Wsparcie dla mediów Strefy Wolnego Słowa jest niezmiernie ważne! Razem ratujmy niezależne media! Wspieram TERAZ » x

​Straż Hanny Gronkiewicz-Waltz w obronie kasty sędziowskiej

Dodano: 02/02/2018 - numer 1941 - 02.02.2018
WOKANDA \ Czy można protestować i zostać za to ukaranym, mimo że policja uznaje protest za legalny? Okazuje się, że można – jeśli protestuje się w Warszawie przed Sądem Najwyższym z hasłem żądającym usunięcia z sądów nadzwyczajnej kasty.
Proces dotyczący protestu toczy się obecnie przed Sądem Rejonowym dla Warszawy-Śródmieścia, a koronnym dowodem winy demonstranta mają być... dwie gumki recepturki. Sprawa to jednak grube akta, godziny przesłuchań świadków i akcja, do której zaangażowano cztery patrole straży miejskiej i dwa patrole policji. W roli obwinionego postawiono emeryta Józefa Wódkę, który podjął jednoosobowy protest przed Sądem Najwyższym. Według policji protest był legalny, ale straż miejska czyta przepisy po swojemu i dąży do ukarania protestanta. Doprowadziła w tej sprawie do nałożenia grzywny. Obwiniony odwołał się od wyroku i od tego momentu rozpoczął się proces sądowy. 
Jednoosobowy protest Józefa Wódki przed Sądem Najwyższym przeciwko najwyższej kaście sędziów miał miejsce w lipcu 2017 r. Wcześniej, w związku z wizytą prezydenta USA, władze miasta zlikwidowały sądowe miasteczko, które na długie miesiące rozstawili przed gmachem SN-u manifestanci domagający się sprawiedliwych sądów i rozliczenia służalczych sędziów z PRL-u, którzy nadal zasądzają wyroki. Teren przed sądem ogrodzono.
Józef Wódka protestujący tego dnia przed SN-em miał ze sobą transparent. Baner ten stał na chodniku dzięki stelażowi, na którym był rozpięty. Akcja Wódki nie spodobała się jednak strażnikom miejskim, którzy, jak później przyznali, dostali od swojego przełożonego polecenie, by likwidować każdy protest przed SN-em. Gdy mężczyzna zauważył zbliżający się patrol, oparł transparent o ogrodzenie. – Tego dnia wiał wiatr, obawiałem się, że zostanę pomówiony o napaść na funkcjonariuszy, gdyby baner pod wpływem wiatru upadł na nich. Na ramiona transparentu na chwilę interwencji założył dwie gumki recepturki, zahaczając je o ogrodzenie sądu. 
Gdy patrol straży miejskiej nakazał Wódce zakończenie protestu, mężczyzna stwierdził, że ma prawo protestować. Wtedy nadjechał wóz straży, z którego wysiadł wysoki rangą funkcjonariusz. Brutalnie odepchnął Wódkę i zerwał transparent z ogrodzenia, niszcząc gumki. – Krzyczał „wynocha stąd, nie masz prawa tu protestować” – relacjonował Wódka. – Tak napadnięty poprosiłem o pomoc policję, która stwierdziła, że mój protest jest legalny – dodał. Policjanci dziwili się nadgorliwości strażników. Ci jednak nie zrezygnowali i przerwali protest mężczyzny. Po chwili Wódka wrócił, chcąc rozwinąć transparent, i za to strażnicy spisali manifestanta, zapowiadając wniosek o ukaranie.
Przed sądem straż miejska nie mówi już o nielegalności protestu, ale o winie manifestanta polegającej na umieszczeniu, rzekomo na stałe, transparentu na ogrodzeniu SN-u, co jest wbrew przepisom. – Nie wiem, czym miałbym umocować baner, skoro komendant zerwał gumki – wyjaśniał w sądzie obwiniony.
Po zdarzeniu protestujący złożył zażalenie na działanie strażników i zwrócił się o monitoring z chwili zajścia. Okazało się, że takie nagranie jest, ale urywa się właśnie w kluczowym momencie. Po stronie oskarżenia pozostają więc jedynie zeznania strażników miejskich. Sprawa toczy się w sądzie i zabierze jeszcze wiele godzin procesowych.
 
     

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

SUBSKRYBUJ aby mieć dostęp do wszystkich tekstów gpcodziennie.pl

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@gpcodziennie.pl

W tym numerze