Apolityczna stażystka podziwia Europę

numer 1964 - 01.03.2018Publicystyka

Bezrefleksyjne umiłowanie Europy, niechęć do polityki i pokorna akceptacja modelu rozwoju opartego na darmowej lub taniej pracy – te trzy idee wpajano nam po 1989 r. Autorka tekstu „Mój chłopak wyklęty. Jak żyć pod jednym dachem z prawicowcem” wiernie je przyswoiła.

Serwis „WP Kobieta” opublikował list do redakcji zatytułowany „Mój chłopak wyklęty, czyli jak żyć pod jednym dachem z prawicowcem”. Tekst został szeroko wyśmiany przez internautów, którzy pozostawili pod nim jakieś pół tysiąca komentarzy, wśród których dominował zwrot „co za propagandowy paszkwil”.

Rzekoma czytelniczka WP.pl opisuje w nim historię radykalizacji swojego chłopaka prawicowca, który wcześniej się na takiego w ogóle nie zapowiadał. Obraz chłopaka jest tak przerysowany, że chyba nawet twórcy „Świata według Kiepskich” stwierdziliby, że to jest jednak za grube. Możemy więc powiedzieć ze stuprocentową pewnością, że to nie żaden list do redakcji, tylko zwyczajny materiał redakcyjny odpowiednio spreparowany, żeby nabić klikalność stronie. Oczywiście serwisy w stylu WP, Na Temat czy Gazeta.pl raczyły nas już taką dawką piramidalnych bzdur, że kolejna nie powinna być specjalnym zaskoczeniem. Mimo wszystko warto się na chwilę zatrzymać akurat nad tym tekstem. Oczywiście nie z powodu obrazu prawicowca, bo ten jest tak komiczny, że nadawałby się co najwyżej do sitcomów klasy C nadawanych w nocy na Comedy Central. Ciekawszy jest obraz autorki listu, jaki się z niego wyłania. Prezentuje ona niemalże wzorcowy sposób myślenia, który wpajały Polakom po 1989 r. czołowe media. Oparty na trzech fundamentach: bezrefleksyjnym miłowaniu Unii Europejskiej, brzydzeniu się polityką i pokornej akceptacji modelu kariery zawodowej od bezpłatnego stażu po biedapensję.

Troskliwa ciotka Europa

Zaczyna się sielanką. W czasach błogiej normalności, gdy Piotrek jeszcze nie był „dumnym Polakiem”, a swojej duchowej drogi chciał szukać w medytacji, Polacy byli grzecznie zapatrzeni w Unię Europejską. Od niedawna dopiero byliśmy jej członkiem, więc nieśmiało się po niej rozglądaliśmy i nie przychodziły nam do głowy różne głupoty, z „modą na patriotyzm” na czele. W tych pięknych czasach wszyscy marzyli o jednym – o wyjeździe na Erasmusa. Autorce niestety się nie udało, ale Piotrek spełnił marzenie milionów Polaków i pojechał do Hiszpanii. Unia Europejska jest więc niczym dobrotliwa ciotka, która przyjęła pod swój dach bardzo ubogich i nierozgarniętych dalekich krewnych, fundując im różne atrakcje. Idealnie zgrywa się to z przekazem mediów krajów zachodnich, w których dominuje przekonanie, że „niewdzięczne narody Europy Środkowo-Wschodniej nie doceniają tego, ile im daliśmy”.

W tym płytkim, żeby nie powiedzieć prymitywnym, spojrzeniu na Europę nie ma miejsca na strukturalne napięcia między bogatymi a biednymi członkami UE. Z tej zauroczonej Europą perspektywy nie widać momentami ostrej gry o dominację gospodarczą, nie widać zysków, jakie czerpią z rynków naszego regionu zachodnie gospodarki. Widać tylko plusy naszego członkostwa i to jeszcze tylko te najbardziej banalne. Tu ciotka Europa dosypie kasy na remont parku, tu fundnie półroczne wakacje studentom. Europejskie ambicje młodych Polaków zredukowane są do spędzenia jednego semestru studiów w cieplejszym i zamożniejszym zakątku Europy. Oczywiście te kilkanaście lat temu wielu z nas w ten sposób myślało, gdyż mechanizmy działające w UE nie były tak dobrze znane. Jednak wspominanie z nostalgią tamtych czasów naiwności i przywoływanie ich jako przykładu normalności to w 2018 r. spora intelektualna kompromitacja



zawartość zablokowana

Autor: Piotr Wójcik


Pozostało 50% treści.

Chcesz przeczytać artykuł do końca? Wyślij SMS i wprowadź kod lub wykup prenumeratę i zaloguj się.

Dostęp do artykułu
wyślij sms o treści GP1 na numer 7155
koszt 1 zł (1,23 zł brutto)
Prenumerata
Mam dostęp
zaloguj się