Muzyka człowieka szczęśliwego

numer 2026 - 16.05.2018Kultura

Dziś w warszawskim klubie Palladium zagra jeden z najsłynniejszych gitarzystów wszech czasów – Al Di Meola. Na scenie pojawi się też nasz znakomity wirtuoz sześciu strun Adam Palma. Tajemnicą poliszynela jest to, że artystów łączy wielka muzyczna przyjaźń, co często procentuje wspólnym bisem.

Polak będzie promował swoją płytę „Palm-Istry”, ale pojawią się też wątki chopinowskie i coś z Jimiego Hendrixa. Z kolei Amerykanin zgodnie z plakatowymi anonsami zaprezentuje zawartość najnowszego krążka „Opus”.

Al Di Meola karierę rozpoczął w iście hollywoodzkim stylu. Kiedy miał 18 lat, zagrał u boku Chicka Corei na zwieńczonym statuetką Grammy albumie „No Mystery”. Kariera Di Meoli nabrała ekspresowego tempa. Sześć lat później nagrał jeden z najsłynniejszych albumów instrumentalnych wszech czasów – zarejestrowany w czasie koncertu z Paco de Lucíą i Johnem McLaughlinem krążek „Friday Night in San Francisco”. Dla fanów takiej estetyki właśnie dokonania gwiazdy dzisiejszego koncertu są twórczą kontynuacją, genialnie łączącą w jedność jazz, klimaty flamenco z szeroko pojmowaną muzyką świata. I zaręczam, to iście wybuchowa mieszanina!

Kiedy zdałeś sobie sprawę, że możesz namieszać nie tylko w jazzie, ale w całej muzyce instrumentalnej?

Chyba zaraz po nagraniu „No Mystery” z Chickiem. Wiedziałem, że opanowałem technikę, wiedziałem, że mam gitarową szybkość, i zrobiłem wszystko, aby na moim solowym albumie „Elegant Gypsy” to zaistniało.

We wspólnym wywiadzie z Adamem Palmą zdradziłeś, że Twoja technika to trochę efekt przypadku. Czy może raczej konieczności…

Zgadza się. Dużo grałem w domu i aby nie denerwować sąsiadów, tłumiłem struny bokiem dłoni prawej ręki. Z czasem zauważyłem, że to zaczyna być ciekawe, i w końcu stało się takim moim muzycznym podpisem.

A od czego zaczynał taki mistrz jak Ty?

Pianiści dali mi myślenie artykulacyjne. Oczywiście gdzieś na początku gitarowej drogi byli The Beatles z ich melodyką. Nie cierpiałem grania standardów, wolałem szukać własnej drogi.

A teraz ile godzin dziennie ćwiczysz?

Mam zasadę, że nawet w trasie godzinę przed występem skupiam się na instrumencie. A kiedy nie jestem na koncertach, ćwiczę to, co muszę, nowe kompozycje, stały repertuar. Nie mam rygoru czasowego. To są często trudne rzeczy, więc czasami trwa to dłużej.

Ale ten najtrudniejszy utwór masz dopiero przed sobą.

Tak, zamierzam wydać album „Diabolic Inventions and Seduction for Solo ­Guitar” i zamieścić na nim kompozycję Astora Piazzolli „Mumuki”. Jego kompozycje są dla gitarzysty piekielnie trudne, a ja je sobie jeszcze utrudniłem. Może za życia nagram „Mumuki” tak, jak sobie wyobrażam. Muszę jeszcze poćwiczyć!

Raz widzę Ciebie z gitarą elektryczną, kiedy indziej z elektroakustyczną, a po chwili sięgasz po akustyczny instrument. Jak to się stało, że po graniu na elektryku sięgnąłeś po gitarę akustyczną?

To kwestia świadomego wyboru. W zespole grasz inaczej (myślę o grze z sekcją rytmiczną), ale kiedy masz zagrać solo, szukasz innego brzmienia. Wówczas lepsza jest gitara akustyczna, bywa, że doprawiona elektroniką.

Jest taki utwór, który już po kilku nutach wywołuje szał na sali…

„Mediterranean Sundance” i „Rio Ancho” – to wizytówka naszej płyty z gitarowym triem. Ta pierwsza kompozycja jest moja, druga – Paco. To, że stanowią taką małą suitę dwóch kompozycji, to pomysł Paco. My ją nawet nagraliśmy i sprzedaliśmy ponad 2 mln singli



zawartość zablokowana

Autor: Piotr Iwicki


Pozostało 51% treści.

Chcesz przeczytać artykuł do końca? Wyślij SMS i wprowadź kod lub wykup prenumeratę i zaloguj się.

Dostęp do artykułu
wyślij sms o treści GP1 na numer 7155
koszt 1 zł (1,23 zł brutto)
Prenumerata
Mam dostęp
zaloguj się