Italia plecami do Brukseli

numer 1973 - 12.03.2018Publicystyka

Wybory w trzecim co do wielkości kraju Unii Europejskiej potwierdziły ogólną tendencję na Starym Kontynencie – widmo eurosceptycyzmu krąży po Europie. Poprawiony bon mot Karola Marksa oddaje istotę sprawy: obywatele kolejnych państw członkowskich UE pokazują Brukseli żółtą kartkę albo – co bardziej krewcy, np. południowcy w wypadku Italii – gest Kozakiewicza.

Jeżeli dwoma największymi zwycięzcami włoskich wyborów są partie polityczne, które w Parlamencie Europejskim należą do dwóch frakcji euronegatywistów – to właśnie ten fakt wystarczy za najlepszy komentarz.

Czarny sen eurofederalistów

A tak konkretnie – partia numer jeden wyborów do Camera dei Deputati to Ruch Pięciu Gwiazd, który w europarlamencie należy wraz z ugrupowaniem Nigela Farage’a (UKIP – Partia Niepodległości Wielkiej Brytanii) do frakcji Europy Wolności i Demokracji Bezpośredniej. Jak się tam znalazła? Nikt jej nie zmuszał. Rzecz w tym, że zdecydowali o tym nie tyle kierownictwo polityczne tej formacji czy sami europosłowie, ile... członkowie i sympatycy Ruchu w głosowaniu internetowym!

Owa demokracja bezpośrednia w nazwie frakcji w PE jest, jak widać, traktowana poważnie. Ale ten właśnie internetowy wybór świadczył o nastrojach Włochów już przed prawie czterema laty. Alternatywą dla grupy Farage’a – tego polityka, który poprzednika Donalda Tuska na stanowisku przewodniczącego Rady Europejskiej określił jako „mokrą ścierkę” – byli Europejscy Konserwatyści i Reformatorzy, a więc grupa, do której należy PiS. Okazaliśmy się dla Włochów zbyt miękcy!

Odrzucili też akces do liberałów Guya Verhofstadta jako formacji zbyt euroentuzjastycznej. W rezultacie ponad 80 proc. głosów padło właśnie na akces do frakcji antyeuropejskiej, jak określają ją bezrefleksyjni czy po prostu niemądrzy wielbiciele Brukseli.

Drugim zwycięzcą wyborów okazała się Lega Nord – Liga Północna, która w ostatnich kilku latach ograniczyła radykalne wypowiedzi i przesunęła się trochę do centrum, choć dla mediów włoskiego ­mainstreamu nadal jest symbolem politycznego populizmu. Matteo Salvini poprowadził Ligę do wyniku lepszego niż jej koalicyjny partner – Forza Italia Silvia Berlusconiego.

W wewnętrznym meczu prawicowej koalicji Liga z Salvinim pokonała Berlusconiego – też przecież człowieka z tej bardziej zindustrializowanej, bogatszej części Włoch, bo z Mediolanu – aż o ponad 4 proc. głosów. Mało kto wie o tym, że Lega Nord przez parę lat była wraz z Prawem i Sprawiedliwością w jednej frakcji w Parlamencie Europejskim. Było to w drugiej połowie kadencji 2004–2009, a więc pierwszej po wejściu Polski do UE. W tamtym czasie, ale też i w następnej kadencji, europosłowie Ligi znani byli głównie ze swoich happeningów w PE, które kończyły się nieuchronnym pojawieniem się ochroniarzy i wyproszeniem Włochów z sali posiedzeń. Okrzyki i plakaty w sali posiedzeń są sprzeczne z regulaminem, ale jakoś są tolerowane, o ile pojawiają się po lewej stronie PE, tam gdzie siedzą komuniści, socjaliści czy Zieloni.

Eurorealiści i eurosceptycy weszli do gry

Subiektywne spojrzenie na politykę to norma. Proszę więc pozwolić mi powiedzieć, że obie formacje, których przedstawiciele w zeszłą niedzielę otwierali szampana, dwukrotnie głosowały za powołaniem mnie na stanowisko wiceprzewodniczącego Parlamentu Europejskiego, a w lutym tego roku były przeciwne mojemu odwołaniu. Współpraca jest faktem, co oczywiście nie oznacza, że nie ma różnic, np. w stosunku do Rosji (szczególnie w tym aspekcie chodzi o Lega Nord). Nie można też wykluczyć takiej kooperacji także w przyszłości – a skład europarlamentu po wyborach do PE w końcu maja 2019 r



zawartość zablokowana

Autor: Ryszard Czarnecki


Pozostało 50% treści.

Chcesz przeczytać artykuł do końca? Wyślij SMS i wprowadź kod lub wykup prenumeratę i zaloguj się.

Dostęp do artykułu
wyślij sms o treści GP1 na numer 7155
koszt 1 zł (1,23 zł brutto)
Prenumerata
Mam dostęp
zaloguj się