Prezydenckie wróżby

FELIETON \ Między Dudą a Tuskiem i Biedroniem

numer 2019 - 08.05.2018Publicystyka

Prezydent Andrzej Duda zapowiedział, że zwróci się do Senatu z wnioskiem o przeprowadzenie referendum konstytucyjnego 11 listopada 2018 r., w setną rocznicę odzyskania niepodległości. O zamiarze wyjścia z taką inicjatywą prezydent mówił od wielu miesięcy.

Równocześnie w mediach pojawił się szeroko komentowany sondaż, w którym obecnie urzędujący prezydent ma największą szansę na zwycięstwo w kolejnych wyborach w 2020 r. Zachowując tradycyjny dystans do sondaży, w oparciu o te dwie informacje warto się pokusić o kilka uwag.

Pierwszy wątek, o którym warto wspomnieć, to kolejna odsłona medialnego pompowania Donalda Tuska, który tradycyjnie przedstawiany jest jako „najsilniejszy polityk opozycji”. Trzeba jednak odnotować, że o ile miesiąc temu, według innych sondaży, Tusk miał iść z Andrzejem Dudą „łeb w łeb”, tym razem w badaniu Kantar Millward Brown dla „Faktów TVN” wyraźnie przegrywa w nim i w pierwszej turze (44 do 24), i w drugiej (53 do 44). W sondażu, który w kwietniu publikowała „Rzeczpospolita”, poparcie dla Dudy wynosiło 33,5 proc., a dla Tuska 30 proc. Różnica była więc o wiele mniejsza, choć trudno tamto badanie traktować jako wyrocznię, zwłaszcza że został przeprowadzony w chwili dużego kryzysu zaufania dla prezydenta ze strony własnego elektoratu po zawetowaniu ustawy degradacyjnej.

Jak Kukiz z konopi

Na pocieszenie dla niektórych Donald Tusk wygrywa, gdy zapytać Polaków o to… kto powinien być liderem opozycji. Tu były premier deklasuje wszystkich partyjnych liderów. Najlepiej z nich wypada Władysław Kosiniak-Kamysz (6 proc.) przed Katarzyną Lubnauer (4 proc.) i notującym naprawdę fatalny wynik Grzegorzem Schetyną. Tego ostatniego na czele opozycji widzi 2 proc. respondentów. Tyle że opozycja opozycji nierówna, skoro 15 proc. ankietowanych w badaniu Pollsteru dla „Super Expressu” jako jej lidera widzi… Pawła Kukiza, który atakuje dzisiejszy rząd z zupełnie innych powodów niż pozostali liderzy opozycji. A nawet z nimi jest mu po drodze jeszcze rzadziej niż z prezesem Kaczyńskim.

Tymczasem 23 proc. ankietowanych chciałoby na czele pospolitego antypisowskiego ruszenia zobaczyć Roberta Biedronia. Biedroń psuje też Tuskowi szyki w sondażu prezydenckim, w którym zyskuje 15 proc., trzecie miejsce i pozycję, jaką poprzednio zdobył Paweł Kukiz. Wywołuje to nerwowość po tej stronie sceny politycznej. Gdy prezydent Słupska tuż przed majówką pisał na Twitterze, że w drugiej turze miałby szanse na 40 proc. przeciwko Dudzie, nie spodziewał się zapewne, że sympatycy dawnego lidera PO zaczną ustawiać go do pionu i pryncypialnie krytykować za nie do końca przecież poważny wpis. Jeśli porzucić element kabaretowy tej nagłej niechęci, widać tu głębsze zjawisko, zderzenie resztek realizmu w ocenie nastrojów Polaków z lewackimi marzeniami kilku redakcji i marginesu opozycji pozaparlamentarnej.

Realizm każe szukać lidera, który liberalny w treści będzie konserwatywny w formie, niczym wąsaty i dzieciaty Bronisław Komorowski, a jeszcze wcześniej Lech Wałęsa. Robert Biedroń to już tęsknota za „Europą” i wiara, że katolicka Polska nagle może znaleźć się w awangardzie parad równości i witania uchodźców tęczowymi chorągiewkami. Tak się jednak składa, że podobna wizja jest dziś jeszcze mniej realna niż kilka lat temu, a wchodzące do puli głosów roczniki są w swej masie bardziej konserwatywne od starszych kolegów i koleżanek. Słupski eksperyment polityczno-obyczajowy nie ma więc szans na szczeblu ogólnopolskim, zwłaszcza gdy kandydatów opozycji w pierwszej turze znajdzie się zapewne kilku, a Andrzej Duda cieszy się wciąż sporą popularnością



zawartość zablokowana

Autor: Krzysztof Karnkowski


Pozostało 51% treści.

Chcesz przeczytać artykuł do końca? Wyślij SMS i wprowadź kod lub wykup prenumeratę i zaloguj się.

Dostęp do artykułu
wyślij sms o treści GP1 na numer 7155
koszt 1 zł (1,23 zł brutto)
Prenumerata
Mam dostęp
zaloguj się