórę chipa wielkości ziarenka ryżu, umożliwiającego realizację płatności zbliżeniowych, a nawet inne funkcjonalności, np. otwieranie drzwi smart domu lub samochodu (wszystko zależy od tego, jak zakodowane jest urządzenie).

Czy takie pomysły rodem z filmów science fiction faktycznie mogą zagrozić gotówce w naszych portfelach? Wygląda na to, że jeszcze nie teraz, choć wyraźny trend w tym kierunku jest już dostrzegalny. Na razie jednak ponad połowa Polaków (58,7 proc.) sprzeciwia się zrezygnowaniu z gotówki w obiegu gospodarczym – wynika z badania firmy Tavex. Natomiast zgodnie z opublikowanymi przez NBP wynikami badania zwyczajów płatniczych w 2020 r. 98 proc. Polaków korzystało z banknotów i monet, podczas gdy 76 proc. z kart zbliżeniowych. Choć udział gotówki w płatnościach detalicznych zmniejsza się w ostatnich latach, to jest on nadal stosunkowo wysoki. W liczbie transakcji płatniczych w 2020 r. udział ten wyniósł 46 proc.

Chociaż popularność kart płatniczych sprawia, że coraz częściej pojawia się wizja o kraju pozbawionym gotówki, Polacy deklarują, że nadal lubią i chcą korzystać z gotówki pomimo popularności transakcji przeprowadzanych za pomocą kart płatniczych.

Wśród głównych powodów przywiązania do papierowego pieniądza wskazano m.in. lepsze kontrolowanie wydatków (24 proc.), przyzwyczajenie (18,5 proc.), niezależność (18,1 proc.) czy ochroną danych osobowych (12,7 proc.). Rodacy bardzo często noszą w portfelu gotówkę, jednak trzeba zaznaczyć, że są to niewielkie kwoty. Najczęściej oscylują w granicach 51–100 zł – tak deklaruje 35,3 proc. badanych. Ponadto co trzeci Polak (30,2 proc.) twierdzi, że płatność pieniędzmi rzeczywistymi jest zawsze bezpieczna. Ankietowani przyznali też, że nie obawiają się oszustwa, kiedy płacą za pomocą realnego środka pieniężnego, i uważają takie transakcje za bezpieczne, ale tylko przy małych kwotach – to aż 48,4 proc. respondentów.

Zdaniem 68,5 proc. Polaków realna gotówka w gospodarce jest potrzebna. Co ciekawe, w tej kwestii zgadzają się ze sobą respondenci reprezentujący wszystkie badane kategorie wiekowe.

Przyczyny takiego przywiązania konsumentów do pieniądza w portfelu są dość prozaiczne. Okazuje się bowiem, że wiele osób uważa, że gotówka zapewnia prywatność, której nie doświadczymy w przypadku płatności elektronicznych. Poza tym gotówka jest niewrażliwa na wszelkiego rodzaju awarie infrastruktury teleinformatycznej, które mogłyby doprowadzić do paraliżu całego systemu płatniczego. Z drugiej strony jednak ograniczenia możliwości wypłat większych sum pieniędzy z bankomatów wymusiły w czasie pandemii na wielu osobach sięgnięcie właśnie po alternatywne dla papierowego pieniądza środki płatności. Poza tym gotówka znacznie ułatwia te kwestie osobom starszym, które mogą nie być tak biegłe w korzystaniu z nowinek technologicznych jak młodsze pokolenia. To właśnie dzięki banknotom możemy dokonywać płatności i gromadzić oszczędności, co jest szczególnie istotne dla osób, które nie posiadają szerokiego dostępu do technologii.

Wracając do postawionego na początku tekstu pytania o los banknotów i monet w naszych portfelach, można stwierdzić, że choć rynkowe trendy idą w kierunku e-sprzedaży i cyfrowego obiegu pieniądza, w nieodległej przyszłości papierowy pieniądz nigdzie się z naszych portfeli jeszcze nie wybiera.

Autor jest medioznawcą, ekspertem ds. cyberbezpieczeństwa. Redaktorem naczelnym serwisu FilaryBiznesu.pl.
Adiunktem w Instytucie Edukacji Medialnej i Dziennikarstwa Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie. Ekspertem Instytutu Staszica.
Autorem pierwszej w Polsce książki o cyberwojnie „Cyberwojna.
Wojna bez amunicji?”

Artykuł dostępny na https://gpcodziennie.pl/praktyczny-poradnik-finansowy.

KLIKNIJ I WYPEŁNIJ ANKIETĘ NR 12

     

SUBSKRYBUJ aby mieć dostęp do wszystkich tekstów gpcodziennie.pl

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@gpcodziennie.pl

W tym numerze